sobota, 1 listopada 2014

Nowe życie! :)

Z racji tego, że mam ostatnio aż nad to czasu na różnego rodzaju przemyślenia o bieganiu i nie tylko postanowiłem naskrobać tutaj kilka słów. Nie będzie żadnych analiz mapek, opisów biegów itp. Raczej skupię się na tym co robiłem podczas roztrenowania, a raczej czego nie robiłem ;-)
Więc po Mistrzostwach Polski moja kontuzja achillesa bardzo się nasiliła, po samym biegu jak adrenalina już zeszła miałem problemy z prowadzeniem auta, nie mówiąc o chodzeniu. Dzień po Mistrzostwa zacząłem okres rekonwalescencji, zimne okłady, smarowanie maścią i zero obciążania nogi co było dosyć proste bo przez pewien czas nie pracowałem. W pierwszym tygodniu po kontuzji ku mojemu zdziwieniu dowiedziałem się, że zostałem powołany na BJC, który w tym roku rozgrywany jest trójmieście. Bardzo chciałem tam wystartować, dlatego po tygodniu odpoczynku w poniedziałek wyszedłem na trening. Zrobiłem aż 3km! Po czym wróciłem zniesmaczony spacerkiem do domu, lekko utykając.
Następne dwa tygodnie podjąłem trochę drastyczniejsze kroki. Wykupiłem sobie 10 zabiegów krioterapii, na które codziennie chodziłem. W trakcie zabiegów wyszedłem biegać dwa razy, co niestety dalej skutkowało ból i zero ulgi. Po zabiegach podjąłem decyzję, że bez sensu biegać na imprezie takiej rangi jak BJC bez przygotowania, a na dodatek z kontuzją... Trudno, początkowo był troszkę żal bo była to ostatnia szansa startu na Balticu. Starałem się mimo wszystko patrzyć w przyszłość i tłumaczyłem sobie, że ta przerwa na pewno zaowocuje za jakiś czas.
Po krioterapii dostałem kontakt do fizjoterapeuty z Nowego Dworu od Szmula za co z tego miejsca mu baaaardzo dziękuję. Od razu nie zwlekałem i napisałem do Pani Danuty maila, w którym od początku bardzo obszernie opisałem swój problem. Kolejnego dnia rano dostałem telefon i umówiłem się na popołudnie na konsultacje po czym umówiliśmy się na rehabilitację.
Wczoraj odbyłem pierwszą terapię, był to masaż poprzeczny wraz z ćwiczeniami stricte wzmacniającymi achillesa. Rehabilitantka ostrzegała, że noga może dziś boleć, lecz ku mojemu zdziwieniu bólu nie ma praktycznie w ogóle. Czuję ogromną swobodę i aż korci żeby iść pobiegać, ale zgodnie z zaleceniami do poniedziałku wieczór mam się jeszcze wstrzymać.
Nie sądziłem, że przyniesie to taki pozytywny skutek. Na prawdę jestem w szoku co zdziałała moja rehabilitantka już po pierwszym spotkaniu. A gdyby było tego mało, za 45minutowe spotkanie zapłaciłem jedyne 30zł!
Stąd mój tytuł, czuję się jakbym dostałem od losu nowe życie. Nie dość, że w poniedziałek zaczynam nową pracę, która bez problemowo umożliwi mi trening to jeszcze kończę okres roztrenowania i zaczynamy konkretne przygotowania! Na pewno przez kilka najbliższych tygodni będzie trzeba się rozbiegać i na pewno przez pewien czas unikać skipów i wieloskoków aby nie obciążać achillesa, ale po kilku tygodniach noga się wzmocni i będzie można wchodzić z tygodnia na tydzień na coraz większe obroty.
Co do moim najbliższych planów to chciałbym wyjechać w Grudniu na jakiś króciutki obozik, nie wiem jeszcze czy mi się uda ze względów na pracę, ale będę się starał. W styczniu na pewno będę 10dni w Przesiece, a w dalszej części sezonu liczę jeszcze na jakiś obozik pod koniec zimy. Dalsze plany bliżej nie określone, ale jedno jest pewne: mam zamiar dużo startować na mapie. A co do treningów technicznych to przestawiam się na bieganie 65%-70% ilości treningów w nocy, we wrześniu podczas treningów nocnych czułem ogromną poprawę techniczną.
Także za jakiś czas już napiszę konkretnie co robię, jak się ma mój achilles i czy idzie oczekiwana moc! :)


wtorek, 7 października 2014

Pobiegane!


W miniony weekend miałem przyjemność startować w Mistrzostwach Polski w Nocnym i Sztafetach Sprinterskich. Zacznijmy jednak od początku.
Tydzień przed Mistrzostwami tj. 27-28.09 startowałem w Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza w Nocnym, a dzień później organizowaliśmy Mistrzostwa Mazowsza w Sztafetach. W sobotę startowałem w M21, a niedzielę spędziłem jako organizator i przy okazji pobiegałem sobię pierwszą zmianę seniorów.
Co do nocnych były one rozgrywane na bardzo ciekawej mapie jak na Mazowsze- "Zbójna Góra". Długość traski wynosiła 11,6km. Byłem dosyć zmęczony treningami z ubiegłego tygodnia i totalnie nie czułem się na ten bieg. Postanowiłem więc biec sobie spokojnie i skupić się na tym, aby nie robić błędów.
1pk- straciłem minutkę na wejściu, zdecydowanie zbyt nerwowo,
2pk-dosyć czysto, ale asekuracyjnie,
3pk-kolejne 30" na wejściu, za wcześnie zacząłem go szukać,
4,5pk-czysto,
6pk-tutaj dogonił mnie Olej na 3' i postanowiłem się sprawdzić czy dam radę za nim polecieć a przy tym starać się nie stracić kontaktu z mapą. Tak więc musiałem podkręcić troszkę tempo.
7,8pk- tutaj bezbłędnie i cały czas pełen kontakt z mapą mimo wysokiego tempa biegu,
9pk- wywaliło nas za bardzo w lewo i straciłem na tym 1',
10,11pk-na kierunek, bez problemów,
12pk- drogą z prawej, troszkę zwolniłem na wejściu bo już zmęczenie dawało się we znaki i nie chciałem zarąbać, a Olej troszkę mi odskoczył.
13pk-drogą bez problemów,
14pk- jedyny przebieg na którym trochę straciłem kontakt z mapą i pod koniec przebiegu nie byłem do końca pewny gdzie dokładnie jesteśmy. Biegłem na plecy Oleja , który zrobił błąd na wejściu i dzięki temu znów byłem przy nim. Straciliśmy na tym 1'.
15,16,17pk- już zdecydowanie moje tempo było dużo wolniejsze niż tempo Oleja, dlatego też postanowiłem odpuścić. Bez sensu było wożenie się i brak kontaku z mapą.
18pk- nadal gdzieś w oddali widziałem lampę Oleja, pojawiły się też dwa inne światełka, okazało się, że dogoniłem Krzysia Wołowczyka i Karola, kolejno na 6' i 9'.
19,20pk- bez problemów,
21pk- drogą dookoła razem z Karolem, a Krzysiu i Olej na krechę, wyszło nam to mniej więcej podobnie.
22,23,24,25,26pk- do końca już bez problemów, kontynuowaliśmy bieg we trójkę.
Ostatecznie zakończyłem ten bieg z czasem 68'10" z czego jestem bardzo zadowolony, zajmując tym samym 3miejsce za wspomnianym wcześniej Olejem, który wygrał i przegrywając 59" z Papusiem.

Dzień później biegałem sobie treningowo traskę pierwszej zmiany seniorów. Niestety nie mam mapy, dlatego pokrótce powiem, że traskę pobiegałem w 37', ale co gorsza rozwaliłem sobie konkretnie Achillesa. Przed biegiem byłem wręcz pewien, że boli mnie dół łydki po nocnym, ale po biegu okazało się, że to nie zakwasy a ból Achillesa. Wróciłem do domu od razu zacząłem go chłodzić i smarować przeróżnymi specyfikami. Podjąłem decyzję, że skoro do MP zostało 6dni to bez sensu wykonywać treningi przez ból, więc musiałem odpocząć. W środę ból był już znikomy, wyszedłem sobie na 5km wybieganka.
Czwartek zdecydowałem się na trening nocny na Młocinach, dzięki uprzejmości Karola, który zbudował i ustawił mi traskę. Po biegu Achilles znowu się odezwał :( dodam jeszcze tylko, że trening pod względem technicznym bardzo udany.
Piątek to już cały dzień leżenie, chłodzenie Achillesa i czekanie na nockę.

W sobotę startowałem o 20:18, byłem bardzo zmotywowany i gotowy do konkretnego napierania. Od samego początku ruszyłem bardzo mocno.
1pk-znów zbyt nerwowo i 1' w plecy, przebiegłem kilka metrów obok niego i pech chciał, że go nie zauważyłem,
2,3,4,5,6,7pk- bez problemów, tempo biegu bardzo wysokie i technicznie perfekcyjnie. Co było najlepsze do 7pk byłem Mistrzem Polski, wygrywając z Papusiem 30".
8pk- na wejściu kompletnie nie zauważyłem granicy bagna z zielony i straciłem 2'30" :(
9,10,11,12,13,14pk-bez problemów, do zmiany mapy ciągle byłem na pozycji medalowej.
Po zmianie mapy:
15,16pk-bez błędnie i nadal tempo biegu całkiem wysokie, do tego pkt byłem ciągle na 3pozycji bo tym dużym błędzie na 8pk.
17pk- dorzuciłem kolejną 1' błędu na wejściu.
18pk-bez problemów,
19pk- ściągnął mnie pkt, który był w niecce obok i zanim zorientowa
łem się gdzie dokładnie jestem, kolejną 1' w plecy,
20,21,22,23,24pk- bardzo dobre przebiegi, trzymałem się kreski, bieganie na kierunek tego wieczoru wychodziło mi bardzo dobrze,
25pk-wywaliło mnie za bardzo w lewo przy samym wejściu na pk i straciłem kolejne 1'30",
26pk-wypadłem na drogę i gnałem i tylko sił w nogach, postanowiłem biec drogą, potem przecinką i wejście na pkt. Zrobiłem kardynalny błąd, nie zwolniłem na wejściu, przebiegłem ten pk i straciłem 2'.
Potem już do końca czysto. Nie sądziłem, że  byłem, aż tak mocno przygotowany pod względem fizycznym do tego biegu. Zrobiłem w sumie jakieś 9' błędu, czyli na prawdę baaardzo dużo. Skończyłem rywalizację z czasem 75', przegrywając z Krzysiem Wołowczykiem 8', a tracąc do medalu niecałe 5'. Zajmując 4 miejsce. Czy jestem zadowolony? Tak, uważam, że nie do końca zasłużyłem w tym roku na ten medal. Nie pracowałem tak jak powinienem. Mam jednak troszkę niedosyt po tym jak oglądałem międzyczasy i przez ponad połowę pierwszej mapy prowadziłem. No, ale cóż wniosek jest jeden: poprawić wejście na punkt i na tym mam zamiar się skupić.
Od razu po biegu. Foto: p. P. Siliniewicz.

Końcówka sztefet. Foto: p. J.Parfianowicz.
Kolejny dzień, kolejne zmagania, czyli Sztafety Sprinterskie. Ze względu na kontuzję Zuzi Wańczyk, biegałem z Zuzią K, Karolem i Moniką Kajzer. Podszedłem do biegu totalnie na luzie. Startowałem z 3pozycji dzięki fantastycznemu biegu Zuzi. Przed sobą miałem Wojtka Dwojaka, więc jak mógłbym nie wykorzystać takiej okazji. Ruszyłem bardzo mocno i całą trasę za plecami Wojtka, kontrolując przy tym czy przypadkiem nie mamy żadnego rozbicia. Biegliśmy bardzo mocną grupką prowadzącą w 5osób. Dobiegłem na 4pozycji ze
stratą 18" do Wojtka Dwojaka, na końcu odpuściłem bo już totalnie nie było mocy. Na 3 zmianę wybiegł Karol, który na półmetku przebiegał przez CZ jako drugi, niestety potem Bob Jebando zrobił swoje i niedość, że Karol zarąbał dwa razuypo 2' to jeszcze zrobił NKL'a. No trudno, zdarza się nawet najlepszym. Najważniejsze jest to, że pokazaliśmy rywalom, że na prawdę możemy walczyć z najlepszymi :)

Jakie plany na najbliższy czas? Przede wszystkim wyleczyć Achillesa, który boli niemiłosiernie. Potem wejść spokojnie w trening i piąć się z formą coraz wyżej. A jeśli do kwietnia będę w stanie biegać < 35' na 10km to na pewno wystartuję w longu, inaczej na pewno nie będę startował bo nie potrzebny mi sromotny wpierdziel w seniorach ;-)


piątek, 26 września 2014

WOM i MPki, z serii kolejna, przydatna lekcja pokory ;-)

W miniony weekend startowałem na zawodach w Warszawie: Warsaw Orient Meeting.
 Czy dostałem lekcję pokory? Owszem! Dostałem sromotnie wpierdziel i uświadomiłem sobie, że jednak nie pozostaje mi nic innego jak ciężko pracować i cierpliwie czekać na wynik.
Wróćmy jednak do samych zawodów w sobotę po południu biegaliśmy sztafety sprinterskie, ja biegałem je z Jagodą.
Jeśli chodzi o sam bieg to pierwsza trasa w moim wykonaniu była bardzo dobra, przewietrzyłem troszkę płuca i średnie tempo biegu na garminie wyszło 3;55/km na 2,35km. Było troszkę kręcenia, ale raczej wariantowości dużej nie doświadczyłem, nie robiłem w zasadzie błędów. Jedyne co to tylko nie miałem siły na końcówce, ale nie mam się czego dziwić ;-) Czas: 8:55 łapany na zegarku.
Druga traska nieco dłuższa bo na garminie wyszło 2,7km, tutaj już tempo troszkę spadło do 3;59/km, walczyłem na tej pętli sam ze sobą. Zero siły już po pierwszych 700metrach skutkowało w dalszej części tras zgubienie tego co najważniejsze, czyli koncentracji. Zrobiłem dwa 15" błędy, ale jak na poziom trasy to zdecydowanie o te 30" za dużo... Czas: 10:30, również łapany na zegarku.

Kolejnego dnia biegaliśmy middle na warszawskim Żoliborzu, a dokładnie po cytadeli. Trasa po najprostszych wariantach wynosiła 7,5km. Tego dnia miałem mocny plegier bo na 2' gonił mnie Papi, cel był jeden nie dać dojść się przed połową. Przed samym startem zrobiłem sobie 4km rozbiegania żeby odmulić troszkę mięśnie po sztafetach, kilka minut rozciągania, rytmy, skupienie i start! Ruszyłem dość mocno jak na mnie bo poniżej <4'/km, jednak moc skończyła się już jakoś przy 10pkt. Na 11 dopadł mnie już Papi, próbowałem coś tam za nim lecieć, ale nie dało rady. Do 14pk jako tako jeszcze za nim dociągnąłem a przy 15 już go nie widziałem. Troszkę szkoda bo właśnie na przebiegu 15-16-17 zrobiłem NKL'a. Totalnie nie zauważyłem 16 na mapie i z 15 od razu poleciałem na 17, a żeby tego było mało to jeszcze totalnie wariantowo tam skopałem. Jeśli chodzi o błędy to poza tym jednym wariantowym na 17 bo zamiast iść w lewo ja poszedłem w prawo i sporo nadłożyłem drogi to raczej bieg mogę zaliczyć do czystych. Całkiem mnie to cieszy bo ostatnio miałem problem z koncentracją na biegu, a taki całkiem czyste biegi tylko cieszą. Strona fizyczna natomiast totalnie mnie nie cieszy, w momencie gdy Papuś mnie już minął odjęło mi siły i dosłownie ledwo biegłem. Od bodajże 19pk człapałem jakbym biegł jakieś roztruchtanie po mocnym treningu. No cóż... mam nadzieję jednak, że za jakieś kilka tygodni wróci jako taka forma fizyczna. Tempo biegu na garminoksie wyniosło 4:40/km, czasowo wyglądałoby to gdyby nie NKL'a bardzo przeciętnie- 33'30". Dostałbym prawie dwie minuty od Jacka Morawskiego i Karola, ale spokojnie Panowie w tym roku jeszcze się pościgamy ;-)

W tygodniu przed zawodami biegałem całkiem dużo kilometrów więc może od tego tak miałem styrane mięśnie, które w ogóle nie podawały.. Zobaczymy w sobotę i niedzielę w Gdańsku ;-) W środę tydzień temu udało mi się zrobić trening techniczny na bardzo wymagającej technicznie mapce jak na Mazowsze "Sterani". Trener ułożył mi dwie traski każda po około 2-2.4km, jedną biegłem całkiem mocno w drugim zakresie, druga natomiast podzielona była na interwały. Poza tym, że nie miałem siły i czułem się jak betonowy kloc to było elegancko.

Co do Mistrzostw Polski, które odbyły się w tym roku w okolicach Nowego Dworu Wejherowskiego to są one jak dla mnie podzielone na dwa zupełnie inne etapy: Klasyk- BEZNADZIEJA, Sztafety- POWRÓT NADZIEJI.
Jeśli chodzi o wyżej wspomnianą beznadzieję to początek trasy układał mi się całkiem dobrze jak na tyle tygodni braku kontaktu z mapą. Minimalne błedaski przy wyjściu na 1pk, 3pk i 4pk. Spory błąd zrobiłem na 10pk, ale sam nie wiem dlaczego. Wydawało mi się, że biegnę i biegnę... a jak widać na tracku do drogi nie dobiegłem, bardzo dziwne to było.. Apogeum debilizmu i głupoty pokazałem na pk 15 i 16. Ewidentnie myślałem już o mecie i o tym, że na prawdę stać mnie na bardzo dobry wynik( z międzyczasów wynika, że byłbym gdzieś 3/4), nie byłbym jednak sobą gdybym nie wtopił tam dobry 11-12'. Tak się zakończył pierwszy bieg, do 17pk sobie już spokojnie doczłapałem bo jakby tego było mało narobiłem sobie na piętach takich odcisków, że moje pięty już dawno nie miały przyjemności tak cierpieć. No cóż, czego mógłbym się spodziewać po takich przygotowaniach. Kilka słów jeszcze o stronie fizycznej. Do 11-12pk żarło w nogach jak na mnie, super mi się biegło, dopiero po 12pk na drodze zaczęło mnie konkretnie stawiać. W rezultacie 10miejsce czas 90' i ogromna strata do czołówki bo do 3 miejsca jakieś 17minut.
Sztafety to już inna bajka. Jak to co roku przypadło mi biegać ulubioną pierwszą zmianę. Przed startem nogi były baaaardzo ciężkie i obolałe, ale gdy usłyszałem komendę "start" o wszystkim zapomniałem i pognałem od samego początku bardzo mocno z czołówką. Do 4pk tempo było bardzo spokojne ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu. W drodze na piątkę z dużej grupy zostały nas 3 osoby, ja Hewi i Stefan, samotnie podbiliśmy 5pk i dopiero przy 6 dołączyła do nas reszta grupy. I tak do 7pk razem, na 8 mieliśmy rozbicie. Ja, Hewi i tym razem Pasza trafiliśmy najdłuższe i poszliśmy na nie swój pk co skutkowało starty około minuty. Na 9pk już chłopaki narzucili bardzo mocne tempo i średnio za nimi wyrabiałem. Dociągnąłem jednak z nimi do widokowego, ale potem strasznie mnie postawiło i dobiegłem ze stratą jakiś 30-40" do całej grupki, a ze stratą niecałych 2' do prowadzących Dudusia i Wojtasa. Bardzo mi się podobało, nie sądziłem, że potrafię wykrzesać z siebie tyle siły. W rezultacie mój czas 36;28 na trasie 6,5km, zajęliśmy 7miejsce. Szkoda że tak mało brakło do upragnionej 6!
 Po tych sztafetkach jestem jeszcze bardziej pozytywnie nakręcony! Od razu po starcie trzeba było zacząć myśleć o kolejnych MPkach, tym razem w nocnym i sztafetach sprinterskich, dla mnie będzie to ostatnia szansa w tym roku na zdobycie upragnionego medalu. Czy się uda to się okaże już za kilkanaście dni ;-) Najważniejsze jest to, że mam w sobie mnóstwo pozytywnej energii i nie mogę się już doczekać kolejnych startów!

W środę po Mistrzostwach przyszedł czas na pierwszy trening nocny od dłuższego czasu. Trener rozstawił odblaski na mapce "Niewiadoma", która jak sam stwierdził jest wręcz idealnym teren pod trening MP. Wrzucam mapkę z przebiegami, aczkolwiek mi się udało dzięki Szmulowi biegać tą traskę bez dróg, także było troszkę trudniej. Dodam jeszcze, że w środę właśnie przyjechał do mnie Hewi i razem wybraliśmy się na nocke. Ruszyliśmy ze startu wspólnego i 1pk spore wahnięcie w lewo(Hewi poleciał bardziej w lewo i pewnie się nim zasugerowałem :P), 2pk też na wariata i widać jak nam to wyszło. Na3pk już się rozdzieliliśmy i szło mi całkiem dobrze, kolejny pozytyw moich treningów!
Czwartek natomiast obfitował w sporo kilometrów. Po południu biegałem interwały 5*2km a wieczorem trening nocny na SI. Co do interwałów to nie będę się rozpisywał, zrobiłem je w zadowalającym dla mnie tempie i tyle ;-) a co do nocki to meeega trening! Ogromne propsy dla Karola za to, że chciało mu się specjalnie dla mnie ustawiać odblaski i puszki, na prawdę serdeczne dzięki Mistrzu! Co do samego biegu to technicznie żarło niesamowicie, aż przyszedł pk 11. Dobiegłem do niego po czym w rowie było coś w stylu czarnego x jak na 14 i myślałem, że wywaliło mnie aż na 14. Jak się potem okazało dobrze wbiegłem na ten pkt, a czarny x nie był po prostu zaznaczony na mapie.. szkoda trochę po na prawdę super było! Potem dorzuciłem błedaska na 12pk, następnie do końca już czysto. Traskę w tempie wybieganka pokonałem w 37' i tym ogromnym błędem na 11pk.
Na dziś mam w planach długie wybieganko, a jutro rano jakiś rozruch z rytmami, wieczorem startuję w Mistrzostwach Mazowsza. Oby tak żarło technicznie jak w środę i czwartek. Trzymajcie kciuki!

Na przyszły tydzień mam w planach jeszcze dwa treningi nocne a potem już tylko wielkie oczekiwanie na start w MPkach ;-)







środa, 10 września 2014

Czas się wreszcie ogarnąć!

Po dłuuugich przemyśleniach postanowiłem znów odświeżyć swojego bloga, a co za tym idzie wreszcie się wziąć za porządny trening!
Przez ostatnie kilka miesięcy mimo, że trenowałem to nie wyglądało to do końca tak jakbym chciał. Niestety praca, zmiana trybu życia trochę mnie do tego zmusiły. Starałem się nawet z tym normalnie żyć tłumacząc sobie, że tak musi być, że zaczynam dorosłe życie, a bieganie nie da mi żadnego utrzymania itp.. Załamanie to nastąpiło jak dowiedziałem się, że raczej bez szans jest dostanie się do wojska. Pomyślałem sobie wtedy, że świat mi się zawalił pod nogami bo nie potrafię robić zbyt wiele oprócz biegania. W tym momencie oczekuję już rok na służbę przygotowawczą, ale na pewno nie zamierzam składać broni. Będę starał się dostać do wojska tak długo jak tylko to możliwe bo jest to jedno z moich marzeń, a podobno trzeba realizować marzenia jak to ludzie mówią.
Oszukiwanie samego siebie jak widać nie udało się, najwidoczniej ja po prostu bez tego nie potrafię poprawnie funkcjonować. Mimo, że wszystko bardzo dobrze mi się układa to jednak czegoś mi brakuje, a tym czymś jest właśnie regularny, przemyślany trening. Miałbym do siebie ogromne wyrzuty sumienia gdybym teraz tak po prostu skończył. Po tylu latach wyrzeczeń, wylanych potów na treningach, setkach godzin spędzonych na treningach i tysiącach przebieganych kilometrów.
Reaktywacja tego bloga ma mi m.in. wzbudzić we mnie jeszcze większą motywację, mimo, że już teraz jest ona ogromna. Nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak ciągnęło żeby wyjść na trening. Jestem przekonany, że w orientacji stać mnie jeszcze na wiele i jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Może kiepski termin na zebranie się w garść bo do wrześniowych MPków bardzo mało czasu, ale do październikowych jest jeszcze trochę czasu i zamierzam podejść do sprawy jak profesjonalista(mimo, że nigdy nim nie byłem i raczej nie będę).
Faktem jest, że od pewnego czasu przygotowuję się już do Mistrzostw, ale nie do końca z takim nastawieniem psychicznym jaki bym chciał. Dlatego też, od teraz wszystko się zmienia i nabiera nowych barw. Zaczynam znów być tak samo głodny sukcesu jak przed rokiem, gdzie zdobywałem po 3-4medale MPków w ciągu roku. Wiem doskonale, że za pół roku przechodzę do elity i będzie arcy trudno, ale nie byłbym sobą gdybym nie podjął tego wyzwania.
Co tak na prawdę mnie natchnęło na nowo? Ostatnio miałem remont w pokoju, musiałem przenosić swoje wszystkie rzeczy m.in. mapy, medale, numery startowe puchary. Gdy usiadłem do teczek w których trzymam mapy coś mnie tknęło, jakby ktoś mi pałą przydzwonił w głowę. Wszystkie wspomnienia na nowo wróciły... Tyle zakątków Europy się już zwiedziło i na tylu fajnych zawodach się było. Dotarło do mnie, że jak teraz skończę to już nigdy to nie wróci i za rok, dwa czy trzy prędzej czy później dopadnie mnie chandra, a po kilku latach abstynencji od regularnego treningu będzie coraz ciężej wrócić.
Wiem o tym, że jestem teraz tak słaby jak rzadko kiedy, że czekają mnie chwile porażek, ale z czasem przyjdą też na pewno sukcesy i właśnie dlatego warto żyć i trenować! Będzie ciężko, momentami nawet arcy ciężko, ale na pewno nie ciężej jak żyć bez biegania.
Mam całą masę przyjaciół, rodzinę, znajomych, która na pewno pomoże mi dążyć to założonego celu i to mnie jeszcze tylko bardziej nakręca. Wiem, że z ich pomocą to już połowa sukcesu.
Dlatego wracam! Może nie po tygodniu czy dwóch, ale za kilka miesięcy znów będę tak mocny jak kiedyś! Wróć... będę dużo mocniejszy jak kiedyś, zresztą nie ma co gadać, sami zobaczycie!

czwartek, 6 czerwca 2013

Totalna porażka...

Krótko i na temat. Od czwartku do niedzieli byłem na wyjeździe na terenach polsko-czeskich. W czwartek biegałem klasyk w czeskiej miejscowości- Nachod. Trening organizowany był przez trenera kadry Polski. Jeśli chodzi o ten bieg to jestem nie zadowolony. Od tego biegu było tylko gorzej. O ile sam bieg nie był jakiś tragiczny, poza błędem na 1pkt 2' to ogólnie było dobrze. Straciłem jednak z 6' na szukaniu lampionów wraz z puszkami bo niestety większość z nich leżała na ziemi i ciężko było je dostrzec, nawet jeśli stało się w dobrym miejscu w terenie. Zakończyłem bieg szczerze mówiąc nawet nie wiem na którym miejscu. Ja biegałem 63' a pierwsi latali jakieś 55' więc sromotny wpierd**l.
Kolejny dzień- piątek, kolejny dzień eliminacji. Tym razem middle w miejscowości Ostas. Teren był wyśmienity, ogrom skał co niosło za sobą bardzo ciężki technicznie teren. Byłem bardzo zadowolony, że mogłem tam pobiegać. Sam bieg był słabiutki, popełniłem bardzo dużo błędu. Nawet nie chce mi się wyliczać publicznie ile, ale na prawdę bardzo dużo. Po tym biegu rozbiłem się psychicznie już totalnie bo nie dość, że głowa nie pracowała to zaczął boleć mnie bardzo achilles i to dawało mi się ostro we znaki. Bieg ukończyłem z odległym czasem 48' przegrywając z pierwszym Rzeniem(pozdro! )12'. Zapomniałem jeszcze dodać, że troszkę przykry jest fakt, iż podczas Klubowych Mistrzostw Polski w Gdyni część osób z kadry A biegała na dwóch powyższych mapach kiedy byli na zgrupowaniu, a na middlu chłopaki mieli podobny przebieg bodajże(choć nie wiem czy to prawda). To tak napominając w eliminacjach do JWOC'a.
Po południu biegałem sprint w Głuchołazach, pierwszy etap pucharu polsko-czeskiego. Postanowiłem, że to będzie ostatnio bieg do MP jaki pójdę dosyć mocno. Tak więc zrobiłem, ale oczywiście znowu nie utrzymałem odpowiedniej koncentracji i popełniłem kilka głupich błędów.. zresztą wszystko widać na mapkach, które zamieszczam. Zająłem 3miejsce, ale tylko dlatego, ponieważ najzwyczajniej w świecie miałem 3 osoby w kategorii, które po prostu mają kontakt z mapą na co dzień. Po tym biegu postanowiłem bardzo dogłębnie zastanowić się nad tym co robię źle, a czego w ogóle nie robię... Chciałem za wszelką cenę wyciągnąć wnioski tych moich wszystkich głupot, które narobiłem przez te kilka startów.
Kolejny dzień to klasyk w Mikulovicach. W planach zrobić sobie długie wybieganie, starając się nie robić błędów. O ile na początku udało się tego nie robić, to potem kilka się wkradło. Porównując jednak do wcześniejszych startów już było znacznie lepiej, tak jakby się coś ruszyło. Fakt przegrałem z Guciem 12', ale zważając na to że biegłem na HR 153/158 to całkiem nieźle.
Kolejny dzień to znowu Mikulovice i middle. Kolejny raz postanowiłem pobiec treningowo i unikać błędów, konsekwentnie realizować swoje warianty. Ruszyłem bardzo spokojnie i do końca udało się utrzymać koncentrację i może urwałbym, jeśli chodzi o same błędy 40". Biegłem na HR 164/167 także takie BC1/BC2, ale mimo mojego zdziwienia skończyłem na drugim miejscu przegrywając ze Szmulem tylko 8". Tak jakby się coś we mnie obudziło, no ale zobaczymy jak to będzie wszystko wyglądało na MP. Szczerze mówiąc nie czuję się jakoś super psychicznie, a tym bardziej fizycznie. W szczególności, że ból achillesa porządnie daje mi się we znaki i totalnie nie wiem na ile mnie stać. Wydaje mi się jednak, że nie na wiele po kilku dniach przerwy.
PS. Dobrze, że przynajmniej w Zamościu będzie sprawiedliwie.
Do zobaczyska na MP!





środa, 22 maja 2013

Double!


W ubiegły weekend miałem okazje wystartować jak co roku w maju na I rundzie Klubowych Mistrzostw Polski. Tym razem były one rozgrywane w Gdańsku.
Na miejsce noclegu dojechałem w piątek późnym wieczorem, ponieważ po południu w Warszawie musiałem napisać maturę i w związku z tym nie wystartowałem na sztafetach.
Na sobotę zaplanowany był start w klasyku. Do pokonania miałem 9km i sporo metrów przewyższenia. Przed samym startem znów miałem problemy z moim chipem, więc od razu pobiegłem do centrum wypożyczyć sobie „czerwoniaka”. Plan na bieg był taki jak zawsze, podejść na dużym luzie i starać się nie robić błędów.
Na 1pkt ruszyłem dosyć wolno aby wczytać się spokojnie w mapę,.2pkt lekkie wachnięcie bo zmyliła mnie wcześniejsza droga, której nie było na mapie-20'' błędu. 3,4,5,6 czysto. 7Pkt zdecydowany błąd kierunkowy- 1' błędu. 8 pkt też duża strata choć w sumie tam biegłem po prostu trochę wolniej żeby wróciło skupienie. 9,10,11 czysto. 12Pkt kolejny błąd kierunkowy- 1' błędu. Potem do końca już czysto. W sumie wyszło mi około 3' błędu. Jak na mnie to nie jakoś bardzo dużo, w szczególności, że koledzy z kategorii też robią błędy i tym samym wygrałem ten bieg z czasem 63'. Fizycznie czułem się całkiem nieźle, ale do ideału to jeszcze bardzo duuuużo mi brakuje.

Kolejnego dnia biegaliśmy sprint. Tym razem traska 3,1km(na garminie 4,3km).Tak jak już wcześniej wspomniałem biegałem na wolnym chipie i tu już na starcie wiedziałem że będę stratny te 15''-20''. Jeśli chodzi o sam bieg to noga całkiem pracowała. Na 1pkt błąd wariantowy, zresztą jak każdy z kategorii-15'' błędu. 2 pkt również wariant i 10'' błędu.. Od tamtego momentu szło mi już całkiem nieźle, nie robiłem już praktycznie żadnych błędów, jedyne na czym traciłem to SI. Ten bieg również wygrałem, co prawda zaledwie 3'', ale zawsze coś.
Jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się zwyciężyć dwa razy pod rząd na KMP co bardzo mnie cieszy. Tym bardziej jestem zadowolony, że zaczynam coraz to równiej biegać, łącząc to doskonale z eliminowanie tych większych błędów. Teraz pozostaje wyeliminować tylko te mniejsze i będzie elegancko :)
Od razu po zawodach na drugi dzień udałem się na ostatnią maturkę i tym samym zacząłem najdłuższe wakacje w swoim życiu podczas których chce trochę bardziej skupić się na treningach i doprowadzić się do jako takiej formy na MP. Fakt, za wysoka to ona teraz nie jest, ale może uda się jeszcze coś poprawić.

sobota, 11 maja 2013

Do porzygu??? Dla mnie to zdecydowanie za mało!!!

Najdłuższe wakacje za pasem, więc postanowiłem na dobre odświeżyć mojego blogaska.
Zacznijmy może od tego co działo się u mnie przez ostatnie kilka miesięcy w dużym skrócie. W tym roku całe szczęście obeszło się bez żadnego urazu i kontuzji, więc całą zimę mogłem przepracować bardzo solidnie.
Jeśli chodzi natomiast o starty w tym sezonie to zacząłem od Hana Orienteering Festiwal w Czechach, potem Puchar Borów Dolnośląskich, Grand Prix Mazowsza, kończąc jak na razie na Baltic Cup.
Jeśli chodzi o start w Czechach to miałem duży problem, ponieważ biegałem bez kolcy i musiałem bardzo uważać żeby nie zrobić sobie krzywdy. Mimo wszystko tragedii nie było i na masówce udało mi się stracić do Jacka Morawskiego niespełna 25''.
Puchar Borów Dolnośląskich to zawody, które moim zdaniem są super zorganizowane rokrocznie. Pan Darek Pachnik dokłada wszelkich starań i podchodzi do każdego uczestnika indywidualnie co jest bardzo pozytywne. Zawody te wygrałem z kilkunastu sekundową przewagą nad Tomkiem Jurczykiem, i właśnie od tamtego startu zaczęło się dziać u mnie wiele dobrego. Nogi zaczęły pracować jak jeszcze nigdy, no i głowa nadążała co nigdy mi się nie zdarzało.
Na GPM zgłosiłem się do M21E żeby sprawdzić się ze starszymi kolegami i na jakim poziomie jestem w stosunku do nich. Pierwszego dnia na middlu wykręciłem 3czas przegrywając nieco ponad 1' z Jackiem Morawskim. Na klasyku WRE byłem znowu trzeci przegrywając tym razem ponad 13' z Rosjaninem Dimitrem Nakonechnym. Handicap był dla mnie dosyć dobry od samego początku bo goniłem Hewiego na minutkę co było dla mnie komfortowe. Spotkałem się z Maćkiem(pozdro!) już na 1 pkt, gdzie zarąbaliśmy konkretnie, 2 i 3 pkt też niepewnie, ale potem jak się rozkręciliśmy było już elegancko. Skończyłem na 3 miejscu w elicie co bardzo mnie ucieszyło.
Baltic Cup również był dla mnie sprawdzianem w elicie. Na middlu przegrałem aż 6' z Rychem, tego dnia mój chip w ogóle nie działał i zanim organizatorzy znaleźli mi chipa zastępczego mój start już poszedł, a ja potem chcąc nadganiać zrobiłem jeden bardzo duży błąd bo aż na 5'!!! Klasyk już bardzo dobrze szedł od samego początku, przegrałem tylko 1' z Maćkiem Jasińkim, zajmując 5miejsce. Ostatni etap też był dla mnie bardzo pozytywny. Mimo tego że minąłem 100metrowy przebieg po linii przebiegu na następny pkt to wykręciłem 3czas przegrywając lekko ponad 1' z Jasiną.


Wczoraj natomiast biegałem cross eliminacyjny do JWOC'a w Falenicy. Limit wynosi 40' co moim zdaniem nie jest jakimś wygórowanym czasem. Przyjechałem na ten bieg prosto z matury na którą komisja nie pozwoliła mi wnieść wody i przy 30st upale nie piłem prawie 2h. Wychodząc na rozgrzewkę czułem już, że jestem jakiś otumaniony i coś jest nie tak. Nie pozostało mi nic innego tylko stanąć na kresce i pobiec. Pierwsza pętla: już byłem bardzo zmęczony, zrobiłem ją w 12'10'' i czułem że momentami na biegu tracę świadomość, niestety nie mogłem się zatrzymać bo wtedy JWOC poszedłby w niepamięć. Druga pętla: na początku jeszcze dosyć okej, ale jak ją kończyłem to momentami miałem ciemno przed oczami i nawet nie pamiętam jak wbiegałem na trzecią pętlę, już nie mówiąc o kontrolowaniu czasu.. Na początku ostatniej pętli dogonili mnie młodsi koledzy: Krzysiek Rzeńca i Wiśnia nad którymi miałem jakieś 200metrów przewagi. To był dla mnie sygnał, że dzieje się ze mną bardzo źle. Z metra na metr traciłem równowagę i czucie w nogach. Podczas gdy do końca biegu zostało jeszcze trzy podbiegi a do spełnienia limitu miałem aż 6', przed tym pierwszym pierwszy raz się wywróciłem nie widząc już kompletnie na oczy, następnie wstałem przebiegłem jeszcze kilka metrów i padłem bezpowrotnie na ziemię. Od tamtego momentu już nie wiele pamiętam. Wiem że po kilku minutach ocknąłem się i Pan Darek Żebrowski i Papi znieśli mnie z trasy bo sam nie byłem w stanie stać na nogach. Jeszcze nigdy w życiu nie miałem takiej sytuacji, ale powód jest jeden-odwodnienie. Dziś już czuję się znacznie lepiej i w południe czeka mnie sprint, pierwszy dla mnie bieg eliminacyjny do JWOC'a. Całe szczęście w niedzielę podchodzę do crossu w Falenicy raz jeszcze i nie mając w planach biec na 36/37' po prostu będę chciał go zaliczyć bo czuję jeszcze spore osłabienie organizmu, a nie chciałbym przedobrzyć.
Wszystkim, którzy się mną wczoraj zajęli, gdy potrzebowałem pomocy bardzo serdecznie dziękuję. Nie wiem co by było gdybym został tam samemu sobie... Całe szczęście dobrze się wszystko skończyło i dalej mogę napierdzielać :) Przykry jest fakt jednak, że trener kadry, który w zasadzie jest opiekunem, a zarazem organizatorem danego crossu nie przyszedł po tym wszystkim i nawet nie zapytał jak się czuję. No, ale trudno widocznie nie jest to dane zawodnikowi z marnej kadry B, do której trafił tylko dlatego, że zdobył jakieś tam 4medale na MP w zeszłym sezonie...
Jak więc widzicie dla mnie do porzygu do za mało!! :D

czwartek, 3 maja 2012

Pozytywna majówczeka :)


W dniach 30.04-2.05, czyli kilka dnia temu rozgrywane były w okolicy Legionowa jedne z większych zawodów w Polsce- Grand Prix Mazowsza. W tym roku jak poprzednio organizatorem był klub WKS „Gwardia Warszawa”.
Zmagania rozpoczęliśmy średnim dystansem, który w mojej kategorii wynosił 4,6km i 100m przewyższeń. Biegaliśmy na mapie z ubiegłorocznej olimpiady z dystansu średniego. Trasa była całkiem wymagająca, bardzo zielono co znacznie utrudniało przemieszczanie się nie było również łatwo technicznie. Jeśli chodzi o sam bieg to do 8 pkt szło gładko. Potem na 9 pkt lekkie 10” wahnięcie. Na 10pkt zrobiłem bardzo duży błąd bo aż na 1'30”. Biegłem cały czas na kierunek i minąłem punkt dosłownie kilka metrów... Na 11pkt kolejne wahnięcie 10”, 12pkt również. Potem dołożyłem jeszcze 30” na 17pkt, wypadłem za bardzo na lewo. Trasę pokonałem w 29'16” i wygrałem z przewagą tylko 38”, co średnio mnie satysfakcjonowało.
Kolejnego dnia zmagałem się ze skróconym średnim. Trasa miała 3,4km i 80m przewyższeń. Wyglądało to tak: do 8pkt czysto, na 9 pkt nie złapałem kierunku... Po prostu kompletnie wyleciało mi to z głowy, kosztowało mnie to aż 40” bo wylądowałem za bardzo w prawo. Potem dorzuciłem błąd na kolejne 40” na 14pkt i w sumie 1'30” błędu. Pokonałem tą trasę w 19'35”, przegrywając z Michałem Garbacikiem 3”- szacun! :)
We wtorek czekał na mnie handicap. Chyba pierwszy bieg w tym sezonie podczas którego się tak stresowałem... Cały czas myślałem żeby obrać taką taktykę, aby biec cały bieg z Michałem, który miał do mnie tylko 35” i załatwić sprawę na finiszu. Przed samym biegiem jednak stwierdziłem, że albo na początku albo w ogóle... Po starcie złapałem mapę i ruszyłem jak najszybciej się dało do 1pkt. Udało się wejść na niego bardzo czysto, wygrywając ten przebieg prawie 40” z drugim zawodnikiem na tym przebiegu i aż minutę z Michałem. Potem zrobiłem 20” błędu na 3pkt. Następnie dorzuciłem 30” błędu na 7pkt, przebiegłem go i musiałem się wracać. Na 12 aż 1' błędu z własnej głupoty. Myślałem, że szukam pkt nr 79, a to był mój 13pkt i dobiegając do 12pkt z kodem 61 odbiegłem do niego uznając że to nie mój.... Potem w zasadzie do końca czysto. Trasę 7,2km i 80m przewyższeń zrobiłem w 39'34'', wygrywając całe zawody aż 7'. Jestem szczególnie zadowolony z ostatniego biegu, świetnie czułem się fizycznie.
W tym roku udało się wygrać Grand Prix Mazowsza, nie to co rok temu... :) Przypominam, że rok temu przegrałem właśnie na handicapie wygraną. Jeśli mam powiedzieć kilka słów o organizacji to ja nie widziałem w zasadzie żadnych nie dociągnięć. Nie było fajerwerków, ale zawody były zorganizowane jak najbardziej poprawnie, za co dziękuję organizatorom! I świetny był Orient Show- ekstra zabawa i oby więcej takich kreatywnych pomysłów.

A dziś... przyszedł dzień, który miał mi zapewnić już spokój, jeśli chodzi o bieganie w biegach ulicznych i bieżniach, przynajmniej w tej części sezonu. Mianowicie startowałem w XXII Biegu Konstytucji 3 maja, który liczył aż 3000startujących! Chciałem tą traskę pobiec po prostu 17'15'', czyli tyle ile wynosił limit, bo po co więcej z siebie wyciskać skoro tyle mi starczy? Trasa biegu należy do bardzo trudnych. Na pierwszym kilometrze 600m to dosyć ostry podbieg i to cała trudność tej trasy. Bieg był całkiem mocno obsadzony i dlatego musiałem bardzo się pilnować żeby nie ruszyć za szybko i się nie zarżnąć... Tak więc rozgrzewka z trenerem i start! Za pierwszym zakrętem po 200m czekał na mnie Karol, który prowadził mi ten bieg i dotrzymywał mi towarzystwa. Tempo poszczególnych kilometrów: 3;31, 3;26, 3;15, 3;25, 3;35. Ogólny czas to 17;15 i oficjalna nowa życióweczka na 5km. Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ zrobiłem ten limit na ogromnym luzie i specjalnie zwolniłem przed metą, żeby mieć idealnie równiutko ten czas :) W końcu trener Karol kazał pobiec 17;15, więc jak mus to mus :) Trudy trasy pokazuje czas najlepszego zawodnika, który wynosił 15;33, a normalnie biega lekko poniżej 15' ;) Po biegu od razu podziękowałem Karolowi za 3km, które mi poprowadził i poszliśmy się rozbiegać. Świetnie się czułem po biegu, ten luz jest po prostu nie do opisania. Ciekawi mnie ile bym pobiegł na maksa po bieżni, ale na razie skupię się na szlifowaniu techniki ;) Zająłem w tym biegu 11 miejsce co również okropnie mnie ucieszyło :)



Teraz czas na KMP, Baltic Cup i MP! Zobaczymy jak to będzie, a potem może jakaś Szwecja, albo Finladia... Kto to wie... :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Decydująca faza sezonu zbliża się wielkimi krokami...


Po powrocie z Czech czekały na mnie Mistrzostwa Mazowsza w średnim. Rozgrywane były one 14 kwietnia i miały miejsce na mapie na której w zasadzie się wychowałem i znam ją na pamięć. Oczekiwałem od siebie bardzo szybkiego tempa biegu i pod żadnym pozorem nie chciałem robić błędów. O ile to pierwsze wyszło mi całkiem dobrze, to to drugie fatalnie... Czekała na mnie trasa 4,6km i ok.130m przewyższeń. Chciałem pobiec tą trasę ok.26-27min. Ruszyłem bardzo szybko i w zasadzie bez problemów do 5pkt na który zrobiłem 20''błędu, zacząłem za wcześnie go szukać. Dorzuciłem jeszcze 50''błędu na 7pkt, szukałem go za bardzo w prawo... no i gwóźdź programu, 9pkt zarąbałem aż na 2'! Od kiedy pamiętam zawsze miałem problem z tym dołkiem i tym razem również... Następnie do końca trasy już czysto, byłem przekonany, że przegram po takim biegu, ale na szczęście udało się wygrać z 3'przewagą. Traskę tą pokonałem w 29'27'' czyli 3' za długo, choć i tak tempo wyszło mi bardzo szybkie jak na ten teren.
Jeśli chodzi o organizację to nie wiem czy mogę się wypowiadać bo były to zawody organizowane przez mój klub. Z mojego zaś punktu widzenia wszystko było całkiem sprawnie zrobione, traski były trochę zbyt długie i byłem jedną z nielicznych osób która biegała swoją trasę w odpowiednim przedziale czasowym, ale chłopaki mają nauczkę na przyszłość ;)

W ubiegłym tygodniu przed Mistrzostwami Warmii i Mazur w klasyku, a dokładnie w czwartek miałem dosyć ciekawy trening. A mianowicie zabawę biegową. Już nie pamiętam kiedy się tak bardzo zmęczyłem. Dobrze, że Karol jechał przy mnie na rowerze co bardzo mnie motywowało za co wielkie mu dzięki! Wybawiłem się za wszystkie kończąc w pozycji leżącej umierając na chodniku ;]

W sobotę 21 kwietnia z uśmiechem na ustach pojechałem na Mistrzostwa Warmii i Mazur. Uśmiech ten spowodowany był głównie tym, że w piątek zdałem prawko i ogromnie się z tego powodu cieszę. Jeśli chodzi o same zawody to miałem do pokonania trasę 7km i znaczne przewyższenia. Zawody rozgrywane były na karty co również troszkę spowalniało. Początek biegłem dosyć spokojnie, robiąc lekkie 5'' wachnięcie na 2pkt. Potem do 10pkt całkiem żywo i czysto. Na 11pkt nie spojrzałem na kompas i wypadłem za bardzo w prawo co kosztowało mnie 20''. Po drodze udałoby się może urwać jeszcze z 15'', ale to nie był dobry dzień pod względem biegowym. Słabo się czułem i miałem problemy z rozpędzeniem się, ale wydaję mi się, że czułem jeszcze skutki czwartkowej imprezy :D Trasę tą biegałem 44'30'' z czego w sumie jestem całkiem zadowolony. Wygrałem bez większych problemów z przewagą 13'.
Organizacja tych zawodów moim zdaniem była znakomita. Bardzo miła atmosfera, ognisko, kiełbaski. Fajne upominki i medale. Podobało mi się okropnie na tych zawodach i miło spędziłem czas w gronie świetnych ludzi ;)

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze jeden mocny akcent przed Grand Prix Mazowsza i dwa treningi techniczne, które przygotowuje Szmulo  za co bardzo mu dziękuję! A GPM... zobaczymy jak będzie, miejmy nadzieję, że nie będę robił dużych błędów i biegowo też będę czuł się tak jak powinienem. 12 maja natomiast będziemy atakować limit, który wynosi 17'15'', będę szczery- jak go nie zrobię to chyba kończę z treningiem bo uważam, że ten kto nie biega tyle na „piątkę” nie ma czego szukać na imprezach mistrzowskich w moim wieku...

piątek, 13 kwietnia 2012

Puchar Koziołka i Prague Easter, czyli to co lubię! :)

W weekend 30.03-1.04 miałem przyjemność startować w Pucharze Koziołka. Na miejsce noclegu stawiliśmy się w piątek wieczorem. Byłem bardzo ciekaw tego terenu, ponieważ rok temu tam nie biegałem(byłem w tym czasie na zgrupowaniu w Czechach). Padający śnieg z deszczem jeszcze bardziej mnie zachęcał do biegania bo wiedziałem, że na tych jarach będzie bardzo ciekawie :) W sobotę natomiast mieliśmy w planie dwa starty, rano sprint i po południu middle. Tak więc od razu po dotarciu na miejsce położyłem się grzecznie do łóżka i spać.

W sobotę rano było dosyć zimno, zresztą jak przez cały weekend. Podjąłem jednak decyzję, że pobiegnę na krótko, ale w kolcach bo było bardzo ślisko. Wyliczyłem sobie idealnie rozgrzewkę i kiedy już miałem startować okazało się, że start jest przesunięty. Zmarzłem przez to bardzo i wyruszyłem na trasę nie do końca rozgrzany, a raczej „wystygnięty”. Początek pobiegłem bardzo mocno i czysto. W środkowej części trasy opadłem z sił i skutkowało to błędami na 6pkt-5'', 8pkt-5'' i 9pkt-aż 20''! Reszta trasy czysto. Udało mi się wygrać 1'15'' przed Bartkiem Szurygą, ale z biegu nie jestem zadowolony do końca. Kiepsko się czułem fizycznie i generalnie miałem jakieś kiepskie nastawienie do tego biegu. Trasę 2,7km pokonałem w 15'01''. Myślę, że 14'30'' było do złamania ;)

Po południu biegałem middle. Byłem zmęczony porannym sprintem i stwierdziłem, że ruszę spokojnie starając się nie robić błędów, a później z czasem starać się wbić na odpowiednie obroty. Tak, więc zrobiłem. Start był ostro pod górę, więc spokojniutko wdrapałem się na szczyt, czysto wszedłem na 1pkt. 2,3,4,5,6 czysto. 7 pkt przebiegłem, nie doczytałem mapy i 30'' w plecy. 9 pkt kolejny głupi błąd, nie potrzebnie zbiegłem na dół i 50'' błędu. Potem do końca już czysto, także nie było źle. Udało się wygrać z przewagą niecałych 2' znów nad Bartkiem. Trasę 3,1km i 230m przewyższeń pokonałem w 29'10''.


W niedziele był start handicapowy. Nie miałem dużo przewagi bo 3'12''. Stwierdziłem, że nie będę się jakoś bardzo napinał i jeśli Bartek mnie dogoni to rozstrzygnę to na końcówce. Tak też się stało. Na 1pkt zrobiłem już 1'30'' błędu. Na 2pkt znowu 15''błędu. Na 3pkt 1'30'' błędu i Bartek już mnie miał. Do ostatnich 4pkt biegłem cały czas za nim kontrolując co jest grane. Do końca czysto, ale dosyć wolno. Był to bieg bardzo luźny dla mnie. Na końcówce gdzie zaczęła się fizyczna część stwierdziłem, że najwyższy czas się troszkę rozpędzić. Także pobiegłem bardzo mocno i odszedłem Bartkowi na jeszcze niespełna 20'' wygrywając całe zawody.

Jestem zadowolony z moich startów, no z wyjątkiem tego ostatniego... Tereny strasznie ciekawe i polecam każdemu bo naprawdę warto! Organizacja z wyjątkiem opóźnienia startu sprintu też nie była najgorsza. Generalnie uważam, że była to fajna impreza i na pewno będę chciał się tam wybrać za rok :)

Podróż do Czech rozpoczęliśmy pociągiem do Częstochowy skąd mieliśmy zapewnioną limuzynę od kumpla mojego brata z co wielkie mu dzięki! Przez pierwsze kilka kilometrów głupio było mi siedzieć w takim samochodzie bo na co dzień takimi nie podróżuję ;) Z czasem jednak przywykłem i było już całkiem sympatycznie.

Po dotarciu na nocleg numer 1, czyli do Sobótki troszkę odpoczęliśmy czekając na dotarcie ekipy znad morza i z Łodzi. Po 18 wybraliśmy się na trening, biegaliśmy na mapie z MP z 2008r. Ułożyliśmy sobie z Karolem krótką bo 4 kilometrową traskę, którą przetruchtaliśmy razem. Trening dosyć czysty. Jeden błąd Karola, ale zielone się tam troszkę rozrosło, więc wybaczam ;)

Następnego dnia, czyli w czwartek z samego rana wyruszliśmy do Doksy, gdzie mieliśmy spotkać się ze wszystkimi. Jak udało się Maćkowi odebrać mapki na trening to od razu pojechaliśmy w okolice startu. Trening bardzo mi się podobał. Ogromne skały, jeszcze większe góry i bardzo dokładna mapa co najbardziej lubię w Czechach. Jeśli chodzi o samą trasę to biegało mi się w miarę czysto, ale nie forsowałem tempa, ponieważ wiedziałem, że kolejnego dnia czekają mnie zawody i wolałem się oszczędzać. Po południu tego samego dnia mimo że nikomu się już nie chciało biegać wybraliśmy się jeszcze na jeden trening. Zaliczyłem 6pkt i wróciłem do samochodu myśląc już o starcie który był następnego dnia. Po treningu udaliśmy się do Czeskiej Lipy gdzie spaliśmy w szkole(w tej samej szkole spałem rok temu, wspomnienia ożyły

:) )

W piątek z racji, że biegaliśmy po południu mieliśmy w planach się wyspać, ale pewna pani obudziła nas przed 9 i zakomunikowała nam że mamy 10minut żeby opuścić szkołę, nieźle...;] Tak, więc wybraliśmy się na śniadanie do pobliskiego centrum handlowego gdzie koczowaliśmy przez kilka godzin, następnie pojechaliśmy nad jezioro, posiedzieliśmy chwilkę i potem już do centrum zawodów.

Do biegu podszedłem bardzo poważnie, biegałem na tej samej mapie rok temu i wiedziałem czego mam się spodziewać. Bardzo chciałem ograć kilku mocnych zawodników między innymi Thomasa Gilleta, mojego kolegę z Belgii :) Początek biegu bardzo nerwowy, na 1pkt błąd aż na 50''. Na 3pkt 5''-błąd kierunkowy. Na 4pkt 10''-kolejny błąd kierunkowy. Do 15pkt potem czysto, ale na 16pkt przeszedłem samego siebie... Myślałem już o tym, że idzie mi całkiem nieźle i przebiegłem 16pkt zacząłem szukać go w skałkach dalej i straciłem tam aż 2'45'' i po zamiatane...Potem dorzuciłem jeszcze 30'' na 21pkt i doszedł mnie na 4' Thomas. Dalszą część biegu te ostatnie kilka minut znacznie przyspieszyłem i nie chciałem dać się mu wyprzedzić. Skończyłem na 7miejscu ze stratą 4'30''. Trasę 4,7km i 300m przewyższeń biegałem 42'52''.

W sobotę czekała na mnie traska 6km i 330m przewyższenia. Nie byłem jakoś szczególnie zmotywowany, ale bardzo chciałem dojść na 6' Thomasa choć wiedziałem, że to prawie nie realne. Od samego początku zacząłem bardzo mocno i czysto. Na 3pkt 5'' błędu bo lekko go przebiegłem. Na 6pkt straciłem, ale szedłem tam bardzo powoli i uważnie. Na 8pkt zamiast iść dołem to strzeliło mi do łba żeby biec górą i zrobiłem ogromny błąd bo wbiegłem na samą górę... Kosztowało mnie to 1'15''. Następnie do końca szło już gładko. Udało się wygrać ten etap z 30'' przewagą nad Tristanem Bloemenem. Znałem go już wcześniej i widziałem, że jest dosyć mocny. Tym bardziej cieszył fakt, że udało się go ograć :) Traskę tą biegałem 43'45''.

W niedzielę kolejny już w tym sezonie handicap. Startowałem z 4 miejsca. Za mną miałem 2' luzu, a przede mną na 4' goniłem Tristana, na 1' Maga Magnus duńczyka, który też nie próżnuje i na 30'' Thomasa. Do 6pkt biegłem sam, robiąc na 3pkt 1' błędu. 6 pkt już podbijałem przed Thomasem, potem do 7 razem i do 8pkt stwierdziłem, że jest kawałek podbiegu i drogi więc jest gdzie uciec. Do 9pkt biegłem strasznie mocno cały czas oglądając się za siebie, ale jak widać popłacało bo Thomasa już nie było. W drodze na 10pkt zobaczyłem Maga i strasznie się ucieszyłem. Na 10pkt zrobiliśmy 1' błędu. Potem do 12pkt razem i na 13pkt obraliśmy inne warianty. Ja po swoim wariancie miałem 15'' przewagi co udało mi się utrzymać do 17pkt, gdzie przewaga stopniała do 3''. Do 18pkt było dosyć pod górkę więc stwierdziłem że czas rozpocząć finish widząc rywala na plecach. Po podbiciu 18 do „setki” biłem prędkości światła w lesie biegnąc ze śr. tempem 2;35/km, ale na dobre mi to wyszło bo już przy ostatnim pkt miałem 15'' przewagi nad rywalem i minąłem metę na 2 miejscu ustępują tylko Tristanowi. Dołożył mi jeszcze tego dnia 2', mocny jest... :) Odniosłem w swoim życiu pierwszy taki międzynarodowy sukces co bardzo mnie cieszy i napawa optymizmem na przyszłość :)

Wyjazd oceniam na baaaaardzo udany. Przemiła atmosfera z moją sportową rodzinką, było ekstra. Chciałbym jeszcze kiedyś powtórzyć taki miły wyjazd. Dziękuje wszystkim za miłą atmosferę i do zobaczenia na zawodach w Polsce! :) AAA i jeszcze gratuluje mojemu trenerowi- propsy Karol, zszokowałeś mnie tym co tam wyprawiałeś. Oby tak dalej...! :)


Nie posiadam niestety trzech map, z prague easter, z koziołka i z jednego treningu, także postaram się to jakoś nadrobić :)

a dla tych co nie wierzą wyniki z koziołka: http://koziolek.bnolublin.pl/wyniki.html

i z Prague Easter: http://dkp.orienteering.cz/pe/ :D


I osobiście dziękuję Hewiemu za dobre ogarnianie całego wyjazdu, bez niego mogłoby być znacznie ciężej ;)

czwartek, 15 marca 2012

Skały, góry, bagna, czyli klucz do sukcesu ?:) SZWECJA!

Zaraz po wkroczeniu przeze mnie w świat "dorosłości" udało mi się wyjechać z kadrą uniwersytecką do Węgier, gdzie w okolicach miejscowości Doksy trenowaliśmy przez kilka dni. Byłem tam w grupie w zasadzie samych starszych osób a bardzo miło było. Fajnie mi się biegało w towarzystwie mojego ziomala, a zarazem trenera- Karola. Generalnie bardzo miło spędziłem czas u boku jeszcze trzech koleżanek Zuzi(klubowiczki), Basi i Marysi, które urozmaicały jakże ciekawą podróż ;]

Opiszę ten wyjazd jak uda mi się zgrać przebiegi i mapy na komputer bo niestety nie mam do nich teraz dostępu. W skrócie jednak napiszę, że na treningach czułem się bardzo dobrze i wydaję mi się, że chyba dwa udało mi się nawet wygrać, ale nie jestem pewien. Technicznie czułem się wyśmienicie, niestety jak przyszły zawody to przyszły też problemy... Przez cały wyjazd miałem problem z wyrastającymi ósemkami co niestety odbiło się na wyniki w Juniper Open, ale tak jak mówię o tym później...

Dwa dni po powrocie wybrałem się z Warszawy do Malmö i stamtąd pociągiem do znanego dosyć dobrze mi już Göteborga, tam natomiast przesiadka w kolejny pociąg, trzy stacje, wysiadka w Jonsered. Chwilka czekania na Henrika i byliśmy u niego w domu skąd kolejnego dnia ruszyliśmy do Karlsby, gdzie trenowaliśmy na terenie podobnym do tegorocznej 10mili.

Zaczęliśmy rozruchem na mapie który był dla mnie bardzo zły nie potrafiłem czytać elementów i w ogóle...

Kolejny trening to trening nocny, drugi w skandynawii w moim życiu. Bardzo udany błąd, dosyć spory błąd na jedynke, ale generalnie traska pokonana w niecałe 50'(5,8km) i dostając nie znaczny oklep od kolegów z klubu.

Następnego dnia zaczęliśmy treningiem o-linje. Polegał on na tym aby biec tak jak prowadzą nas linie przebiegu i znaleźć jak największą liczbę pkt. Mi udało się znaleźć 8 z 13, ale ogólnie to przez to, że po prostu ich nie widziałem na swojej drodze bo praktycznie nawet na chwile starałem się nie zbaczać z linii przebiegu.

Po południu trening na tej samej trasce co nocne poprzedniego dnia. Myślałem, że będę znał wszystko na pamięć, pójdzie gładko i przyjemnie, a tutaj troszkę psikus bo wcale tak nie było. Las wydawał mi się zupełnie inny... Znów błąd na 1pkt, tym razem troszkę mniejszy, potem jeszcze na 7pkt, ale ogólnie traska w 42' ze stratą 2' do Szwedasa, który biegał ze mną tą traskę.

Ostatniego dnia obozu biegaliśmy „longa”, którego sobie troszkę skróciłem, ale i tak wyszło mi 8km, także jak na mój kilometraż to znaczna ilość ;) Zrobiłem spory błąd na 1pkt, reszta w zasadzie czysto. Podobała mi się bardzo rywalizacja z Karolem od 3pkt, udało mi się go dogonić, a potem na 4pkt chciał mi cwaniaczek uciec... ;) Ogólnie traska całkiem czysto, w nie najgorszym tempie 42'29''.

Następnie wybraliśmy się z powrotem do Jonsered z Henrikiem do niego do domu, gdzie spędziliśmy czas od niedzieli do wtorku. Po przyjeździe od razu wyszliśmy na wybieganko wokół jeziora nad którym mieszkaliśmy. Było całkiem fajnie, ale przydarzyła się nam śmieszna przygoda. Mianowice chcieliśmy wyruszyć do sklepu i ja z racji tego że nie mogę robić za dużo kilometrów postanowiłem poczekać na Karola na stacji w Jonsered. Wyszło tak, że minęliśmy się z Karolem jakoś po drodze i spotkaliśmy się po godzinie dopiero w domu, nie wiedząc co się dzieje. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, oby jak najmniej tak głupich pomysłów ;)

W poniedziałek z samego rana ruszyliśmy na mapkę w pobliżu naszego domku. Traska miała 4,7km i biegałem to 36', ale kilka razy musiałem poświęcić troszkę czasu na to aby upewnić się czy rzeczywiście jestem w dobrym miejscu. Był to bardzo dobry bieg w moim wykonaniu, w zasadzie bez większych błędów się obyło.

W poniedziałek po południu natomiast biegaliśmy w parach kilka kilometrów od miejsca zamieszkania. Ja prowadziłem na pkt nie parzyste, Karol na parzyste. Kolejny trening podczas którego świetnie się czułem technicznie i miałem wrażenie, że coś pozytywnego się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy wcześniej tak dobrze nie było, więc może to jakiś znak... ;] Tak czy inaczej malutki błąd na 13 i 14pkt.

We wtorek mieliśmy w planach dwa treningi, szybka kąpiel, pakowanie i na lotnisko. Z samego rana wyjechaliśmy z Henrikiem na trening. Już po 9 byliśmy na trasie. Biegało się znowu super, zrobiłem jeden duży błąd na mój ostatni pkt. Nie wiem w zasadzie dlaczego, ale w tamtym rejonie wszystko wydawało mi się takie same... Wracają z tego pkt zahaczyłem jeszcze o ogromne półki skalne z których miałem ogromny problem zejść, na szczęście przeżyłem i udało się bezpiecznie wrócić do domu :D

Po obiedzie kolejny trening z ziomalem Karolem. Tym razem to on prowadził na nieparzyste. W zasadzie to zrobiłem jeden błąd na 10 pkt, zarzuciło mnie za bardzo w prawo przy samym wejściu. Reszta traski clear :)

Wróciłem do domu we wtorek późnym wieczorem, zmęczony, ale za to jaki szczęśliwy. Mam świadomość, że wykonałem ogromną robotę na tym obozie. Bardzo dziękuję Karolowi za miłą atmosferę i muszę powiedzieć, że imponujesz mi. To fakt na początku Ci nie szło, ale pod koniec obozu już naprawdę ogarniałeś i to całkiem nieźle. Tak trzymaj mistrzu, a zobaczysz sukces sam przyjdzie, cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość! Pamiętaj! A wracając do ogólnego odczucia obozu, było ekstra. Mili ludzie, dobrze przygotowane treningi, mimo że większość bez pkt, ale to chyba było jeszcze lepsze. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w tym półroczu pojechać tam jeszcze dwa razy. Zobaczymy jak będzie, a teraz trzeba się skupić na najbliższych startach, czyli Mistrzostwach Polski w Przełajach. Ciekawe jak bardzo tam od nich dostane :D Potem wyjazd w skałki, czyli Prague Easter, a przed tym jeszcze Puchar Koziołka. Potem może uda mi się wyruszyć na krótki obóz w góry i w zasadzie sezon czas zacząć! :) Trzymajcie kciukole żeby zdrówko dopisało!


AAA i wczoraj biegałem Warszawa Nocą, ale nie ma o czym gadać. Nie miałem siły w ogóle się rozpędzić po moich wojażach ostatnich i zrobiłem za dużo błędów kończąc na słabym 6 miejscu, ale nie przejmuje się tym bo to nie czas na wynik :)

czwartek, 2 lutego 2012


Mapka z ostatniego longa :) Troszkę błędów, ale nie było jakoś strasznie tragicznie. Najgorzej zawalona 3 i 14, tam straciłem spooooro czasu. No i biegałem to 86', z tym, że nie dawałem z siebie wszystkiego, także myślę, że 80' było do złamania ;)

sobota, 28 stycznia 2012

Troszkę świeżości :)

Od razu po świętach udałem się na obóz do Sztutowa gdzie spędziłem 5 dni i wykonałem 9 treningów w tym 4 treningi dzienne i 3 nocne i 2 treningi biegowe.
Pierwszym treningiem był trening nocny, poszedł mi całkiem nieźle nie robiłem zbyt dużych błędów, ale trasa nie była bardzo wymagająca, także nie ma się spodziewać nie wiadomo czego. Jedyny spory błąd jaki popełniłem to błąd na 8pk za wcześnie zacząłem go szukać i straciłem tam niecałe 2'. Jeszcze przed tym biegiem zrobiłem sobie SB z krótkim wybieganiem.
Drugi trening- dzienny(oczywiście bez dróg) biegało mi się bardzo przyjemnie, aczkolwiek moje tempo biegu było bardzo, bardzo marne. Kompletnie nie mogłem się rozpędzić. Zrobiłem kilka błędów, które nie powinny mieć miejsca, z 10pk na przykład ustawiłem mapę na odwrót do północy i zorientowałem się po kilkunastu metrach biegu, że coś jest nie tak... Robiłem tego dnia straszne głupoty, zero koncentracji, ale nie zawsze musi być tak jak się chce.
Trzecim treningiem był trening biegowy, kilka kilometrów wybieganka po plaży i rytmy :)
Czwarty trening to „Mistrzostwa Świata” w których do zgarnięcia była bardzo cenna nagroda. Był to trening dzienny, trasa miała 6,2km. Biegałem ją niespełna 43'. Od każdego z uczestników dostawałem niezłe lanie aż do 9pk, każdy zrobił tam ogromny błąd. Ja też tam troszkę zakopałem, ale najmniej ze wszystkich i jakimś fartem udało mi się wygrać i zostać Mistrzem Świata i zgarnąć główną nagrodę ;]! Wcześniej zrobiłem jeszcze błędy na 2 troszkę niepewnie, 4 zacząłem szukać troszkę wcześniej, no i jeszcze na 12 wypadłem aż do płotu, a powinienem biec podnóżem górek.
Piątym treningiem był trening nocny. Bieg jak na mnie bardzo przyzwoity. Zabiegłem troszkę 8kp, nie pewnie i również zabiegłem 9pk, 10pk również wszedłem nie pewnie no i największy błąd bo na jakieś 30'' zawaliłem 12pk bo przebiegłem obok niego nie zauważając go i musiałem się cofać. A na 8pk wcześniej była droga, która bardzo mnie zmyliła.
Szósty trening to znów trening dzienny bez dróg w Kątach Rybackich(niestety posiadam mapę tylko z drogami). Był to chyba najcięższy technicznie trening, ja prawie całą trasę truchtałem z Owczarem bo byłem już zmęczony ciągłym mocnym bieganiem i potrzebowałem troszkę odpoczynku. Jakby to mimo wszystko było jakbyśmy nie zrobili błędów? Podczas biegu zagadaliśmy się i zarąbaliśmy 7, 8 i 11.
Siódmym treningiem był klasycznie trening nocny, ale trasa była tak banalna, że w zasadzie nie ma o czym mówić. Wystarczy spojrzeć na mapkę i samemu ocenić.
No i ostatni w ubiegłym już 2011r trening(niestety znów posiadam mapkę tylko z drogami). Bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Super mi się biegało i w zasadzie nie popełniłem chyba żadnego błędu. Część trasy z biegłem z moim trenerem, ale starałem się żebyśmy nie biegali razem i obierałem inne warianty, no i ja nie miałem dróg na mapie i tutaj była trudność, więc pewnie dlatego nasze przebiegi się nie nakładały.
Podsumowując obóz uważam go za bardzo solidnie przepracowany. Na pewno bardzo dużo mi dał pod względem technicznym. Jestem z tego okresu bardzo zadowolony! Szkoda tylko, że ten czas na obozie tak szybko minął, ale co się dziwić w takim towarzystwie...

Kolejnym ważnym wydarzeniem w moim małym biegowym świecie był start w Pucharze Bielan na 5km. Pokonałem tą trasę w 17'37''. Czy jestem zadowolony z czasu? Oczywiście, że nie! A czy jestem zadowolony z samego biegu? Tak! Z biegu jestem jak najbardziej zadowolony, ponieważ warunki na trasie były naprawdę okropnie ciężkie! Na zakrętach było tak ślisko, że musiałem zwalniać do 4'/km... Szkoda tylko, że nie dobiegłem z moim trenerem, który był 15'' szybszy. Po biegu jedyne czego żałowałem to to, że nie zarżnąłem się. Nie dałem z siebie wszystkiego na tym biegu i to najbardziej mnie gnębi. Podobało mi się natomiast to, że całą trasę biegałem w małej grupce ludzi co bardzo mi pomogło. A czasy na poszczególnych kilometrach to: 3;31, 3;26, 3;34, 3;30, 3;34. Wydawało mi się, że pobiegam to zdecydowanie lepiej po treningach jakie wykonywałem w ostatnim czasie, no ale nie będę już narzekał tylko cieszył się z tego co mam. Wynik, którego oczekuje jeszcze przyjdzie :)

Tego samego dnia co Puchar Bielan, czyli 15 stycznia wyjechałem na trzeci już obóz podczas przygotowań do sezonu. Tym razem w Karkonosze do Przesieki. Wiele razy bywałem już w Zielonej Gospodzie, ale niestety ten wyjazd wspominam niezbyt miło(jeśli chodzi o warunki jakie panowały w ośrodku).
Podczas tego 10dniowego obozy wykonałem 13trening w tym 1 techniczny, 2treningi progowe(B2/B3), 3 wycieczki biegowe, 2 fartleki, 3 razy byłem w saunie, 4 wybiegania z siłownią i 1 bardzo mocna siła biegowa. Niestety nie zrobiłem 100% planu treningowego. Nie zrobiłem jednej zabawy biegowej i jednego wybiegania :( ZB nie zrobiłem z powodu przeciążonego biodra, wolałem po prostu nie ryzykować. A wybieganie nie zostało przeze mnie wykonane bo zatrułem się lub złapałem jakiegoś wirusa i wymiotowałem całą noc... Następnego dnia rano nie byłem w stanie wyjść biegać. Nikomu nie życzę żeby przechodził to co ja przechodziłem, to było straszne...
A kilometraż zamknąłem w 140km więc znacznie mniej niż w tamtym roku( w tamtym roku zrobiłem lekko ponad 200km). Cały obóz moim zdaniem był bardzo w porządku, jedynym znacznym minusem było jedzenie. Po mojej chorobie bardzo bałem się cokolwiek jeść i moje posiłki ograniczały się do kanapek z dżemem czy ziemniaków na obiad... Natomiast plusem było wszystko inne, nie najgorsze warunki w pokojach. Przede wszystkim bardzo miła atmosfera za co wszystkim bardzo dziękuję. Świetnie się z wami bawiłem! :)
A dziś biegałem trening w postaci longa, który miał 14,5km. Bardzo mi się podobało mimo bardzo niskiej temperatury. Co prawda nie ustrzegłem się kilku błędów, ale w zasadzie to leciałem w miarę czysto, tylko nie rozpędzałem się na maxa. Trasę tą pokonałem w 86' i urwałbym z tego tak ze 3' na samych błędach. No i sporo na biegu, ale no się nie liczy. Generalnie trening bardzo przyjemny i chcę ogromnie podziękować trenerowi bo teraz wykonuje świetną robotę jeśli chodzi o treningi. Wszystko idealnie przygotowane na SI, pełna profeska! ;) (mapkę z longa wrzucę troszkę później) Ale to nie koniec mojego dzisiejszego treningowego dnia! Zaraz po longu wybrałem się z Karolem, Szmulem, Puszkiem, Łosiem i Kwiatkiem na festiwal pizzy i tam to zrobiliśmy dopiero trening! Niestety zająłem razem z Kwiatkiem dopiero 3 miejsce przegrywają jednym kawałkiem z Karolem i Szmulem, ale i tak nie było źle. 17 kawałków w 4h to chyba niezły wynik??? :no i do tego prawie 3l mrożonej herbaty! :D (fotki z tego treningu wrzucę też troszkę później)

Teraz już koniec ferii i wracam do szarej codzienności... Mam nadzieję, że czas do 10lutego minie mi jak najszybciej bo właśnie tego dnia wylatuję do Hiszpanii do Alicante, gdzie będę przygotowywał się przez 10dni do sezonu z moim szwedzkim klubem IFK Goteborg. Ciekaw jestem ile mi to da... ;) A póki co nie pozostaje mi nic innego jak wytrwale trenować, uważać na to żeby się nie rozchorować, a co w tych warunkach nie problem i porządnie wreszcie zabrać się za naukę! Mam nadzieję, że w drugiej połowie roku szkolnego będę miał więcej czasu na naukę i na inne ważne rzeczy.