czwartek, 15 marca 2012

Skały, góry, bagna, czyli klucz do sukcesu ?:) SZWECJA!

Zaraz po wkroczeniu przeze mnie w świat "dorosłości" udało mi się wyjechać z kadrą uniwersytecką do Węgier, gdzie w okolicach miejscowości Doksy trenowaliśmy przez kilka dni. Byłem tam w grupie w zasadzie samych starszych osób a bardzo miło było. Fajnie mi się biegało w towarzystwie mojego ziomala, a zarazem trenera- Karola. Generalnie bardzo miło spędziłem czas u boku jeszcze trzech koleżanek Zuzi(klubowiczki), Basi i Marysi, które urozmaicały jakże ciekawą podróż ;]

Opiszę ten wyjazd jak uda mi się zgrać przebiegi i mapy na komputer bo niestety nie mam do nich teraz dostępu. W skrócie jednak napiszę, że na treningach czułem się bardzo dobrze i wydaję mi się, że chyba dwa udało mi się nawet wygrać, ale nie jestem pewien. Technicznie czułem się wyśmienicie, niestety jak przyszły zawody to przyszły też problemy... Przez cały wyjazd miałem problem z wyrastającymi ósemkami co niestety odbiło się na wyniki w Juniper Open, ale tak jak mówię o tym później...

Dwa dni po powrocie wybrałem się z Warszawy do Malmö i stamtąd pociągiem do znanego dosyć dobrze mi już Göteborga, tam natomiast przesiadka w kolejny pociąg, trzy stacje, wysiadka w Jonsered. Chwilka czekania na Henrika i byliśmy u niego w domu skąd kolejnego dnia ruszyliśmy do Karlsby, gdzie trenowaliśmy na terenie podobnym do tegorocznej 10mili.

Zaczęliśmy rozruchem na mapie który był dla mnie bardzo zły nie potrafiłem czytać elementów i w ogóle...

Kolejny trening to trening nocny, drugi w skandynawii w moim życiu. Bardzo udany błąd, dosyć spory błąd na jedynke, ale generalnie traska pokonana w niecałe 50'(5,8km) i dostając nie znaczny oklep od kolegów z klubu.

Następnego dnia zaczęliśmy treningiem o-linje. Polegał on na tym aby biec tak jak prowadzą nas linie przebiegu i znaleźć jak największą liczbę pkt. Mi udało się znaleźć 8 z 13, ale ogólnie to przez to, że po prostu ich nie widziałem na swojej drodze bo praktycznie nawet na chwile starałem się nie zbaczać z linii przebiegu.

Po południu trening na tej samej trasce co nocne poprzedniego dnia. Myślałem, że będę znał wszystko na pamięć, pójdzie gładko i przyjemnie, a tutaj troszkę psikus bo wcale tak nie było. Las wydawał mi się zupełnie inny... Znów błąd na 1pkt, tym razem troszkę mniejszy, potem jeszcze na 7pkt, ale ogólnie traska w 42' ze stratą 2' do Szwedasa, który biegał ze mną tą traskę.

Ostatniego dnia obozu biegaliśmy „longa”, którego sobie troszkę skróciłem, ale i tak wyszło mi 8km, także jak na mój kilometraż to znaczna ilość ;) Zrobiłem spory błąd na 1pkt, reszta w zasadzie czysto. Podobała mi się bardzo rywalizacja z Karolem od 3pkt, udało mi się go dogonić, a potem na 4pkt chciał mi cwaniaczek uciec... ;) Ogólnie traska całkiem czysto, w nie najgorszym tempie 42'29''.

Następnie wybraliśmy się z powrotem do Jonsered z Henrikiem do niego do domu, gdzie spędziliśmy czas od niedzieli do wtorku. Po przyjeździe od razu wyszliśmy na wybieganko wokół jeziora nad którym mieszkaliśmy. Było całkiem fajnie, ale przydarzyła się nam śmieszna przygoda. Mianowice chcieliśmy wyruszyć do sklepu i ja z racji tego że nie mogę robić za dużo kilometrów postanowiłem poczekać na Karola na stacji w Jonsered. Wyszło tak, że minęliśmy się z Karolem jakoś po drodze i spotkaliśmy się po godzinie dopiero w domu, nie wiedząc co się dzieje. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, oby jak najmniej tak głupich pomysłów ;)

W poniedziałek z samego rana ruszyliśmy na mapkę w pobliżu naszego domku. Traska miała 4,7km i biegałem to 36', ale kilka razy musiałem poświęcić troszkę czasu na to aby upewnić się czy rzeczywiście jestem w dobrym miejscu. Był to bardzo dobry bieg w moim wykonaniu, w zasadzie bez większych błędów się obyło.

W poniedziałek po południu natomiast biegaliśmy w parach kilka kilometrów od miejsca zamieszkania. Ja prowadziłem na pkt nie parzyste, Karol na parzyste. Kolejny trening podczas którego świetnie się czułem technicznie i miałem wrażenie, że coś pozytywnego się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy wcześniej tak dobrze nie było, więc może to jakiś znak... ;] Tak czy inaczej malutki błąd na 13 i 14pkt.

We wtorek mieliśmy w planach dwa treningi, szybka kąpiel, pakowanie i na lotnisko. Z samego rana wyjechaliśmy z Henrikiem na trening. Już po 9 byliśmy na trasie. Biegało się znowu super, zrobiłem jeden duży błąd na mój ostatni pkt. Nie wiem w zasadzie dlaczego, ale w tamtym rejonie wszystko wydawało mi się takie same... Wracają z tego pkt zahaczyłem jeszcze o ogromne półki skalne z których miałem ogromny problem zejść, na szczęście przeżyłem i udało się bezpiecznie wrócić do domu :D

Po obiedzie kolejny trening z ziomalem Karolem. Tym razem to on prowadził na nieparzyste. W zasadzie to zrobiłem jeden błąd na 10 pkt, zarzuciło mnie za bardzo w prawo przy samym wejściu. Reszta traski clear :)

Wróciłem do domu we wtorek późnym wieczorem, zmęczony, ale za to jaki szczęśliwy. Mam świadomość, że wykonałem ogromną robotę na tym obozie. Bardzo dziękuję Karolowi za miłą atmosferę i muszę powiedzieć, że imponujesz mi. To fakt na początku Ci nie szło, ale pod koniec obozu już naprawdę ogarniałeś i to całkiem nieźle. Tak trzymaj mistrzu, a zobaczysz sukces sam przyjdzie, cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość! Pamiętaj! A wracając do ogólnego odczucia obozu, było ekstra. Mili ludzie, dobrze przygotowane treningi, mimo że większość bez pkt, ale to chyba było jeszcze lepsze. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w tym półroczu pojechać tam jeszcze dwa razy. Zobaczymy jak będzie, a teraz trzeba się skupić na najbliższych startach, czyli Mistrzostwach Polski w Przełajach. Ciekawe jak bardzo tam od nich dostane :D Potem wyjazd w skałki, czyli Prague Easter, a przed tym jeszcze Puchar Koziołka. Potem może uda mi się wyruszyć na krótki obóz w góry i w zasadzie sezon czas zacząć! :) Trzymajcie kciukole żeby zdrówko dopisało!


AAA i wczoraj biegałem Warszawa Nocą, ale nie ma o czym gadać. Nie miałem siły w ogóle się rozpędzić po moich wojażach ostatnich i zrobiłem za dużo błędów kończąc na słabym 6 miejscu, ale nie przejmuje się tym bo to nie czas na wynik :)

czwartek, 2 lutego 2012


Mapka z ostatniego longa :) Troszkę błędów, ale nie było jakoś strasznie tragicznie. Najgorzej zawalona 3 i 14, tam straciłem spooooro czasu. No i biegałem to 86', z tym, że nie dawałem z siebie wszystkiego, także myślę, że 80' było do złamania ;)

sobota, 28 stycznia 2012

Troszkę świeżości :)

Od razu po świętach udałem się na obóz do Sztutowa gdzie spędziłem 5 dni i wykonałem 9 treningów w tym 4 treningi dzienne i 3 nocne i 2 treningi biegowe.
Pierwszym treningiem był trening nocny, poszedł mi całkiem nieźle nie robiłem zbyt dużych błędów, ale trasa nie była bardzo wymagająca, także nie ma się spodziewać nie wiadomo czego. Jedyny spory błąd jaki popełniłem to błąd na 8pk za wcześnie zacząłem go szukać i straciłem tam niecałe 2'. Jeszcze przed tym biegiem zrobiłem sobie SB z krótkim wybieganiem.
Drugi trening- dzienny(oczywiście bez dróg) biegało mi się bardzo przyjemnie, aczkolwiek moje tempo biegu było bardzo, bardzo marne. Kompletnie nie mogłem się rozpędzić. Zrobiłem kilka błędów, które nie powinny mieć miejsca, z 10pk na przykład ustawiłem mapę na odwrót do północy i zorientowałem się po kilkunastu metrach biegu, że coś jest nie tak... Robiłem tego dnia straszne głupoty, zero koncentracji, ale nie zawsze musi być tak jak się chce.
Trzecim treningiem był trening biegowy, kilka kilometrów wybieganka po plaży i rytmy :)
Czwarty trening to „Mistrzostwa Świata” w których do zgarnięcia była bardzo cenna nagroda. Był to trening dzienny, trasa miała 6,2km. Biegałem ją niespełna 43'. Od każdego z uczestników dostawałem niezłe lanie aż do 9pk, każdy zrobił tam ogromny błąd. Ja też tam troszkę zakopałem, ale najmniej ze wszystkich i jakimś fartem udało mi się wygrać i zostać Mistrzem Świata i zgarnąć główną nagrodę ;]! Wcześniej zrobiłem jeszcze błędy na 2 troszkę niepewnie, 4 zacząłem szukać troszkę wcześniej, no i jeszcze na 12 wypadłem aż do płotu, a powinienem biec podnóżem górek.
Piątym treningiem był trening nocny. Bieg jak na mnie bardzo przyzwoity. Zabiegłem troszkę 8kp, nie pewnie i również zabiegłem 9pk, 10pk również wszedłem nie pewnie no i największy błąd bo na jakieś 30'' zawaliłem 12pk bo przebiegłem obok niego nie zauważając go i musiałem się cofać. A na 8pk wcześniej była droga, która bardzo mnie zmyliła.
Szósty trening to znów trening dzienny bez dróg w Kątach Rybackich(niestety posiadam mapę tylko z drogami). Był to chyba najcięższy technicznie trening, ja prawie całą trasę truchtałem z Owczarem bo byłem już zmęczony ciągłym mocnym bieganiem i potrzebowałem troszkę odpoczynku. Jakby to mimo wszystko było jakbyśmy nie zrobili błędów? Podczas biegu zagadaliśmy się i zarąbaliśmy 7, 8 i 11.
Siódmym treningiem był klasycznie trening nocny, ale trasa była tak banalna, że w zasadzie nie ma o czym mówić. Wystarczy spojrzeć na mapkę i samemu ocenić.
No i ostatni w ubiegłym już 2011r trening(niestety znów posiadam mapkę tylko z drogami). Bardzo, ale to bardzo mi się podobał. Super mi się biegało i w zasadzie nie popełniłem chyba żadnego błędu. Część trasy z biegłem z moim trenerem, ale starałem się żebyśmy nie biegali razem i obierałem inne warianty, no i ja nie miałem dróg na mapie i tutaj była trudność, więc pewnie dlatego nasze przebiegi się nie nakładały.
Podsumowując obóz uważam go za bardzo solidnie przepracowany. Na pewno bardzo dużo mi dał pod względem technicznym. Jestem z tego okresu bardzo zadowolony! Szkoda tylko, że ten czas na obozie tak szybko minął, ale co się dziwić w takim towarzystwie...

Kolejnym ważnym wydarzeniem w moim małym biegowym świecie był start w Pucharze Bielan na 5km. Pokonałem tą trasę w 17'37''. Czy jestem zadowolony z czasu? Oczywiście, że nie! A czy jestem zadowolony z samego biegu? Tak! Z biegu jestem jak najbardziej zadowolony, ponieważ warunki na trasie były naprawdę okropnie ciężkie! Na zakrętach było tak ślisko, że musiałem zwalniać do 4'/km... Szkoda tylko, że nie dobiegłem z moim trenerem, który był 15'' szybszy. Po biegu jedyne czego żałowałem to to, że nie zarżnąłem się. Nie dałem z siebie wszystkiego na tym biegu i to najbardziej mnie gnębi. Podobało mi się natomiast to, że całą trasę biegałem w małej grupce ludzi co bardzo mi pomogło. A czasy na poszczególnych kilometrach to: 3;31, 3;26, 3;34, 3;30, 3;34. Wydawało mi się, że pobiegam to zdecydowanie lepiej po treningach jakie wykonywałem w ostatnim czasie, no ale nie będę już narzekał tylko cieszył się z tego co mam. Wynik, którego oczekuje jeszcze przyjdzie :)

Tego samego dnia co Puchar Bielan, czyli 15 stycznia wyjechałem na trzeci już obóz podczas przygotowań do sezonu. Tym razem w Karkonosze do Przesieki. Wiele razy bywałem już w Zielonej Gospodzie, ale niestety ten wyjazd wspominam niezbyt miło(jeśli chodzi o warunki jakie panowały w ośrodku).
Podczas tego 10dniowego obozy wykonałem 13trening w tym 1 techniczny, 2treningi progowe(B2/B3), 3 wycieczki biegowe, 2 fartleki, 3 razy byłem w saunie, 4 wybiegania z siłownią i 1 bardzo mocna siła biegowa. Niestety nie zrobiłem 100% planu treningowego. Nie zrobiłem jednej zabawy biegowej i jednego wybiegania :( ZB nie zrobiłem z powodu przeciążonego biodra, wolałem po prostu nie ryzykować. A wybieganie nie zostało przeze mnie wykonane bo zatrułem się lub złapałem jakiegoś wirusa i wymiotowałem całą noc... Następnego dnia rano nie byłem w stanie wyjść biegać. Nikomu nie życzę żeby przechodził to co ja przechodziłem, to było straszne...
A kilometraż zamknąłem w 140km więc znacznie mniej niż w tamtym roku( w tamtym roku zrobiłem lekko ponad 200km). Cały obóz moim zdaniem był bardzo w porządku, jedynym znacznym minusem było jedzenie. Po mojej chorobie bardzo bałem się cokolwiek jeść i moje posiłki ograniczały się do kanapek z dżemem czy ziemniaków na obiad... Natomiast plusem było wszystko inne, nie najgorsze warunki w pokojach. Przede wszystkim bardzo miła atmosfera za co wszystkim bardzo dziękuję. Świetnie się z wami bawiłem! :)
A dziś biegałem trening w postaci longa, który miał 14,5km. Bardzo mi się podobało mimo bardzo niskiej temperatury. Co prawda nie ustrzegłem się kilku błędów, ale w zasadzie to leciałem w miarę czysto, tylko nie rozpędzałem się na maxa. Trasę tą pokonałem w 86' i urwałbym z tego tak ze 3' na samych błędach. No i sporo na biegu, ale no się nie liczy. Generalnie trening bardzo przyjemny i chcę ogromnie podziękować trenerowi bo teraz wykonuje świetną robotę jeśli chodzi o treningi. Wszystko idealnie przygotowane na SI, pełna profeska! ;) (mapkę z longa wrzucę troszkę później) Ale to nie koniec mojego dzisiejszego treningowego dnia! Zaraz po longu wybrałem się z Karolem, Szmulem, Puszkiem, Łosiem i Kwiatkiem na festiwal pizzy i tam to zrobiliśmy dopiero trening! Niestety zająłem razem z Kwiatkiem dopiero 3 miejsce przegrywają jednym kawałkiem z Karolem i Szmulem, ale i tak nie było źle. 17 kawałków w 4h to chyba niezły wynik??? :no i do tego prawie 3l mrożonej herbaty! :D (fotki z tego treningu wrzucę też troszkę później)

Teraz już koniec ferii i wracam do szarej codzienności... Mam nadzieję, że czas do 10lutego minie mi jak najszybciej bo właśnie tego dnia wylatuję do Hiszpanii do Alicante, gdzie będę przygotowywał się przez 10dni do sezonu z moim szwedzkim klubem IFK Goteborg. Ciekaw jestem ile mi to da... ;) A póki co nie pozostaje mi nic innego jak wytrwale trenować, uważać na to żeby się nie rozchorować, a co w tych warunkach nie problem i porządnie wreszcie zabrać się za naukę! Mam nadzieję, że w drugiej połowie roku szkolnego będę miał więcej czasu na naukę i na inne ważne rzeczy.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Święta... czas nadrabiania!

Święta to czas odpoczynku od szkoły i innych zajęć codziennych(nie licząc oczywiście treningu :) ), tak więc postanowiłem nadrobić zaległości i w skrócie opisać jak wyglądało pierwsze 6 tygodni moich treningów.

Ogólnie te pierwsze tygodnie są dosyć luźne i naprawdę nie biegam jakoś bardzo dużo. Pierwszy tydzień był dla mnie lekkim szokiem, ponieważ zacząłem pracować na siłą i przyniosło to ogromne zakwasy, takich chyba jeszcze nigdy nie miałem!

19.XI uczestniczyłem w treningu klubowym, niestety nie posiadam mapki... Biegało mi się technicznie bardzo dobrze, a trasa jak na te tereny była moim zdaniem całkiem wymagająca. Fizycznie nie czułem się jakoś ekstra, ale to normalne w pierwszym tygodniu treningu, więc za bardzo się tym nie przejmowałem.

Drugi tydzień znów wspominam z bólem barków, pleców i brzucha... Startowałem również 23.XI w Warszawa Nocą. Bardzo mi się podobało i uważam, że był to okropnie ciekawy sprint! Technicznie w sumie byłem z siebie całkiem zadowolony, ale fizycznie masakra... Powoli zaczynałem się martwić bo to już drugi tydzień, a ja nadal nie czułem znacznej poprawy i stosunkowo wolny bieg stwarzał mi problemy.

Trzeci już tydzień to wreszcie długo wyczekiwany wyjazd do Zakopca! Obóz w sumie dla mnie trwał tylko 7dni biegania bo ostatnie dwa dni niestety nie były szczęśliwe... Straszny ból kolan nie pozwolił na kontynuację treningów... Tak czy inaczej zrobiłem na tym wyjeździe dwie najcudowniejsze wycieczki biegowe w moim życiu, jedną ciekawą zabawę biegową, kilka dłuższych przyjemnych wybieganek i duuużo siły :) I tak chciałbym podziękować Rafałowi, Krzyśkowi, Kamilowi, Kubie, Michałowi i przede wszystkim mojemu Trenerowi, dzięki Karol! Dziękuję Wam za wspaniały obóz, miłą atmosferę (pełną humoru :D ) i generalnie za wspaniałe treningi! :) Było ekstra!

Po powrocie do domu kilka dnia odpoczynku i rozpocząłem treningi, którym towarzyszył straszny ból kolan. Na szczęście z czasem kolana przestawały boleć, a teraz czuję się tylko troszkę, no chyba, że wybiegnę na asfalt. Podczas piątego tygodnia startowałem w Falenicy na 10km w biegu górskim. Z wyniku jestem zadowolony bo uważam, że pobiegłem na miarę swoich możliwości, jeśli oczywiście chodzi o całokształt przygotowań. Zająłem miejsce co prawda poza pierwszą 20 i to bardzo mnie zdziwiło, dosyć niezły poziom. A mój czas to 39'43''. W styczniu mam nadzieję na troszkę lepszy wynik, ale zobaczymy czy zdrowie dopisze.

Ostatni dotychczas tydzień treningów, czyli tydzień szósty to całkiem niezły tydzień, zrobiłem dwa ciekawe treningi i biegałem całkiem ciekawy zakresik w zadowalającym dla mnie tempie(3;34), bardzo mnie to zdziwiło bo jeszcze nigdy tak szybko nie biegałem zakresu. Moc chyba powoli wraca :) ale w tym momencie kompletnie nie jest mi ona potrzebna i mam nadzieję, że nie będzie to tak jak w przyszłym roku, dlatego też nie robię dużego kilometrażu, a skupiam się troszkę na intensywności i sile. Najzwyczajniej w świecie boję się znów przetrenować i wolę podchodzić do treningów z większym dystansem.

A dziś... dziś biegałem 19km wycieczkę biegową w moich rodzinnych stronach, ale tu pięknie! Biegało się w sumie średnio bo jestem od kilku dni troszkę przeziębiony i nie czuję się zbyt komfortowo, mam lekkie problemy z oddychaniem przez katar i kaszel... Mimo wszystko zrobiliśmy dziś z Kamilem, Karolem i Krzyśkiem bardzo fajną wycieczkę biegową, za co dziękuję! W sumie to nazwałbym to bardziej BNP, ale nie będę się już czepiał... :P

Jutro natomiast wyjeżdżam na obóz sylwestrowy to Sztutowa. Nie będę ukrywał, że jadę tam z ogromną przyjemnością bo tak nie jest. Nie bardzo chcę mi się jechać na ten obóz bo doskonale wiem jak to będzie wszystko tam wyglądać, no ale cóż może przynajmniej potrenuję troszkę na mapie. Mam też nadzieję, że znajdę tam troszkę czasu na trening biegowy bo 15.I startuję w biegu o Puchar Bielan na 5km i chciałbym coś tam w sumie pokazać. Jak będzie to się okażę już niebawem. A mapkę z Warszawa Nocą wrzucę troszkę później bo zostawiłem ją w swoim mieszkaniu, a będę tam dopiero w przyszłym roku.

Myślę, że co nieco zaległości nadrobiłem, wiem, że trochę późno, ale ostatnio nie mam nawet czasu na normalne odżywianie się. Ledwo starcza mi czasu na trening, a co dopiero mówić o nauce czy o normalnym jedzeniu...

Także do następnej notki! ;-)

niedziela, 13 listopada 2011

Koniec tego dobrego...

Jutro wznawiam treningi po trzy tygodniowym roztrenowaniu. Z jednej strony to bardzo się cieszę bo jestem już strasznie głodny biegania, a z drugiej jeszcze bym troszkę odpoczął. Wydaję mi się jednak, że to dobre posunięcie rozpocząć już się przygotowywać do sezonu. Mam nie całe trzy tygodnie żeby troszkę przygotować się do obozu w Zakopanem na który wybieram się już 1 grudnia.
Jeśli chodzi o miniony sezon to nie jestem z niego zadowolony, ponieważ:
-zdobyłem tylko dwa medale na MP (long i sztafety),
-miałem nie przyjemność mieć starcie z przetrenowaniem organizmu przez co nie pojechałem na EYOC'a,
-fatalnie biegało mi się przez najważniejszy okres sezonu: czerwiec.
Natomiast było kilka pozytywnych stron:
-dobre występy na 75% sprintach w których startowałem,
świetne samopoczucie i dobre przygotowanie od września: super mi się biegało!
-ogromne doświadczenie jakie zdobyłem podczas prawie 3tyg. w Czechach, 2tyg. we Francji, tyg. w Szwecji i kilku bardzo fajnych obozów w Polsce.
Na ten czas mam od początku lutego przebiegane 1900km, więc od listopada zrobiłem ok. 2500-2700km niestety nie jestem w stanie podać dokładnego podsumowania od początku sezonu bo w lutym zmieniłem trenera i wszystko się pozmieniało.
A od jutra zaczynam przygotowania, które zapowiadają się obiecująco, ponieważ już w grudniu będę na wcześniej zapowiedzianym obozie w Zakopanem, pod koniec grudnia jadę na obóz sylwestrowy do Sztutowa, następnie w styczniu obóz w Jagniątkowie lub Przesiece, potem obóz wielkanocny w Szwecji, także troszkę tego jest :-) a kto wie, może dojdzie do tego jakiś obóz kadrowy??? Tak czy inaczej od jutra zaczynamy!
I chciałem podziękować Witkowi za nocleg i ugoszczenie mnie podczas mojego krótkiego pobytu w Łodzi :) i oczywiście wszystkim Łodzianom, którzy byli dla mnie bardzo mili :) muszę powiedzieć, że zdecydowanie na razie starczy mi rozrywek, wykorzystałem roztrenowanie w 200%, zdecydowanie, aż za bardzo je wykorzystałem, teraz już muszę skupić się tylko na jednym i krok po kroku realizować sobie postawione cele!

niedziela, 6 listopada 2011

Ogólnopolskie Mistrzostwa UKS!!!



Zapraszamy wszystkich chętnych do Nowego Dworu Mazowieckiego na Ogólnopolskie Mistrzostwa UKS - Dwa sprinty.Link
START JUŻ 26.11.2011r. !!!

Więcej informacji:
https://acrobat.com/#d=RSjSkoaO-HYiZdjSHq8bmg
lub
http://www.speedyshare.com/file/VycR9/Og-lnopolski-Puchar-UKS-Komunikat-techniczny.pdf

Będzie to doskonałe uwieńczenie sezonu i zapewniam, że trasy będą przygotowane na naprawdę dużym poziomie, dlatego warto abyście odwiedzili nas w Nowym Dworze!!! :)

DO ZOBACZENIA NA TRASIE !!!

sobota, 5 listopada 2011

Koniec bardzo przeciętnego sezonu :(

Tydzień po Klubowych Mistrzostwach Polski udałem się na południe aby walczyć o upragniony medal Mistrzostw Polski. Starty rozpocząłem w piątek 28 września biegiem nocnym.

Jeśli chodzi o sam bieg to wydawało mi się, że był to kompletnie nie udany bieg, ale po przybiegnięciu na metę prowadziłem i bardzo się tym zaskoczyłem.

Na początku miałem problemy z koncentracją i nie pewnie wchodziłem na pkt 1,2,3. Potem zrobiłem bardzo duży błąd bo aż na 3'30'' na 4pkt, zdecydowanie za wcześnie zacząłem go szukać, zmyliły mnie linie wysokiego napięcia, których niestety nie zauważyłem. 5,6,7,8,9 pkt czysto. Na węzłowy 10pkt zrobiłem błąd kierunkowy, wydawało mi się, że jestem mądrzejszy od kompasu, a tak nie jest :) 11pkt czysto. 12 i 13 pkt troszkę nie pewnie, zatrzymywałem się na tych dwóch przebiegach, aby korygować kierunek biegu i to mnie sporo kosztowało. Potem do 18pkt czysto, na 19pkt błąd kierunkowy, na 20 również, potem już do końca czysto. Podczas tego biegu zrobiłem jakieś 7'30''-8' błędu. Wiem... bardzo, bardzo dużo, ale z tego co widziałem to chyba wszyscy tak bardzo błądzili. Trasę 5,4km i 220m przewyższeń pokonałem w 61'49''. Zająłem pechowe 4 miejsce, ale kompletnie nie zasłużyłem na medal podczas tych zmagań, więc się tym nie przejmuje. Jeśli chodzi o teren to było bardzo gęsto i bardzo ciężko było nawigować w tym terenie a w szczególności w tym terenie w nocy.

Kolejnego dnia biegałem sprint, który potraktowałem bardzo rekreacyjnie, a mimo wszystko zamiast na 10pkt pobiegłem na 11 i kosztowało mnie to troszkę czasu, ale biegało mi się bardzo przyjemnie :)

W niedzielę 30 września biegałem klasyk na MP był to bieg totalnie nie udany. Zrobiłem okropnie dużo błędu i bardzo, ale to bardzo kiepsko czytało mi się tą mapę. Nie potrafiłem się najzwyczajniej w świecie się w nią „wczytać”. Już na 1pkt zrobiłem błąd bo zasugerowałem się innymi pkt... Do 5 pkt potem czysto, ale to co zrobiłem na 6pkt to nie potrafię tego opisać... Złapałem zły kierunek odbiegu i wszystko mi grało, wydawało mi się, że wbiegam w dobrą ścieżkę, niestety się myliłem i znalazłem się przy 15pkt. 7,8,9,10,11pkt czysto. Na 12pkt kolejny bieg kierunkowy, przebiegłem go i dużo mnie to kosztowało. 13,14pkt czysto. 15Pkt kolejny błąd kierunkowy i kolejny raz go przebiegłem... Potem już do końca czysto, ale to co wyprawiałem wcześniej zostawiam bez komentarza...

Po tym starcie rozpocząłem pełną parą przygotowania do biegu „ostatniej szansy”, czyli longa. Bardzo się do wszystkich treningów przykładałem i wykonywałem je jeszcze bardziej precyzyjnie niż zawsze. W przygotowaniach tych mieściły się trzy treningi na mapie, jeden start w Mistrzostwach Warszawy, trzy zabawy biegowe, na których ubawiłem się co niemiara... i duuużo wybieganych kilometrów wolno jak i szybko.

Jeśli chodzi o Mistrzostwa Warszawy to uważam, że był to bardzo ciekawy middle, który w 100% wykorzystał walory terenu po jakim miałem przyjemność biegać. Niestety znowu błędy pozwoliły zająć mi dopiero 4msc ze stratą zaledwie 1'30'' co bardzo mnie zdziwiło bo błądziłem zdecydowanie więcej.

Po żmudnych treningach przyszedł czas na long, czyli ostatnia szansa do zdobycia indywidualnego medalu na MP w tym roku. Swoją podróż rozpocząłem w sobotę rano wraz z moim kolegą, dawniej klubowym kolegą Marcinem Swędą. Jechaliśmy we dwóch także było nam bardzo wygodnie. Mimo 515km jakie mieliśmy do pokonania jechaliśmy bez żadnego postoju i pokonanie tej trasy zajęło nam zaledwie 6h. Na sali zameldowaliśmy się o 13;30, troszkę odpoczęliśmy i udaliśmy się na krótką wycieczkę do Niemiec :) po powrocie skupiłem się na koncentracji i odpoczynku przed moim najważniejszych biegiem. Następnego dnia już w pełni skupiony skoncentrowany wyczekiwałem na swój start. Miałem 65min startową, czyli startowałem w połowie stawki. Dosyć krótka rozgrzewka i ruszyłem na traskę, która miała 16,4km i 200m przewyższeń. Początek bardzo nerwowy i bardzo wolny. Na 1pkt zrobiłem 30'' błędu. Potem 2pkt strasznie nie pewnie, 3,4,5,6 czysto. Na 7pkt nie spojrzałem na kompas i wypadłem za bardzo w prawo od „siódemki”, 8,9,10,11,12 czysto. 13Pkt-lekki błąd kierunkowy, niestety za późno się w tym zorientowałem i kosztowało mnie to 30''. Na 14pkt kolejny błąd, przebiegłem korzeń i szukałem przy nie właściwym- 30'' błędu. 15,16,17,18,19 czysto. 20 pkt kolejny błąd kierunkowy, tym razem aż 1' w „plecy”. I tutaj przyszedł czas na jeden z dwóch największych błędów jakie zrobiłem podczas tych mistrzostw. Na 21pkt biegłem idealnie na kierunek, następnie jakieś 50-70m od pkt zgłupiałem i nie miałem pewności czy biegnę dobrze, czy źle, skręciłem bezmyślnie w lewo i wypadłem aż do drogi, zanim naprawiłem swój błąd straciłem 2'. 22,23,24,25,26,,27,28,29 czysto. No i na 30pkt przegrałem złoto... przebiegłem dosłownie metr od niego nie zauważając go i zanim go znalazłem minęły 2'. Potem już do końca czysto. Traskę tą biegałem 103'54'' przegrywając z Guciem 1'34'' i wygrywając z Igorem 58''. W sumie zrobiłem ok. 8' błędu. Natomiast bardzo dobrze czułem się fizycznie i myślę, że tego dnia to właśnie to dało mi upragniony medal! Szkoda jedynie, że nie złoty bo była na to możliwe, że niepowtarzalna szansa... ale trudno nie pozostaje mi nic innego jak odpocząć, a na kolejny sezon wrócić jeszcze silniejszy!

Jeśli chodzi o samą organizację to ogromny plus dla Wojtka Dwojaka i Kostyantego Mayasowa za mapę, uważam, że była wyśmienita, naprawdę wyśmienita! Drugi duży plus za trasy i warianty tras. Które spowodowały, że praktycznie cały czas biegałem sam (nie licząc kilku przebiegów). Trzeci plus za relację live i wszystko co z nią związane! Nie będę wyliczał wszystkich plusów bo dużo czasu by mi to zajęło, ale generalnie ogromny szacunek dla organizatorów za te zawody. Byłem pod ogromnym zaskoczeniem i mam nadzieję, że to nie ostatnie zawody organizowane przez „Tukan” Iwiny i spółkę ;) Były może malutkie nie dociągnięcia, ale plusy, które wymieniłem i których nie wymieniłem wszystko wynagradzają!

Tydzień po longu 29 października startowałem w Sztafetowych Mistrzostwach Warszawy i Mazowsza. Wraz z moimi sztafetowymi kolegami- Kubą (I zm) i Adamem (II zm) pierwszy raz startowaliśmy w kategorii seniorów. Co prawda zawody mocno obsadzone nie były, ale zawsze jest się z kim ścigać:) Na I zm Kuba przyprowadził naszą sztafetę na 2msc z 50'' stratą do czołówki, czyli OK Sport. Na II zm Adam przybiegł już pierwszy z kilku minutową przewagą, a ja dopełniłem dzieła i w końcowym rozrachunku wygraliśmy kolejno przed Gwardią i Górą.

Jeśli chodzi o mój bieg to powiem tyle, jestem w trakcie roztrenowania i za bardzo się na niego nie napinałem. Co nie oznacza, że nie dałem z siebie wszystkiego. Zrobiłem bodajże 2 czas na zmianie, ale okropnie błądziłem, nie to żebym się czepiał, że mapa nie do końca mi się zgadzała i nie tylko mi.... Zrobiłem lekkie błędy na 2pkt bo wydawało mi się, że jeszcze zielone się nie skończyło i przebiegłem granice kultur, na 5pkt bo za wcześnie zacząłem go szukać. Te dwa błędy kosztowały mnie jaką 1'. Kolejny błąd na 11pkt, troszkę go przebiegłem-15'' błędu, na 12pkt trzymałem zdecydowanie kierunek i wypadłem za bardzo w lewo, dziwne... inni mieli identyczne błędy...-30''błędu. Na 13pkt to samo tyle, że wypadłem za bardzo w prawo-1'30'' błędu. Następnie na 16pkt za żadne skarby nie mogłem trafić, tych dołków i zagłębień było zdecydowanie więcej i nie wiedziałem co się dzieje... na 17pkt byłem już tak uważny, że zatrzymałem się, ustawiłem kierunek od skrzyżowania i co? Za bardzo w prawo... potem już czysto, ale nie jestem zadowolony ani z siebie, ani z mapy... Traskę 6,7km biegałem 49'.

A dziś biegałem bardzo przyjemny middle na mapie z tegorocznej OOM (pierwszy raz biegałem na tym terenie) bardzo pozytywnie oceniam i traskę i teren mimo zielonego, bagien i nie widocznych dróg, które były pod liśćmi. Biegałem ten trening 30' i na garminku wyszło mi 5,2km :)

Od 14 listopada zaczynam treningi i mam nadzieję, że w końcu pójdzie coś po mojej myśli i wreszcie osiągnę cel jaki sobie przed sezonem założę! A w tym momencie zbieram siły i od czasu do czasu poruszam się na rowerze, lub wyjdę na jakąś mapkę.

Wkrótce umieszczę obszerne podsumowanie bardzo przeciętnego dla mnie sezonu, także wszystkich zapraszam wkrótce to obejrzenia moich statystyk sezonowych :)

Oficjalnie bardzo chciałbym podziękować mojemu trenerowi i zarazem koledze Karolowi Galiczowi, który mimo wszystkich niedogodności jakie spotkały nas w tym sezonie nie poddał się i dalej starał się stworzyć ze mnie całkiem dobrą fizycznie maszynkę do biegania i w końcu nam się to udało! Serdecznie mu za to wszystko dziękuję, a w szczególności za ten srebrny medal bo w ogromnej mierze to też jego zasługa! Miejmy nadzieję, że nasza współpraca w przyszłym sezonie będzie jeszcze bardziej owocna :)