środa, 10 września 2014

Czas się wreszcie ogarnąć!

Po dłuuugich przemyśleniach postanowiłem znów odświeżyć swojego bloga, a co za tym idzie wreszcie się wziąć za porządny trening!
Przez ostatnie kilka miesięcy mimo, że trenowałem to nie wyglądało to do końca tak jakbym chciał. Niestety praca, zmiana trybu życia trochę mnie do tego zmusiły. Starałem się nawet z tym normalnie żyć tłumacząc sobie, że tak musi być, że zaczynam dorosłe życie, a bieganie nie da mi żadnego utrzymania itp.. Załamanie to nastąpiło jak dowiedziałem się, że raczej bez szans jest dostanie się do wojska. Pomyślałem sobie wtedy, że świat mi się zawalił pod nogami bo nie potrafię robić zbyt wiele oprócz biegania. W tym momencie oczekuję już rok na służbę przygotowawczą, ale na pewno nie zamierzam składać broni. Będę starał się dostać do wojska tak długo jak tylko to możliwe bo jest to jedno z moich marzeń, a podobno trzeba realizować marzenia jak to ludzie mówią.
Oszukiwanie samego siebie jak widać nie udało się, najwidoczniej ja po prostu bez tego nie potrafię poprawnie funkcjonować. Mimo, że wszystko bardzo dobrze mi się układa to jednak czegoś mi brakuje, a tym czymś jest właśnie regularny, przemyślany trening. Miałbym do siebie ogromne wyrzuty sumienia gdybym teraz tak po prostu skończył. Po tylu latach wyrzeczeń, wylanych potów na treningach, setkach godzin spędzonych na treningach i tysiącach przebieganych kilometrów.
Reaktywacja tego bloga ma mi m.in. wzbudzić we mnie jeszcze większą motywację, mimo, że już teraz jest ona ogromna. Nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak ciągnęło żeby wyjść na trening. Jestem przekonany, że w orientacji stać mnie jeszcze na wiele i jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Może kiepski termin na zebranie się w garść bo do wrześniowych MPków bardzo mało czasu, ale do październikowych jest jeszcze trochę czasu i zamierzam podejść do sprawy jak profesjonalista(mimo, że nigdy nim nie byłem i raczej nie będę).
Faktem jest, że od pewnego czasu przygotowuję się już do Mistrzostw, ale nie do końca z takim nastawieniem psychicznym jaki bym chciał. Dlatego też, od teraz wszystko się zmienia i nabiera nowych barw. Zaczynam znów być tak samo głodny sukcesu jak przed rokiem, gdzie zdobywałem po 3-4medale MPków w ciągu roku. Wiem doskonale, że za pół roku przechodzę do elity i będzie arcy trudno, ale nie byłbym sobą gdybym nie podjął tego wyzwania.
Co tak na prawdę mnie natchnęło na nowo? Ostatnio miałem remont w pokoju, musiałem przenosić swoje wszystkie rzeczy m.in. mapy, medale, numery startowe puchary. Gdy usiadłem do teczek w których trzymam mapy coś mnie tknęło, jakby ktoś mi pałą przydzwonił w głowę. Wszystkie wspomnienia na nowo wróciły... Tyle zakątków Europy się już zwiedziło i na tylu fajnych zawodach się było. Dotarło do mnie, że jak teraz skończę to już nigdy to nie wróci i za rok, dwa czy trzy prędzej czy później dopadnie mnie chandra, a po kilku latach abstynencji od regularnego treningu będzie coraz ciężej wrócić.
Wiem o tym, że jestem teraz tak słaby jak rzadko kiedy, że czekają mnie chwile porażek, ale z czasem przyjdą też na pewno sukcesy i właśnie dlatego warto żyć i trenować! Będzie ciężko, momentami nawet arcy ciężko, ale na pewno nie ciężej jak żyć bez biegania.
Mam całą masę przyjaciół, rodzinę, znajomych, która na pewno pomoże mi dążyć to założonego celu i to mnie jeszcze tylko bardziej nakręca. Wiem, że z ich pomocą to już połowa sukcesu.
Dlatego wracam! Może nie po tygodniu czy dwóch, ale za kilka miesięcy znów będę tak mocny jak kiedyś! Wróć... będę dużo mocniejszy jak kiedyś, zresztą nie ma co gadać, sami zobaczycie!

czwartek, 6 czerwca 2013

Totalna porażka...

Krótko i na temat. Od czwartku do niedzieli byłem na wyjeździe na terenach polsko-czeskich. W czwartek biegałem klasyk w czeskiej miejscowości- Nachod. Trening organizowany był przez trenera kadry Polski. Jeśli chodzi o ten bieg to jestem nie zadowolony. Od tego biegu było tylko gorzej. O ile sam bieg nie był jakiś tragiczny, poza błędem na 1pkt 2' to ogólnie było dobrze. Straciłem jednak z 6' na szukaniu lampionów wraz z puszkami bo niestety większość z nich leżała na ziemi i ciężko było je dostrzec, nawet jeśli stało się w dobrym miejscu w terenie. Zakończyłem bieg szczerze mówiąc nawet nie wiem na którym miejscu. Ja biegałem 63' a pierwsi latali jakieś 55' więc sromotny wpierd**l.
Kolejny dzień- piątek, kolejny dzień eliminacji. Tym razem middle w miejscowości Ostas. Teren był wyśmienity, ogrom skał co niosło za sobą bardzo ciężki technicznie teren. Byłem bardzo zadowolony, że mogłem tam pobiegać. Sam bieg był słabiutki, popełniłem bardzo dużo błędu. Nawet nie chce mi się wyliczać publicznie ile, ale na prawdę bardzo dużo. Po tym biegu rozbiłem się psychicznie już totalnie bo nie dość, że głowa nie pracowała to zaczął boleć mnie bardzo achilles i to dawało mi się ostro we znaki. Bieg ukończyłem z odległym czasem 48' przegrywając z pierwszym Rzeniem(pozdro! )12'. Zapomniałem jeszcze dodać, że troszkę przykry jest fakt, iż podczas Klubowych Mistrzostw Polski w Gdyni część osób z kadry A biegała na dwóch powyższych mapach kiedy byli na zgrupowaniu, a na middlu chłopaki mieli podobny przebieg bodajże(choć nie wiem czy to prawda). To tak napominając w eliminacjach do JWOC'a.
Po południu biegałem sprint w Głuchołazach, pierwszy etap pucharu polsko-czeskiego. Postanowiłem, że to będzie ostatnio bieg do MP jaki pójdę dosyć mocno. Tak więc zrobiłem, ale oczywiście znowu nie utrzymałem odpowiedniej koncentracji i popełniłem kilka głupich błędów.. zresztą wszystko widać na mapkach, które zamieszczam. Zająłem 3miejsce, ale tylko dlatego, ponieważ najzwyczajniej w świecie miałem 3 osoby w kategorii, które po prostu mają kontakt z mapą na co dzień. Po tym biegu postanowiłem bardzo dogłębnie zastanowić się nad tym co robię źle, a czego w ogóle nie robię... Chciałem za wszelką cenę wyciągnąć wnioski tych moich wszystkich głupot, które narobiłem przez te kilka startów.
Kolejny dzień to klasyk w Mikulovicach. W planach zrobić sobie długie wybieganie, starając się nie robić błędów. O ile na początku udało się tego nie robić, to potem kilka się wkradło. Porównując jednak do wcześniejszych startów już było znacznie lepiej, tak jakby się coś ruszyło. Fakt przegrałem z Guciem 12', ale zważając na to że biegłem na HR 153/158 to całkiem nieźle.
Kolejny dzień to znowu Mikulovice i middle. Kolejny raz postanowiłem pobiec treningowo i unikać błędów, konsekwentnie realizować swoje warianty. Ruszyłem bardzo spokojnie i do końca udało się utrzymać koncentrację i może urwałbym, jeśli chodzi o same błędy 40". Biegłem na HR 164/167 także takie BC1/BC2, ale mimo mojego zdziwienia skończyłem na drugim miejscu przegrywając ze Szmulem tylko 8". Tak jakby się coś we mnie obudziło, no ale zobaczymy jak to będzie wszystko wyglądało na MP. Szczerze mówiąc nie czuję się jakoś super psychicznie, a tym bardziej fizycznie. W szczególności, że ból achillesa porządnie daje mi się we znaki i totalnie nie wiem na ile mnie stać. Wydaje mi się jednak, że nie na wiele po kilku dniach przerwy.
PS. Dobrze, że przynajmniej w Zamościu będzie sprawiedliwie.
Do zobaczyska na MP!





środa, 22 maja 2013

Double!


W ubiegły weekend miałem okazje wystartować jak co roku w maju na I rundzie Klubowych Mistrzostw Polski. Tym razem były one rozgrywane w Gdańsku.
Na miejsce noclegu dojechałem w piątek późnym wieczorem, ponieważ po południu w Warszawie musiałem napisać maturę i w związku z tym nie wystartowałem na sztafetach.
Na sobotę zaplanowany był start w klasyku. Do pokonania miałem 9km i sporo metrów przewyższenia. Przed samym startem znów miałem problemy z moim chipem, więc od razu pobiegłem do centrum wypożyczyć sobie „czerwoniaka”. Plan na bieg był taki jak zawsze, podejść na dużym luzie i starać się nie robić błędów.
Na 1pkt ruszyłem dosyć wolno aby wczytać się spokojnie w mapę,.2pkt lekkie wachnięcie bo zmyliła mnie wcześniejsza droga, której nie było na mapie-20'' błędu. 3,4,5,6 czysto. 7Pkt zdecydowany błąd kierunkowy- 1' błędu. 8 pkt też duża strata choć w sumie tam biegłem po prostu trochę wolniej żeby wróciło skupienie. 9,10,11 czysto. 12Pkt kolejny błąd kierunkowy- 1' błędu. Potem do końca już czysto. W sumie wyszło mi około 3' błędu. Jak na mnie to nie jakoś bardzo dużo, w szczególności, że koledzy z kategorii też robią błędy i tym samym wygrałem ten bieg z czasem 63'. Fizycznie czułem się całkiem nieźle, ale do ideału to jeszcze bardzo duuuużo mi brakuje.

Kolejnego dnia biegaliśmy sprint. Tym razem traska 3,1km(na garminie 4,3km).Tak jak już wcześniej wspomniałem biegałem na wolnym chipie i tu już na starcie wiedziałem że będę stratny te 15''-20''. Jeśli chodzi o sam bieg to noga całkiem pracowała. Na 1pkt błąd wariantowy, zresztą jak każdy z kategorii-15'' błędu. 2 pkt również wariant i 10'' błędu.. Od tamtego momentu szło mi już całkiem nieźle, nie robiłem już praktycznie żadnych błędów, jedyne na czym traciłem to SI. Ten bieg również wygrałem, co prawda zaledwie 3'', ale zawsze coś.
Jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się zwyciężyć dwa razy pod rząd na KMP co bardzo mnie cieszy. Tym bardziej jestem zadowolony, że zaczynam coraz to równiej biegać, łącząc to doskonale z eliminowanie tych większych błędów. Teraz pozostaje wyeliminować tylko te mniejsze i będzie elegancko :)
Od razu po zawodach na drugi dzień udałem się na ostatnią maturkę i tym samym zacząłem najdłuższe wakacje w swoim życiu podczas których chce trochę bardziej skupić się na treningach i doprowadzić się do jako takiej formy na MP. Fakt, za wysoka to ona teraz nie jest, ale może uda się jeszcze coś poprawić.

sobota, 11 maja 2013

Do porzygu??? Dla mnie to zdecydowanie za mało!!!

Najdłuższe wakacje za pasem, więc postanowiłem na dobre odświeżyć mojego blogaska.
Zacznijmy może od tego co działo się u mnie przez ostatnie kilka miesięcy w dużym skrócie. W tym roku całe szczęście obeszło się bez żadnego urazu i kontuzji, więc całą zimę mogłem przepracować bardzo solidnie.
Jeśli chodzi natomiast o starty w tym sezonie to zacząłem od Hana Orienteering Festiwal w Czechach, potem Puchar Borów Dolnośląskich, Grand Prix Mazowsza, kończąc jak na razie na Baltic Cup.
Jeśli chodzi o start w Czechach to miałem duży problem, ponieważ biegałem bez kolcy i musiałem bardzo uważać żeby nie zrobić sobie krzywdy. Mimo wszystko tragedii nie było i na masówce udało mi się stracić do Jacka Morawskiego niespełna 25''.
Puchar Borów Dolnośląskich to zawody, które moim zdaniem są super zorganizowane rokrocznie. Pan Darek Pachnik dokłada wszelkich starań i podchodzi do każdego uczestnika indywidualnie co jest bardzo pozytywne. Zawody te wygrałem z kilkunastu sekundową przewagą nad Tomkiem Jurczykiem, i właśnie od tamtego startu zaczęło się dziać u mnie wiele dobrego. Nogi zaczęły pracować jak jeszcze nigdy, no i głowa nadążała co nigdy mi się nie zdarzało.
Na GPM zgłosiłem się do M21E żeby sprawdzić się ze starszymi kolegami i na jakim poziomie jestem w stosunku do nich. Pierwszego dnia na middlu wykręciłem 3czas przegrywając nieco ponad 1' z Jackiem Morawskim. Na klasyku WRE byłem znowu trzeci przegrywając tym razem ponad 13' z Rosjaninem Dimitrem Nakonechnym. Handicap był dla mnie dosyć dobry od samego początku bo goniłem Hewiego na minutkę co było dla mnie komfortowe. Spotkałem się z Maćkiem(pozdro!) już na 1 pkt, gdzie zarąbaliśmy konkretnie, 2 i 3 pkt też niepewnie, ale potem jak się rozkręciliśmy było już elegancko. Skończyłem na 3 miejscu w elicie co bardzo mnie ucieszyło.
Baltic Cup również był dla mnie sprawdzianem w elicie. Na middlu przegrałem aż 6' z Rychem, tego dnia mój chip w ogóle nie działał i zanim organizatorzy znaleźli mi chipa zastępczego mój start już poszedł, a ja potem chcąc nadganiać zrobiłem jeden bardzo duży błąd bo aż na 5'!!! Klasyk już bardzo dobrze szedł od samego początku, przegrałem tylko 1' z Maćkiem Jasińkim, zajmując 5miejsce. Ostatni etap też był dla mnie bardzo pozytywny. Mimo tego że minąłem 100metrowy przebieg po linii przebiegu na następny pkt to wykręciłem 3czas przegrywając lekko ponad 1' z Jasiną.


Wczoraj natomiast biegałem cross eliminacyjny do JWOC'a w Falenicy. Limit wynosi 40' co moim zdaniem nie jest jakimś wygórowanym czasem. Przyjechałem na ten bieg prosto z matury na którą komisja nie pozwoliła mi wnieść wody i przy 30st upale nie piłem prawie 2h. Wychodząc na rozgrzewkę czułem już, że jestem jakiś otumaniony i coś jest nie tak. Nie pozostało mi nic innego tylko stanąć na kresce i pobiec. Pierwsza pętla: już byłem bardzo zmęczony, zrobiłem ją w 12'10'' i czułem że momentami na biegu tracę świadomość, niestety nie mogłem się zatrzymać bo wtedy JWOC poszedłby w niepamięć. Druga pętla: na początku jeszcze dosyć okej, ale jak ją kończyłem to momentami miałem ciemno przed oczami i nawet nie pamiętam jak wbiegałem na trzecią pętlę, już nie mówiąc o kontrolowaniu czasu.. Na początku ostatniej pętli dogonili mnie młodsi koledzy: Krzysiek Rzeńca i Wiśnia nad którymi miałem jakieś 200metrów przewagi. To był dla mnie sygnał, że dzieje się ze mną bardzo źle. Z metra na metr traciłem równowagę i czucie w nogach. Podczas gdy do końca biegu zostało jeszcze trzy podbiegi a do spełnienia limitu miałem aż 6', przed tym pierwszym pierwszy raz się wywróciłem nie widząc już kompletnie na oczy, następnie wstałem przebiegłem jeszcze kilka metrów i padłem bezpowrotnie na ziemię. Od tamtego momentu już nie wiele pamiętam. Wiem że po kilku minutach ocknąłem się i Pan Darek Żebrowski i Papi znieśli mnie z trasy bo sam nie byłem w stanie stać na nogach. Jeszcze nigdy w życiu nie miałem takiej sytuacji, ale powód jest jeden-odwodnienie. Dziś już czuję się znacznie lepiej i w południe czeka mnie sprint, pierwszy dla mnie bieg eliminacyjny do JWOC'a. Całe szczęście w niedzielę podchodzę do crossu w Falenicy raz jeszcze i nie mając w planach biec na 36/37' po prostu będę chciał go zaliczyć bo czuję jeszcze spore osłabienie organizmu, a nie chciałbym przedobrzyć.
Wszystkim, którzy się mną wczoraj zajęli, gdy potrzebowałem pomocy bardzo serdecznie dziękuję. Nie wiem co by było gdybym został tam samemu sobie... Całe szczęście dobrze się wszystko skończyło i dalej mogę napierdzielać :) Przykry jest fakt jednak, że trener kadry, który w zasadzie jest opiekunem, a zarazem organizatorem danego crossu nie przyszedł po tym wszystkim i nawet nie zapytał jak się czuję. No, ale trudno widocznie nie jest to dane zawodnikowi z marnej kadry B, do której trafił tylko dlatego, że zdobył jakieś tam 4medale na MP w zeszłym sezonie...
Jak więc widzicie dla mnie do porzygu do za mało!! :D

czwartek, 3 maja 2012

Pozytywna majówczeka :)


W dniach 30.04-2.05, czyli kilka dnia temu rozgrywane były w okolicy Legionowa jedne z większych zawodów w Polsce- Grand Prix Mazowsza. W tym roku jak poprzednio organizatorem był klub WKS „Gwardia Warszawa”.
Zmagania rozpoczęliśmy średnim dystansem, który w mojej kategorii wynosił 4,6km i 100m przewyższeń. Biegaliśmy na mapie z ubiegłorocznej olimpiady z dystansu średniego. Trasa była całkiem wymagająca, bardzo zielono co znacznie utrudniało przemieszczanie się nie było również łatwo technicznie. Jeśli chodzi o sam bieg to do 8 pkt szło gładko. Potem na 9 pkt lekkie 10” wahnięcie. Na 10pkt zrobiłem bardzo duży błąd bo aż na 1'30”. Biegłem cały czas na kierunek i minąłem punkt dosłownie kilka metrów... Na 11pkt kolejne wahnięcie 10”, 12pkt również. Potem dołożyłem jeszcze 30” na 17pkt, wypadłem za bardzo na lewo. Trasę pokonałem w 29'16” i wygrałem z przewagą tylko 38”, co średnio mnie satysfakcjonowało.
Kolejnego dnia zmagałem się ze skróconym średnim. Trasa miała 3,4km i 80m przewyższeń. Wyglądało to tak: do 8pkt czysto, na 9 pkt nie złapałem kierunku... Po prostu kompletnie wyleciało mi to z głowy, kosztowało mnie to aż 40” bo wylądowałem za bardzo w prawo. Potem dorzuciłem błąd na kolejne 40” na 14pkt i w sumie 1'30” błędu. Pokonałem tą trasę w 19'35”, przegrywając z Michałem Garbacikiem 3”- szacun! :)
We wtorek czekał na mnie handicap. Chyba pierwszy bieg w tym sezonie podczas którego się tak stresowałem... Cały czas myślałem żeby obrać taką taktykę, aby biec cały bieg z Michałem, który miał do mnie tylko 35” i załatwić sprawę na finiszu. Przed samym biegiem jednak stwierdziłem, że albo na początku albo w ogóle... Po starcie złapałem mapę i ruszyłem jak najszybciej się dało do 1pkt. Udało się wejść na niego bardzo czysto, wygrywając ten przebieg prawie 40” z drugim zawodnikiem na tym przebiegu i aż minutę z Michałem. Potem zrobiłem 20” błędu na 3pkt. Następnie dorzuciłem 30” błędu na 7pkt, przebiegłem go i musiałem się wracać. Na 12 aż 1' błędu z własnej głupoty. Myślałem, że szukam pkt nr 79, a to był mój 13pkt i dobiegając do 12pkt z kodem 61 odbiegłem do niego uznając że to nie mój.... Potem w zasadzie do końca czysto. Trasę 7,2km i 80m przewyższeń zrobiłem w 39'34'', wygrywając całe zawody aż 7'. Jestem szczególnie zadowolony z ostatniego biegu, świetnie czułem się fizycznie.
W tym roku udało się wygrać Grand Prix Mazowsza, nie to co rok temu... :) Przypominam, że rok temu przegrałem właśnie na handicapie wygraną. Jeśli mam powiedzieć kilka słów o organizacji to ja nie widziałem w zasadzie żadnych nie dociągnięć. Nie było fajerwerków, ale zawody były zorganizowane jak najbardziej poprawnie, za co dziękuję organizatorom! I świetny był Orient Show- ekstra zabawa i oby więcej takich kreatywnych pomysłów.

A dziś... przyszedł dzień, który miał mi zapewnić już spokój, jeśli chodzi o bieganie w biegach ulicznych i bieżniach, przynajmniej w tej części sezonu. Mianowicie startowałem w XXII Biegu Konstytucji 3 maja, który liczył aż 3000startujących! Chciałem tą traskę pobiec po prostu 17'15'', czyli tyle ile wynosił limit, bo po co więcej z siebie wyciskać skoro tyle mi starczy? Trasa biegu należy do bardzo trudnych. Na pierwszym kilometrze 600m to dosyć ostry podbieg i to cała trudność tej trasy. Bieg był całkiem mocno obsadzony i dlatego musiałem bardzo się pilnować żeby nie ruszyć za szybko i się nie zarżnąć... Tak więc rozgrzewka z trenerem i start! Za pierwszym zakrętem po 200m czekał na mnie Karol, który prowadził mi ten bieg i dotrzymywał mi towarzystwa. Tempo poszczególnych kilometrów: 3;31, 3;26, 3;15, 3;25, 3;35. Ogólny czas to 17;15 i oficjalna nowa życióweczka na 5km. Jestem bardzo szczęśliwy, ponieważ zrobiłem ten limit na ogromnym luzie i specjalnie zwolniłem przed metą, żeby mieć idealnie równiutko ten czas :) W końcu trener Karol kazał pobiec 17;15, więc jak mus to mus :) Trudy trasy pokazuje czas najlepszego zawodnika, który wynosił 15;33, a normalnie biega lekko poniżej 15' ;) Po biegu od razu podziękowałem Karolowi za 3km, które mi poprowadził i poszliśmy się rozbiegać. Świetnie się czułem po biegu, ten luz jest po prostu nie do opisania. Ciekawi mnie ile bym pobiegł na maksa po bieżni, ale na razie skupię się na szlifowaniu techniki ;) Zająłem w tym biegu 11 miejsce co również okropnie mnie ucieszyło :)



Teraz czas na KMP, Baltic Cup i MP! Zobaczymy jak to będzie, a potem może jakaś Szwecja, albo Finladia... Kto to wie... :)

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Decydująca faza sezonu zbliża się wielkimi krokami...


Po powrocie z Czech czekały na mnie Mistrzostwa Mazowsza w średnim. Rozgrywane były one 14 kwietnia i miały miejsce na mapie na której w zasadzie się wychowałem i znam ją na pamięć. Oczekiwałem od siebie bardzo szybkiego tempa biegu i pod żadnym pozorem nie chciałem robić błędów. O ile to pierwsze wyszło mi całkiem dobrze, to to drugie fatalnie... Czekała na mnie trasa 4,6km i ok.130m przewyższeń. Chciałem pobiec tą trasę ok.26-27min. Ruszyłem bardzo szybko i w zasadzie bez problemów do 5pkt na który zrobiłem 20''błędu, zacząłem za wcześnie go szukać. Dorzuciłem jeszcze 50''błędu na 7pkt, szukałem go za bardzo w prawo... no i gwóźdź programu, 9pkt zarąbałem aż na 2'! Od kiedy pamiętam zawsze miałem problem z tym dołkiem i tym razem również... Następnie do końca trasy już czysto, byłem przekonany, że przegram po takim biegu, ale na szczęście udało się wygrać z 3'przewagą. Traskę tą pokonałem w 29'27'' czyli 3' za długo, choć i tak tempo wyszło mi bardzo szybkie jak na ten teren.
Jeśli chodzi o organizację to nie wiem czy mogę się wypowiadać bo były to zawody organizowane przez mój klub. Z mojego zaś punktu widzenia wszystko było całkiem sprawnie zrobione, traski były trochę zbyt długie i byłem jedną z nielicznych osób która biegała swoją trasę w odpowiednim przedziale czasowym, ale chłopaki mają nauczkę na przyszłość ;)

W ubiegłym tygodniu przed Mistrzostwami Warmii i Mazur w klasyku, a dokładnie w czwartek miałem dosyć ciekawy trening. A mianowicie zabawę biegową. Już nie pamiętam kiedy się tak bardzo zmęczyłem. Dobrze, że Karol jechał przy mnie na rowerze co bardzo mnie motywowało za co wielkie mu dzięki! Wybawiłem się za wszystkie kończąc w pozycji leżącej umierając na chodniku ;]

W sobotę 21 kwietnia z uśmiechem na ustach pojechałem na Mistrzostwa Warmii i Mazur. Uśmiech ten spowodowany był głównie tym, że w piątek zdałem prawko i ogromnie się z tego powodu cieszę. Jeśli chodzi o same zawody to miałem do pokonania trasę 7km i znaczne przewyższenia. Zawody rozgrywane były na karty co również troszkę spowalniało. Początek biegłem dosyć spokojnie, robiąc lekkie 5'' wachnięcie na 2pkt. Potem do 10pkt całkiem żywo i czysto. Na 11pkt nie spojrzałem na kompas i wypadłem za bardzo w prawo co kosztowało mnie 20''. Po drodze udałoby się może urwać jeszcze z 15'', ale to nie był dobry dzień pod względem biegowym. Słabo się czułem i miałem problemy z rozpędzeniem się, ale wydaję mi się, że czułem jeszcze skutki czwartkowej imprezy :D Trasę tą biegałem 44'30'' z czego w sumie jestem całkiem zadowolony. Wygrałem bez większych problemów z przewagą 13'.
Organizacja tych zawodów moim zdaniem była znakomita. Bardzo miła atmosfera, ognisko, kiełbaski. Fajne upominki i medale. Podobało mi się okropnie na tych zawodach i miło spędziłem czas w gronie świetnych ludzi ;)

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze jeden mocny akcent przed Grand Prix Mazowsza i dwa treningi techniczne, które przygotowuje Szmulo  za co bardzo mu dziękuję! A GPM... zobaczymy jak będzie, miejmy nadzieję, że nie będę robił dużych błędów i biegowo też będę czuł się tak jak powinienem. 12 maja natomiast będziemy atakować limit, który wynosi 17'15'', będę szczery- jak go nie zrobię to chyba kończę z treningiem bo uważam, że ten kto nie biega tyle na „piątkę” nie ma czego szukać na imprezach mistrzowskich w moim wieku...

piątek, 13 kwietnia 2012

Puchar Koziołka i Prague Easter, czyli to co lubię! :)

W weekend 30.03-1.04 miałem przyjemność startować w Pucharze Koziołka. Na miejsce noclegu stawiliśmy się w piątek wieczorem. Byłem bardzo ciekaw tego terenu, ponieważ rok temu tam nie biegałem(byłem w tym czasie na zgrupowaniu w Czechach). Padający śnieg z deszczem jeszcze bardziej mnie zachęcał do biegania bo wiedziałem, że na tych jarach będzie bardzo ciekawie :) W sobotę natomiast mieliśmy w planie dwa starty, rano sprint i po południu middle. Tak więc od razu po dotarciu na miejsce położyłem się grzecznie do łóżka i spać.

W sobotę rano było dosyć zimno, zresztą jak przez cały weekend. Podjąłem jednak decyzję, że pobiegnę na krótko, ale w kolcach bo było bardzo ślisko. Wyliczyłem sobie idealnie rozgrzewkę i kiedy już miałem startować okazało się, że start jest przesunięty. Zmarzłem przez to bardzo i wyruszyłem na trasę nie do końca rozgrzany, a raczej „wystygnięty”. Początek pobiegłem bardzo mocno i czysto. W środkowej części trasy opadłem z sił i skutkowało to błędami na 6pkt-5'', 8pkt-5'' i 9pkt-aż 20''! Reszta trasy czysto. Udało mi się wygrać 1'15'' przed Bartkiem Szurygą, ale z biegu nie jestem zadowolony do końca. Kiepsko się czułem fizycznie i generalnie miałem jakieś kiepskie nastawienie do tego biegu. Trasę 2,7km pokonałem w 15'01''. Myślę, że 14'30'' było do złamania ;)

Po południu biegałem middle. Byłem zmęczony porannym sprintem i stwierdziłem, że ruszę spokojnie starając się nie robić błędów, a później z czasem starać się wbić na odpowiednie obroty. Tak, więc zrobiłem. Start był ostro pod górę, więc spokojniutko wdrapałem się na szczyt, czysto wszedłem na 1pkt. 2,3,4,5,6 czysto. 7 pkt przebiegłem, nie doczytałem mapy i 30'' w plecy. 9 pkt kolejny głupi błąd, nie potrzebnie zbiegłem na dół i 50'' błędu. Potem do końca już czysto, także nie było źle. Udało się wygrać z przewagą niecałych 2' znów nad Bartkiem. Trasę 3,1km i 230m przewyższeń pokonałem w 29'10''.


W niedziele był start handicapowy. Nie miałem dużo przewagi bo 3'12''. Stwierdziłem, że nie będę się jakoś bardzo napinał i jeśli Bartek mnie dogoni to rozstrzygnę to na końcówce. Tak też się stało. Na 1pkt zrobiłem już 1'30'' błędu. Na 2pkt znowu 15''błędu. Na 3pkt 1'30'' błędu i Bartek już mnie miał. Do ostatnich 4pkt biegłem cały czas za nim kontrolując co jest grane. Do końca czysto, ale dosyć wolno. Był to bieg bardzo luźny dla mnie. Na końcówce gdzie zaczęła się fizyczna część stwierdziłem, że najwyższy czas się troszkę rozpędzić. Także pobiegłem bardzo mocno i odszedłem Bartkowi na jeszcze niespełna 20'' wygrywając całe zawody.

Jestem zadowolony z moich startów, no z wyjątkiem tego ostatniego... Tereny strasznie ciekawe i polecam każdemu bo naprawdę warto! Organizacja z wyjątkiem opóźnienia startu sprintu też nie była najgorsza. Generalnie uważam, że była to fajna impreza i na pewno będę chciał się tam wybrać za rok :)

Podróż do Czech rozpoczęliśmy pociągiem do Częstochowy skąd mieliśmy zapewnioną limuzynę od kumpla mojego brata z co wielkie mu dzięki! Przez pierwsze kilka kilometrów głupio było mi siedzieć w takim samochodzie bo na co dzień takimi nie podróżuję ;) Z czasem jednak przywykłem i było już całkiem sympatycznie.

Po dotarciu na nocleg numer 1, czyli do Sobótki troszkę odpoczęliśmy czekając na dotarcie ekipy znad morza i z Łodzi. Po 18 wybraliśmy się na trening, biegaliśmy na mapie z MP z 2008r. Ułożyliśmy sobie z Karolem krótką bo 4 kilometrową traskę, którą przetruchtaliśmy razem. Trening dosyć czysty. Jeden błąd Karola, ale zielone się tam troszkę rozrosło, więc wybaczam ;)

Następnego dnia, czyli w czwartek z samego rana wyruszliśmy do Doksy, gdzie mieliśmy spotkać się ze wszystkimi. Jak udało się Maćkowi odebrać mapki na trening to od razu pojechaliśmy w okolice startu. Trening bardzo mi się podobał. Ogromne skały, jeszcze większe góry i bardzo dokładna mapa co najbardziej lubię w Czechach. Jeśli chodzi o samą trasę to biegało mi się w miarę czysto, ale nie forsowałem tempa, ponieważ wiedziałem, że kolejnego dnia czekają mnie zawody i wolałem się oszczędzać. Po południu tego samego dnia mimo że nikomu się już nie chciało biegać wybraliśmy się jeszcze na jeden trening. Zaliczyłem 6pkt i wróciłem do samochodu myśląc już o starcie który był następnego dnia. Po treningu udaliśmy się do Czeskiej Lipy gdzie spaliśmy w szkole(w tej samej szkole spałem rok temu, wspomnienia ożyły

:) )

W piątek z racji, że biegaliśmy po południu mieliśmy w planach się wyspać, ale pewna pani obudziła nas przed 9 i zakomunikowała nam że mamy 10minut żeby opuścić szkołę, nieźle...;] Tak, więc wybraliśmy się na śniadanie do pobliskiego centrum handlowego gdzie koczowaliśmy przez kilka godzin, następnie pojechaliśmy nad jezioro, posiedzieliśmy chwilkę i potem już do centrum zawodów.

Do biegu podszedłem bardzo poważnie, biegałem na tej samej mapie rok temu i wiedziałem czego mam się spodziewać. Bardzo chciałem ograć kilku mocnych zawodników między innymi Thomasa Gilleta, mojego kolegę z Belgii :) Początek biegu bardzo nerwowy, na 1pkt błąd aż na 50''. Na 3pkt 5''-błąd kierunkowy. Na 4pkt 10''-kolejny błąd kierunkowy. Do 15pkt potem czysto, ale na 16pkt przeszedłem samego siebie... Myślałem już o tym, że idzie mi całkiem nieźle i przebiegłem 16pkt zacząłem szukać go w skałkach dalej i straciłem tam aż 2'45'' i po zamiatane...Potem dorzuciłem jeszcze 30'' na 21pkt i doszedł mnie na 4' Thomas. Dalszą część biegu te ostatnie kilka minut znacznie przyspieszyłem i nie chciałem dać się mu wyprzedzić. Skończyłem na 7miejscu ze stratą 4'30''. Trasę 4,7km i 300m przewyższeń biegałem 42'52''.

W sobotę czekała na mnie traska 6km i 330m przewyższenia. Nie byłem jakoś szczególnie zmotywowany, ale bardzo chciałem dojść na 6' Thomasa choć wiedziałem, że to prawie nie realne. Od samego początku zacząłem bardzo mocno i czysto. Na 3pkt 5'' błędu bo lekko go przebiegłem. Na 6pkt straciłem, ale szedłem tam bardzo powoli i uważnie. Na 8pkt zamiast iść dołem to strzeliło mi do łba żeby biec górą i zrobiłem ogromny błąd bo wbiegłem na samą górę... Kosztowało mnie to 1'15''. Następnie do końca szło już gładko. Udało się wygrać ten etap z 30'' przewagą nad Tristanem Bloemenem. Znałem go już wcześniej i widziałem, że jest dosyć mocny. Tym bardziej cieszył fakt, że udało się go ograć :) Traskę tą biegałem 43'45''.

W niedzielę kolejny już w tym sezonie handicap. Startowałem z 4 miejsca. Za mną miałem 2' luzu, a przede mną na 4' goniłem Tristana, na 1' Maga Magnus duńczyka, który też nie próżnuje i na 30'' Thomasa. Do 6pkt biegłem sam, robiąc na 3pkt 1' błędu. 6 pkt już podbijałem przed Thomasem, potem do 7 razem i do 8pkt stwierdziłem, że jest kawałek podbiegu i drogi więc jest gdzie uciec. Do 9pkt biegłem strasznie mocno cały czas oglądając się za siebie, ale jak widać popłacało bo Thomasa już nie było. W drodze na 10pkt zobaczyłem Maga i strasznie się ucieszyłem. Na 10pkt zrobiliśmy 1' błędu. Potem do 12pkt razem i na 13pkt obraliśmy inne warianty. Ja po swoim wariancie miałem 15'' przewagi co udało mi się utrzymać do 17pkt, gdzie przewaga stopniała do 3''. Do 18pkt było dosyć pod górkę więc stwierdziłem że czas rozpocząć finish widząc rywala na plecach. Po podbiciu 18 do „setki” biłem prędkości światła w lesie biegnąc ze śr. tempem 2;35/km, ale na dobre mi to wyszło bo już przy ostatnim pkt miałem 15'' przewagi nad rywalem i minąłem metę na 2 miejscu ustępują tylko Tristanowi. Dołożył mi jeszcze tego dnia 2', mocny jest... :) Odniosłem w swoim życiu pierwszy taki międzynarodowy sukces co bardzo mnie cieszy i napawa optymizmem na przyszłość :)

Wyjazd oceniam na baaaaardzo udany. Przemiła atmosfera z moją sportową rodzinką, było ekstra. Chciałbym jeszcze kiedyś powtórzyć taki miły wyjazd. Dziękuje wszystkim za miłą atmosferę i do zobaczenia na zawodach w Polsce! :) AAA i jeszcze gratuluje mojemu trenerowi- propsy Karol, zszokowałeś mnie tym co tam wyprawiałeś. Oby tak dalej...! :)


Nie posiadam niestety trzech map, z prague easter, z koziołka i z jednego treningu, także postaram się to jakoś nadrobić :)

a dla tych co nie wierzą wyniki z koziołka: http://koziolek.bnolublin.pl/wyniki.html

i z Prague Easter: http://dkp.orienteering.cz/pe/ :D


I osobiście dziękuję Hewiemu za dobre ogarnianie całego wyjazdu, bez niego mogłoby być znacznie ciężej ;)