czwartek, 22 września 2011

Pracowite dwa tygodnie :)

Ostatnie dwa tygodnie dosyć intensywnie trenowałem do rozpoczynających się już jutro Mistrzostw Polski. Zaliczyłem po drodze dwa starty w zawodach i dwa treningi na mapę (w tym jeden nocny). Zacznę od początku.
10 września rano biegałem sprint w Warszawie. Trasa niczym mnie nie zaskoczyła bo w warszawskich parkach ciężko czymś zaskoczyć. Bieg miałem w sumie bez błędny, na 7pkt ewentualnie mogłem troszkę stracić bo nie potrzebnie od razu wbiegłem pod ten wał. Z wyniku w sumie jestem zadowolony, ponieważ był to pierwszy start po Szwecji. Trasa wynosiła 2,1km, pokonałem ją w 9'03'' zajmując tym samym drugie miejsce przegrywając z Owczarem 12''.
Wieczorem biegałem drugą zmianę sztafet klubowych mazowsza w drugim składzie PUKS'u. Nie mam pojęcia dlaczego Trener tak zadecydowałem, ale myślę, że mogło chodzić o pkt do rankingu. Z tego biegu już nie jestem tak bardzo zadowolony, ponieważ zrobiłem jeden bardzo dużo bo na ok. 5' błąd na 11pkt i błąd na 1' na 6pkt. Pomijając ten błędy jestem zadowolony. Trasę 4,8km pokonałem w 33' i awansowałem z 7 na 3 lokatę.
Kolejnego dnia biegałem OPEN 7-zmianę sztafet. Zrobiłem kilka błędów, strasznie głupich i nie potrzebnych, niestety nie mam mapy.
Sztafety zakończyliśmy na 3 miejscu, a pierwszy skład PUKS'u zwyciężył za co im serdecznie gratuluję!
Następnie 13 września biegałem trening na mapie, przygotowany przez mojego Trenera. Bieg moim zdaniem dosyć czysty, ale nie biegłem na maxa. Miałem jeszcze sporo zapasu. Traskę 5,7km pokonałem w 31'50''.
Kolejnego dnia miałem biegać 10km w tempie po 4'/km. Karol zaproponował mi, żebym wystartował w zawodach w Grand Prix Żoliborza na 10km. Stwierdziłem, że to znakomity pomysł. Tak więc podszedłem do tego biegu na luzie i chciałem nie przesadzić przed KMP. Jestem okropnie zadowolony z tego treningu bo zrobiłem w rezultacie końcowym 37'40'' na 10km i to na dużym luzie zajmując tym samym 2msc w kategorii wiekowej. Tempa poszczególnych km: 3;56, 3;44, 4;02, 3;57, 3;44, 3;56, 3;46 ostatnie 3km troszkę przyspieszyłem 3;36, 3;43, ostatni biegłem na maxa- 3;05. Jestem zadowolony z tego treningu bo wiem, że mogę spokojnie walczyć o czas w granicach poniżej 36'.
W miniony weekend 16-18 września biegałem na Klubowych Mistrzostwach Polski w Złocieńcu. Na początek sprint, który był bardzo prosty. Zrobiłem jedno malutkie wahnięcie na 5''. Z biegu fizycznie nie jestem do końca zadowolony, ale nie będę narzekał. Trasę 2,5km pokonałem w 10'53'' zajmując 2 miejsce i znowu przegrywając z Owczarem tym razem tylko 4'', dla ciekawości powiem, że kolejny zawodnik był za nami aż 30'' ( widać poziom Mazowsza! ;p ).
Kolejnego dnia miałem nie przyjemność biegać middle. Kompletnie mi ten bieg nie poszedł, zrobiłem w sumie 3 błędy, ale łącznie na prawie 11''. Na 3-2'', 9-5''!! 16-4''!!. Moim zdaniem mapa nie była najlepsza. Były spore przesunięcia i czasami nie do końca grała mi z płn.
W niedzielę biegałem 6 zmianę sztafet pokoleń, wychodząc z 12msc, awansowałem na 10 lokatę po średnim biegu, ale nie będę narzekał bo nie był taki tragiczny skoro zrobiłem pierwszy czas na zmianie :) Zrobiłem na spore błędy na 1-2'' i na 17-1'30'', zrobiłem jeszcze trzy małe wahnięcia na 8-10'', 11-15'' i na 20-15''. Najbardziej zdenerwował mnie pierwszy błąd bo kompletnie nie mogłem trafić na ten dołek, strasznie długo tam czesałem. Trasę 6,7km pokonałem w 42'18''. Sztafety zakończyliśmy na 10msc z lekkim niedosytem, ponieważ wszyscy liczyli na więcej, ale może za rok się nam uda. W końcu sztafety rządzą się z swoimi prawami, nie wystarczy że jeden zawodnik pobiegnie dobrze.
Jeśli chodzi o moją ocenę zawodów to uważam, że był to wielki nie wypał ze strony organizatorów. Na sprincie pkt 100 stał po nie właściwej stronie taśm i nie do końca wiadomo było po której stronie biec. Brak spikera, chociażby muzyki w centrum mety. Organizatorzy nie zadbali o rozmach tych zawodów, wszystko było bardzo skromne, czułem się trochę jakby biegał na treningu, a nie na zawodach. Jestem strasznie zniesmaczony tymi zawodami, Było jeszcze kilka minusów, ale jestem za młody żeby tak krytykować organizatorów bo sam pewnie lepszych zawodów bym nie zrobił. Na plus jest natomiast to, że organizatorzy nie poddali się i stawili czoła przy organizacji jednej z najważniejszych imprez podczas sezonu. Za to składam im serdeczne podziękowania.
Trzymajcie za mnie kciuki, mam nadzieję, że spełnię swoje oczekiwania na najbliższy weekend! :)











Zapomniałem jeszcze dodać, że w środę biegałem trening nocny, a tutaj mapka ;)

piątek, 9 września 2011

Wakacje...









Po dłuższej nieobecności na moim blogu, spowodowanej raz brakiem czasu, a dwa brakiem dostępu do internetu chciałbym nadrobić w skrócie wszystkie zaległości.
Na początku wrzucam wszystkie mapki jakie przez wakacje mi się uzbierały, a jest ich dość sporo.
Teraz zacznę od początku co się u mnie działo. No więc tak: na początku wakacji startowałem w Pucharze Wawelu, gdzie szczerze mówiąc się nie popisałem i zająłem odległe 5 miejsce. Nie jestem zadowolony z tych startów bo nie dość, że nie miałem siły to jeszcze kompletnie głowa mi nie pracowała tak jak bym chciał.
Kolejnym startem był start w zawodach towarzyszących do JWOC'a a mianowicie chodzi o Kaszebe O-cup. Z tych startów jestem niezmiernie szczęśliwy bo rzutem na taśmę po czwartym etapie udało mi się wygrać. Ogólnie trasy, mapy, tereny były bardzo w porządku oprócz pierwszego dnia zawodów. Każdy kto oglądał film Wojtka Dwojaka i jego kolegów wie o co chodzi ;-)
Znad morza prosto ruszyłem na obóz przed OOM, gdzie pełniłem wraz z czterema innymi kolegami rolę organizatora. Wiązało się to z ogromną ilością pracy i teraz tak naprawdę wiem jak to jest coś organizować :)
Po obozie udałem się na OOM, gdzie również pełniłem rolę jednego z organizatorów. Rozstawiałem pkt co uważam za dobry trening techniczny, ale jednocześnie bardzo męczący. Nie jest łatwo dźwigać 10-12 stojaków i czasami jeszcze radio kontrolę :)
Następnie nareszcie miałem troszkę odpoczynku i udało mi się wyrwać na tydzień na mazury. Spędziłem tam znakomite 7 dni, zrobiłem kilka bardzo dobrych treningów. A przede wszystkim wypoczywałem w miejscu, które uwielbiam i to jest chyba w tym najważniejsze!
Kolejnym wyjazdem był WOC. Bardzo cieszyłem się, że jadę pooglądać najlepszych orientalistów na świecie i pokibicować naszym zawodnikom. Biegałem tam w zawodach towarzyszących i muszę powiedzieć, że to był bardzo wymagający teren. Robiłem bardzo dużo błędów i nie potrafiłem kompletnie rozpędzić się po tym terenie. Mimo wszystko udało mi się jednego etapu zająć nawet 4 miejsce z czego jestem bardzo zadowolony. Jednak uważam, że moje błędy wynikały tylko i wyłącznie z braku koncentracji, bardzo ciężko było mi się skupić na bieganiu na tym wyjeździe...
Po Francji udałem się na dwudniowy obóz do Garczyna połączony ze startem w Grand Prix Pomorza. W Garczynie tereny były bardzo proste i ciężko było robić błędy, aczkolwiek takie też były (na biegach nocnych). W GPP zająłem ogólnie 3 miejsce co uważam za bardzo dużą porażkę, ponieważ pierwszy dzień wygrałem, kolejnego dnia byłem 3. Natomiast po dwóch dniach prowadziłem i miałem 1'20'' przewagi, niestety nie udało mi się utrzymać mojej lokaty i spadłem aż na 3 miejsce.
Z Garczyna udałem się na krótki dwudniowy odpoczynek, a potem wyleciałem na tydzień do Szwecji, aby dołączyć do IFK Goteborg. Ten wyjazd podobał mi się chyba najbardziej ze wszystkich podczas tych wakacji. Poznałem wiele ciekawych ludzi, bardzo sympatycznych ludzi, którzy na każdym kroku pomagali odnaleźć się w nowy miejscu. Zrobiłem kilka naprawdę ciekawych treningów. Wystartowałem w zawodach (middle i sztafety) i co najważniejsze bardzo prawdopodobne jest to, że w listopadzie wyjadę na kolejny obóz do Szwecji. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.
A teraz muszę wrócić do szarej rzeczywistości. Ze Szwecji wróciłem przedwczoraj, zdążyłem już zaliczyć pierwsze dwa dni w szkole. Jutro startuje na sprincie w Warsaw Orient Meeting, ciekaw jestem jak pójdzie, a wieczorem biegam pierwszą zmianę nocnych w sztafetach klubowych mazowsza.
Całe wakacje oceniam jako dość udane, aczkolwiek wiele rzeczy poszło nie po mojej myśli i nie chodzi tu o bieganie tylko o całokształt mojego życia. Mam nadzieję, że w przyszłości wreszcie mi się uda osiągnąć coś wielkiego po moich ostatnich upadkach. Wierze w to głęboko i wierzę w to, że mimo wszelkich smutków, przykrości, niedogodności jakie mnie spotkały przez ten czas życie się do mnie wreszcie uśmiechnie i zacznę czerpać z niego same przyjemności.








Niestety kilka map nie chce mi się wgrać, postaram sie je dodać w kolejnym poście.




























poniedziałek, 6 czerwca 2011

Kryzysu ciąg dalszy, czyli MP.

Kolejny weekend bogaty był w najważniejsze (dla mnie) zawody w tym sezonie, a mianowicie w okolicy Bochni i w Nowym Wiśniczu rozgrywane były Mistrzostwa Polski w sprinterskim, średniodystansowym i sztafetowym Biegu na Orientację.
Na zawody wyjechaliśmy w czwartek po południu, aby zdążyć wypocząć przed piątkowymi zmaganiami. Po długiej podróżny, która trwała aż 9 godzin stawiliśmy się w bursie w Bochni.
W piątek rozgrywany był sprint. Start zaplanowany był na 16;30, więc zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy obejrzeć teren po którym mieliśmy biegać. Był to teren zamku w Nowym Wiśniczu oraz kawałeczek rynku.
Jeśli chodzi a sam bieg to nadal zmagałem się z chorobą. Nadal nie miałem siły do biegania, a co gorsza nie czułem nawet żadnej motywacji bo wiedziałem, że na bardzo mało mnie stać w tej dyspozycji... Postanowiłem jednak nie poddać się i walczyć do końca. Startowałem na końcu stawki co mnie bardzo cieszyło, lubię startować na końcu. Bałem się troszkę przewyższeń, ale starałem się o tym nie myśleć przed biegiem.
Porządnie się rozgrzałem i wystartowałem! Do 10 pkt biegłem czysto, traciłem jedynie siłowo. Na 11pkt zrobiłem błąd wariantowy, ponieważ trzeba było biec z prawej drogą, ja poszedłem z lewej przez las. Na tym wariancie straciłem 12''. Kolejnym błąd również wariantowy popełniłem na 12pkt. Należało biec z prawej drogą, ja poszedłem przez strasznie zarośnięte pole. Straciłem tam 15''. Ostatnim moim błędem na samej końcówce był tak jak wcześniej błąd wariantowy. Obiegłem murek z lewej, a trzeba było biec z prawej. Tam straciłem 5''. W sumie mógłbym urwać około 35''. Trasę 1,9km i 130m przewyższeń biegałem 15'05'' zajmującym tym samym 5 miejsce. Jestem bardzo zadowolony z tej pozycji, ponieważ jeśli chodzi o moją chorobę i przetrenowanie z jakim się teraz zmagam to naprawdę było dobrze. W szczególności, że zabrakło mi tylko 16'' do medalu.




Kolejnego dnia rozgrywany był middle. Niestety nie posiadam mapki, także nie będę się rozpisywał. Powiem tylko tyle, że zająłem odległe 11miejscie tracąc 3' do medalu. Nie robiłem dużo błędów, ale za to zrobiłem jeden dużo, nawet powiedziałbym, że ogromny bo na prawie 4'. Po drodze zrobiłem jeszcze kilka nie dużych błędów, ogólnie pewnie nazbierałoby się jakieś 6'-7'. Tego biegu najbardziej żałuję, bo gdybym nie zrobił tego głupiego błędu to może by coś z tego było.... :(
W niedzielę biegaliśmy sztafety. W takim samym składzie jak na KMP, tylko w innej kolejności (Kuba, Szmulo i ja). Wystartowałem z 2 miejsca, ale już na pierwszy punkt zrobiłem jeszcze większy błąd niż na middlu i jeszcze bardziej śmieszny. Dobiegłem do pkt 75, spojrzałem na opis i nie wiem co mi się ubzdurało, ale wydawało mi się, że szukam pkt nr 77 i pobiegłem dalej. Po kilku minutach wróciłem w to samo miejsce doczytując opisy i jednak moim pkt był pkt nr 75... Był to błąd, który kosztował mnie bardzo dużo bo spadłem dwa miejsca i straciłem tam na pewno ponad 4' Potem zrobiłem jeszcze błąd na 2' bo szukałem go w innym jarze. Następnie 1' na 8pkt bo znowu wpadłem w inny jar. Potem 2' na 14pkt. Wbiegłem za wysoko, kompletnie nie doczytałem mapy... Na 15pkt błąd na 1', ściągnął mnie inny pkt na górce obok. To był najbardziej nie udany bieg na tych Mistrzostwach. Bardzo dużą część trasy chodziłem bo najzwyczajniej w świecie nie miałem siły. Było to bardzo przygnębiające uczucie. Ogólnie zrobiłem ok. 10' błędu. Rywalizację jednak skończyliśmy na 3 miejscu bo sztafeta z Rumi miała NKL'a. Szczerze mówiąc to nie jestem zadowolony z tego medalu bo nie zasłużyłem, szczególnie na tym biegu.

Zawody uważam za udane, ale mam pewne zastrzeżenia. Moim zdaniem trasy na middle były troszkę za długie i mało „middlowe”. Sztafety moim zdaniem też były troszkę za długie, ale do tego nie ma się co czepiać. Jeśli chodzi o sprint to uważam, że był chyba najlepiej zorganizowanym biegiem podczas tego weekendu. Wiadome, że są to Mistrzostwa Polski i trasy muszą być wymagające, ale większość zawodników z mojej kategorii na middlu i sztafetach nie mieściła się w normach czasowych jakie są przypisane do tych dystansów. Ogólnie uważam, że były to dobre zawody, z bardzo ciekawym i wymagającym terenem. Mogę również pochwalić mapy bo według mnie wszystko grało. Miejmy nadzieję, że kolejne tak duże zawody zorganizowane przez „Patria” Młynne będą jeszcze lepsze!

środa, 1 czerwca 2011

Eliminacje EYOC 2011.

Tydzień po KMP wybrałem się wraz z Kadrą Mazowsza na pierwszy etap eliminacji do Mistrzostw Europy Juniorów, które w tym roku rozgrywane są w Czechach w okolicach miasta Jindrichuv Hradec. Eliminacje te odbywały się w Sulistrowiczkach, na jednych z najtrudniejszych terenów w całej Polsce.
Stawiliśmy się do ośrodka w którym mieszkaliśmy w piątek po południu, także mieliśmy dużo czasu na klimatyzację i na zapoznanie się z okolicą. Dużą część popołudnia poświęciłem na odpoczynek i przemyślenia dotyczące decydujących biegów w tym sezonie. Zdawałem sobie sprawę, że kompletnie nie mam formy i zrobienie dobrego wyniku graniczy z cudem, ale właśnie na niego w ten weekend liczyłem.
W sobotę rozgrywany był middle. Miałem pierwszą minutę z kategorii. Do rozgrzewki przystąpiłem bardzo spokojnie, w pełni skupienia. Troszkę potruchtałem, porozciągałem się i ruszyłem. Całą trasę biegłem bardzo spokojnie i uważnie, aby nie zrobić żadnego błędu bo wiedziałem przed biegiem, że tempo zawodnika, który zwycięży będzie wynosiło blisko 9'/km. 1 pkt wszedłem troszkę nie pewnie, straciłem tam 10''. 2 pkt za bardzo nerwowo, zrzuciło mnie na dół, 40'' błędu. 3 pkt spokojnie, bez problemów. 4 pkt bardzo nie pewnie, kilka razy się zatrzymywałem i do końca nie byłem pewien czy dobrze biegnę, kosztowało mnie to 50''. Potem do 7pkt czysto. 8 pkt był to błąd na wejściu, ale jaki błąd! Aż na 3'30''!!! Na 9pkt powinienem cofnąć się do drogi zbiec na dół i biec cały czas drogą, ja poszedłem drogą, ale na dół zbiegłem przez zielone. Straciłem tam 15''. Następnie na 13pkt trzymałem się kreski, ale nie potrzebnie zbiegłem na dół do ścieżki- 15'' błędu. Następnie na 14pkt aż 2'30'' błędu wypadłem aż przy 15pkt a przed tym trochę jeszcze „czesałem”. Na 17pkt nie wiedziałem kompletnie co się dzieje w skałach i biegałem jak głupi od kamienia do kamienia... Potem do końca już czysto. Kolejny nie udany bieg. Tak myślałem, że tak będzie. Jak nie ma formy biegowej to technika też od razu odchodzi.... ;( Ciężko jest skupić się na czytaniu mapy gdy nie ma się wcale, a wcale siły... W sumie 12' błędu co jest moją osobistą porażką....




Kolejnym biegiem eliminacyjnym był klasyk. Tu z kolei miałem ostatnią minutę z kategorii. Jeśli chodzi o bieg to: na 3pkt przyczesałem na wejściu i wyrzuciło mnie trochę za wysoko. Było to największy błąd podczas całej trasy wynosił 3'. Następnie na 9pkt kolejny błąd na wejściu. Wszystko mi się zgadzało, ale pkt stał jakieś 10m dalej, nie mam zielonego pojęcia co się stało... błąd na 1'30''. Potem na 13pkt spadłem zbyt nisko i kosztowało mnie to również 1'30''. Na 15pkt nie potrzebnie zbiegłem do drogi, na której się zatrzymałem i nie wiedziałem gdzie jestem. Zmyliła mnie ambotna, która stała obok tej drogi. Po dłuższym wpatrywaniu się w mapę pobiegłem, straciłem tam 1'. Na 17pkt tak się rozpędziłem, że przebiegłem drogę w którą chciałem skręcić i na tej głupocie straciłem 1'15''. Trasę 6km biegałem 48'. Mogło być zdecydowanie lepiej, ale może tak będzie za rok.

Eliminacje niestety dla mnie kompletnie nie udane, zdobyłem może jaką malutką ilość punktów. Wiem jedno, mogę powiedzieć już, że na 99,9% nie pojadę na Mistrzostwa Europy. Jest to moją największą porażką bo szczerze mówiąc nawet nie dopuszczałem tego do myśli, że mógłbym tam nie pojechać. Trudno... jest sporo lepszych chłopaków na ten czas, więc bez sensu jechać na imprezę, na której grzałoby się tyły... Jest mi z tego powodu bardzo przykro bo naprawdę w tym roku pracowałem jak nigdy na mój sukces, ale jak widać to było za mało. Zobaczymy jak będzie za rok... A mój cel na najbliższe Mistrzostwa Polski to być w pierwszej 5 w jednym z biegów, ciekawe czy mi się uda zrealizować przynajmniej ten plan....Głęboko w to wierzę. Wierzę jeszcze w to, że jesienią pokaże na co mnie stać. Teraz pozostaje mi tylko czekać i dalej ciężko pracować na sukces. Ciekawe kiedy przyjdzie? Jestem cierpliwy i będę czekał do skutku! Oby moje plany znowu nie skończyły się na wielkim niepowodzeniu.
A jeśli chodzi o to jak się czuję i jak mi się biega. Powiem krótko, jestem przemęczony. Stwierdziłem to po wczorajszym treningu, ponieważ trudność sprawiło mi zwykłe wybieganie. Jestem tym troszkę podłamany bo nigdy jeszcze nie miałem takiej sytuacji. Obym wyszedł z tego jak najszybciej. Wiem, że do MP nie ma szans. No trudno... ale chciałbym przynajmniej dobrze pobiegać na Wawelu...

wtorek, 31 maja 2011

Klubowe Mistrzostwa Polski, runda 1.



W dniach 20-22 rozgrywane były w Wejcherowie i okolicach Klubowe Mistrzostwa Polski w których miałem przyjemność uczestniczyć.
Na zawody wyjechaliśmy w piątek z samego rana. Po długiej męczącej podróży stawiliśmy się do centrum zawodów. Wszystko na pierwszy rzut oka wyglądało bardzo solidnie przygotowane. Warto jeszcze wspomnieć, że od środy przed KMP zmagałem się z chorobą właściwie to nadal się zmagam, ale już zdrowieje, więc do MP powinno być dobrze. A w tym roku KMP rozgrywane były wraz z Balitc Cup'em co przyniosło ogromną liczebność na zawodach. Większość stanowiła ludzi zza granicy, pierwszy raz w życiu w Polsce czułem się jak na zagranicznych zawodach :)
Jeśli chodzi o sam sprint, który tego dnia był rozgrywany to strefa startu była od godziny 16;10. Ja startowałem o 17;56 przez co musiałem bardzo dużo czasu czekać na swój start. W strefie spotkała mnie również bardzo nie miła niespodzianka, ponieważ stałem w kolejce do Toi Toi prawie 50minut!!! Muszę przyznać, że trochę energii mnie to kosztowało.
Wystartowałem bardzo pewnie i szybko, ale już na pierwszy pkt zrobiłem 10'' błędu, ponieważ nie doczytałem mapy. Od tamtej pory wiedziałem, że będzie trzeba czasami zwolnić. Potem do 5pkt czysto. Na 6pkt 20'' błędu, ponieważ ściągnął mnie inny pkt i do niego podbiegłem, a stał trochę wyżej niż mój. Na 7pkt znowu błąd tym razem aż na 1'. Trzeba było trzymać się kreski i uważać żeby nie spaść za nisko mi się to niestety nie udało bo poszedłem ścieżką i spadłem za nisko. Do 8pkt za bardzo na około kolejne 15'' "w plecy". Na 9pkt nie dość, że obrałem zły wariant to jeszcze popełniłem na nim błąd. Trzeba było iść z lewej. Ja poszedłem z prawej i minąłem furtkę którą powinienem wbiec. Przebiegłem ją i zamiast biec już prosto to ja się cofnąłem. Potem jeszcze się trochę pomotałem i w końcu trafiłem.... 1'30''błędu. Potem zamiast do 11pkt pobiegłem do 12pkt i zorientowałem się dopiero po przybiegnięciu na metę że nie mam jednego pkt, ale do 12pkt również zrobiłem błąd bo myślałem, że będzie stał na górze, a nie przeczytałem opisów, 30'' błędu. Potem do 21pkt bez problemów, ale na 22pkt byłem już tak zarżnięty, że widziałem na mapie bardzo mało elementów i na ten pkt musiałem się zatrzymać i doczytać mapę co kosztowało mnie kolejne 10''. Nie wiem jak ja wykrzesałem z siebie jeszcze tyle siły na finisz, który wygrałem w kategorii aż 3''. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie miałem tak udanego finiszu, wygrałem nawet z Wojtkiem Kowalskim :) ale finisz to nie wszystko jeszcze na trasie trzeba dobrze biegać. Jeśli chodzi o bieg to było to najbardziej nie udany start w tym roku. Ciekawe czy jeszcze coś w tym sezonie go pobije. Zrobiłem aż 4' błędu i NKL'a tego jeszcze nie było... Jeśli chodzi natomiast o samą trasę to uważam, że było ona zdecydowanie za długa na garminie wyszło mi aż 5,6km!


Kolejnego dnia biegaliśmy sztafety i middle(wliczany do baltic cup). Biegałem drugą zmianę sztafet. Szczerze mówiąc byłem trochę rozczarowany decyzją Trenera, ale może i miał rację... Po I zmianie byliśmy na 3msc. Na I biegał Kuba. Byliśmy za Gwardią i Ostródą. Wystartowałem ze stratą około 1' do tych dwóch sztafet. Po przebiegnięciu 500metrów wiedziałem już że choroba mnie niszczy i w ogóle nie mam siły do biegania. Moim celem było tylko wyprzedzenia Ostródy co nie wydawało się ciężki celem, ale na ten dzień naprawdę nie stać mnie było na więcej. Do 4pkt gładko, potem na 5pkt trochę przyczesałem na wejściu co kosztowało mnie 1'. Następnie do 9pkt czysto, ale na 10pkt już byłem strasznie zmęczony i przebiegłem go... kosztowało mnie to aż 1'30'', potem już do końca czysto. Trasa była bardzo prosta, ale mimo tego zrobiłem dwa błędy, ale nie dość, że zrobiłem 2'30'' błędu to dostawałem biegowo co bardzo rzadko mi się zdarza. Sztafetę przyprowadziłem na 2msc. Ze stratą jakichś 2' do Gwardii. Na III zmianę ruszył Adam, który pewnie utrzymał naszą pozycję co dało nam drugie miejsce na KMP z czego jestem bardzo zadowolony, ale gdybym był zdrowy mogłoby być lepiej...

Po południu biegaliśmy middle, ale Trener stwierdził, żebym się kurował i zabronił mi biegać. Było to według mnie bardzo dobre posunięcie bo na drugi dzień czułem się trochę lepiej.
W niedzielę biegałem klasyk, który wynosił aż 11,1km i 380m przewyższeń co było dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem, Według mnie trasa powinna być zdecydowanie krótsza. Jeśli chodzi o bieg to na 4pkt zrobiłem aż 2' błędu na samym wejściu. Potem na 8pkt zrobiłem błąd wariantowy, który kosztował mnie również jakieś 2', ponieważ chciałem iść ścieżką bliżej kreski i wszystko mi się zgadzało, ale naprawdę nie wiem jako to się stało, ale nagle znalazłem się obok jakichś budynków, było to dla mnie naprawdę bardzo dziwne.... Na 9pkt zrobiłem 1' błedu, ponieważ strasznie go zabiegłem. Myślałem, że biegnę na 10 pkt, ale na szczęście szybko się zorientowałem i skorygowałem mój błąd. Następnie na 11pkt znowu błąd na wejściu i znowu jakieś 2-2'30'' błędu. Potem na 14pkt kolejny błąd na wejściu, tym razem tylko na 30''. 16pkt powinienem iść od razu do drogi a ja pchałem się przez zielone na górę i przy tym pomagałem jeszcze jednemu szwedowi co kosztowało mnie jakąś 1'. Na 18pkt już byłem strasznie zmęczony i go przebiegłem-1' błędu. Na 19pkt kolejny błąd 1'. Potem już czysto, ale od 18pkt kompletnie nie miałem siły. W sumie zrobiłem około 11' błędu. Szkoda trochę tych dwóch minut na końcówce, ale błędy te wynikały z kompletnego braku sił... Z biegu jestem średnio zadowolony. Co prawda mogło być jeszcze gorzej, ale nie ma co narzekać, tylko czekać na formę, która może jeszcze w tym roku przyjdzie. Wiem jedno na pewno nie zobaczę jej na eliminacjach do eyoca....



Zawody uważam za średnio zorganizowane, ponieważ moim zdaniem nie powinno łączyć się KMP z BC. Uważam, że było to zupełnie nie potrzebne. Kolejny minus to trasy, które nie powinny być takie same w M-18 i w M-21E. Brak nagród dla zwycięzców KMP też był sporym minusem(sprint i klasyk). Oczywiście były też pozytywne strony, ale uważam, że można by było lepiej zorganizować te zawody.Miejmz nadzieję, że z roku na rok organizacja będzie coraz lepsza ;)

niedziela, 22 maja 2011

Egzamin na "piątkę" oblany :(






Po Grand Prix Mazowsza nadszedł czas oczekiwania na sprawdzian biegowy na dystansie 5km. Założenia moje i Karola były takie żeby ten tydzień całkowicie wyluzować i odpocząć. Po drodze zaliczyłem trening na dystansie sprinterskim przygotowanym przez mojego Trenera za co bardzo mu dziękuję. Po mapce zrobiłem kilka dłuższych akcentów rytmowych i potem już tylko luzik do niedzieli.



W sobotę pomagałem w organizacji i przy okazji biegałem w akcji Cała Polska Biega z Mapą. Traskę sobie luźniutko przetruchtałem i potraktowałem jako rozruch przed kolejnym dniem.
W końcu nadszedł czas na ten dzień... 8 maja 2011r. Obudziłem się pełen optymizmu i byłem bardzo pewny swego. Nawet nie dopuszczałem sobie myśli, że mogę nie nabiegać tego limitu (wynosił on 17;00). Przetrenowałem całą zimę, pierwszy raz w życiu. Odwaliłem kawał solidnej roboty, więc nic nie powinno stanąć na przeszkodzie. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to bieżnia o długości ok.333m. (około!) Gdy przyjechałem na miejsce, rozejrzałem się po stadionie, trochę jeszcze pogadałem z chłopakami i udałem się do szatni. Następnie rozpocząłem rozgrzewkę. Bardzo długą i intensywną. Czułem się bardzo dobrze i miałem ogromne chęci do biegania.



Nadszedł nasz czas. Wszyscy ustawiliśmy się na linii startu i po chwili ruszyliśmy.
Pierwszy kilometr czułem się świetnie i pobiegłem idealnie- 3;23.
Drugi kilometr nie wiem co się stało, ale zwolniłem mimo że czułem się jeszcze bardzo dobrze- 3;27.
Trzeci kilometr trochę szybciej-3;25.
Czwarty kilometr, tu momentalnie mnie „ścięło” byłem w szoku bo nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się tak zdarzyło- 3;31.
Piąty kilometr musiałem pobiec poniżej 3' żeby zrobić limit, więc wiedziałem już, że nie da rady w szczególności, że byłem już zarżnięty i tym sposobem ostatni kilometr- 3;33, masakra, już ledwo biegłem :(
Dało mi to okropnie słaby czas 17;21. Od razu po biegu nie wierzyłem w to, że tak fatalnie pobiegłem. Naprawdę nie wiem co się ze mną tego dnia stało... Poprawka już 25 maja, ciekawe czy teraz mi się uda, ale muszę przyznać, że jeśli mi się powiedzie to będzie to dla mnie bardzo duża niespodzianka po moim ostatnim niepowodzeniu, które nie wiadomo z czego wynikło... :(
No cóż widocznie coś skopałem, mam nadzieję, że nie zrobię tego po raz drugi. A może to przez to, że nie miałem z kim biec? Biegłem cały czas z Owczarem, który prowadził, ale bardzo małą część biegu. Może to o tym zaważyło? A może to, że biegałem na takiej a nie innej bieżni? Może to nie był mój dzień? To wszystko okaże się w najbliższą środę. Co prawda wtedy będę po czterech mocnych startach na KMP, ale cóż miejmy nadzieję, że dwa dni odpoczynku wystarczą.






14-15 maja to weekend podczas którego startowałem na Mistrzostwach Mazowsza w Nocnym i Klasycznym Biegu na Orientację, które odgrywane były kolejno w Otwocku i Józefowie. W sobotę 14 maja stawiłem się punktualnie o 22;00 na starcie masowym. Bardzo mi się to podobało, ponieważ ja bardzo lubię masówki, lubię bezpośrednią rywalizację w lesie.
Do 13pkt. biegłem z Owczarem i było naprawdę przyzwoicie. Zrobiliśmy błąd kierunkowy na odbiegu od 2pkt i mieliśmy trochę problemów z 3pkt. Ogólnie czysto do 12pkt, gdzie przebiegliśmy go i musieliśmy się wracać jakieś 100m. Potem do 13pkt pobiegliśmy jeszcze razem i mieliśmy inne rozbicie. Zatrzymałem się, ustawiłem kierunek na 14pkt i pobiegłem, niestety zapomniałem, że mam stary kompas i może być ciężko. Wyrzuciło mnie jakieś 50-60m za bardzo w prawo i tam zanim zorientowałem się gdzie jestem to Owczar i Igor zdążyli mnie dojść... Potem do węzłowego razem z nimi. Następnie Owczar już kończył ja i Igor mieliśmy jeszcze jeden motylek. Takim sposobem biegłem sobie spokojnie z Igorem bez większych problemów, nie licząc 17pkt gdzie zrobiliśmy błąd kierunkowy. I tak nadal spokojnie kontynuowaliśmy bieg i nagle na przebiegu na 22pkt zobaczyliśmy przed nami Szmula, więc szybko do niego doskoczyliśmy i od tamtego momentu rywalizowaliśmy już we trójkę. Do 25pkt bez problemów, na 26pkt jedynie mały błąd kierunkowy, ponieważ już chciałem urwać Igora i Szmula. Niestety nie udało mi się i 26pkt podbiliśmy prawie równo, na szczęście udało mi się podbić pierwszemu. Szybko spojrzałem mniej więcej w którym kierunku do „setki” i rozpocząłem ucieczkę, która przyniosła mi bardzo dobre skutni, ponieważ Igorowi uciekłem na 3'' a Szmulkowi na 8''. Ogólnie średnio jestem zadowolony z tego biegu, ale miałem problemy z kompasem, ponieważ tego dnia biegałem jeszcze ze starym. Pomijając błędy to bardzo mi się podobało, było ekstra!!! Trasę 7,7km pokonałem w 48', przegrywając 1'28'' z Owczarem.



Kolejnego dnia biegałem klasyk, już na szczęście z nowym kompasem. Do 4pkt bez problemów, potem zapomniałem ustawić kierunku i wywaliło mnie za bardzo w lewo co kosztowało mnie 1'. Potem 6pkt czysto, ale 7pkt biegłem niby na kierunek, ale miałem jakieś dziwne wątpliwości więc musiałem się zatrzymać zboczyć z kierunku i dopiero upewniłem się, że dobrze biegnę. Tu straciłem również 1'.Następnie do 15pkt czysto. Na 16pkt nie potrzebnie szedłem z lewej powinienem trzymać się kreski. Straciłem tu 30''. Na 17pkt błąd tego samego typu... również kosztował mnie on 30''. Potem do 19pkt czysto, ale na 20pkt pobiłem samego siebie... Nawet nie potrafię powiedzieć co ja tam zrobiłem... straciłem tam co najmniej 1'15''. Trasę 8,7km. Biegałem 45'06''. Bez błędów, które wymieniłem pobiegł bym to około 40'. Po raz drugi tego weekendu przegrałem z Owczarem, tym razem 1'24''.Uważam, że w ten weekend robiłem zbyt dużo błędów i powinienem się tego wystrzec, ale na nocnych biegałem z kiepskim kompasem, a na klasyku po prostu momentami zapominałem, że mam go na palcu.... Miejmy nadzieję, że w weekend na KMP będzie o niebo lepiej, choć, wiem, że to może być bardzo ciężkie zadanie.


Zawody uważam za bardzo solidnie przygotowane, szczególnie nocne były znakomite. Co prawda mapa z klasyka była już mi znana z zeszłego roku, ale nie było źle :)
Dziękuję organizatorom za wszelkie starania jakie włożyli w organizację tych zawodów, dzięki czemu mogłem spędzić znakomity weekend poza domem :)

wtorek, 3 maja 2011

Grand Prix Mazowsza 2011



W dniach 1-3 maja miałem ogromną przyjemność wystartować w Grand Prix Mazowsza w Lidzbarku Welskim. To były dla mnie pierwsze zawody w Polsce. Bardzo się z tego powodu cieszyłem, ponieważ wreszcie miałem okazje porównać się do polskiego poziomu na zawodach.
Na zawody ruszyłem w niedzielę 1 maja rano. Po dość krótkiej podróży zameldowaliśmy się a O.W "Pod Lipami". Po przyjechaniu od razu ruszyliśmy do swoich pokojów, następnie na obiad, a potem zaczęliśmy się już przygotowywać do pierwszego startu jakim był sprint.
Start był o 16:00, ale o 15:30 musieliśmy stawić się już do strefy zamkniętej. Ja niestety miałem późną minutę i zdążyłem troszkę przemarznąć, ale nie będę narzekał bo inni mieli jeszcze gorzej :)




Intensywana rozgrzewka w towarzystwie Witka, chwila skupienia i.... ruszyłem! Na 1pkt straciłem 7'' bo zbyt długo się zastanawiałem. Na 3pkt trzeba było iść z prawej, ale idąc z lewej straciłem minimalnie. Ogólnie biegałem bez błędnie, ale trasa trzeba przyznać też nie była wymagająca. Trasę 2,6km (3,35km na garminie) pokonałem w 12'39'' zajmując tym samym pierwsze miejsce, ale wygrywając tylko 3'' z Owczarem.


Kolejnego dnia biegaliśmy klasyk. Czasowo jestem całkiem zadowolony, ale to nie był dla mnie szczęśliwy dzień :( Pierwszy pkt spokojnie bez problemów, drugi również. Niestety jak biegłem na 3pkt to wywróciłem się i po chwili poczułem straszny ból w palcu. Palec miałem cały rozwalony, a do rany dostał mi się płyn z kompasu, który przy wywrotce pękł ;/ (na mapie widać czerwony kolor na przebiegu na 3pkt to właśnie to miejsce) 85% trasy musiałem pokonać bez kompasu. Stwierdziłem, że muszę się jeszcze bardziej skupić i biec wolniej i uważniej. Niestetu już na 4pkt zrobiłem błąd kierunkowy. Od tamtego momentu wiedziałem, że końcówka trasy będzie jeszcze gorsza... Kolejny błąd na 6pkt. Potem do 8 pkt czysto. Następnie 9pkt wolałem pobiec ścieżką asekuracyjnie i tam też straciłem 10''. 10pkt to duży błąd kierunkowy bo aż na 1'. 11pkt asekuracyjnie drogą. 12pkt za bardzo ciełem do pola. 13pkt bardzo nie pewnie. 15pkt zabiegłem. Potem już czysto. Wszystkie te błędy kosztowały mnie jakieś 2'35'', czyli najprawdopodobniej ten bieg zadecydował o moich dalszych losach bo mogłem sobie zapewnić spokojne prowadzenie, a tak zająłem 2 miejsce przegrywając 17'' z Hetkiem.




Ostatni etap to bieg handicapowy w postaci przedłużonego middla. Startowałem jako pierwszy, ale tylko z 20'' przewagą nad Hetkiem. Od samego początku ten bieg się nie układał. Niedość, że biegłem z nie swoim kompasem do którego niestety nie byłem przyzwyczajony to nie mogłem się na niczym skupić. Widocznie nie potrafię biegać wtedy kiedy ciąży na mnie zbyt duża presja lidera, ale cóż takie życie. Zrobiłem na tym biegu około 6' błędu. Od początku biegłem z Hetkiem niestety na 17pkt tak skupiłem się na czytaniu mapy na drodze, że przebiegłem jedną drogę i za późno skręciłem w prawo tam mi niestety Grzesiu zwiał... Potem rozpoczęłem pościg bo miałem do niego jakieś 1'30''. Na końcówce już prawie go miałem, ale niestety nie starczyło sił. Niestety za dużo błędów i wszystko przez ten niefortunny 2 etap. Dla Hetka natomiast należą się gratulacje! Dzięki za wspólny bieg :)



Zakończyłem GPM na 2 miejscu z niewielką stratą. Jestem zadowolony bo siłowo czułem się bardzo dobrze, może z wyjątkiem sprintu. Technicznie też nie było najgorzej. Szkoda jedynie straconych 300zł (kompas ten kupłem zaledwie 3 tygodnie temu) Zawody uważam za udane pod względem organizacyjnym. Były co prawda liczne nie dociągnięcia te większe i mniejsze, ale nie czepiajmy się. Miejmy nadzieję, że z roku na rok będzie coraz lepiej.


A w niedzielę wielki dzień! Trzymajcie kciuki i miejmy nadzieję, że szczęście dopisze! :)