

W sobotę rano było dosyć zimno, zresztą jak przez cały weekend. Podjąłem jednak decyzję, że pobiegnę na krótko, ale w kolcach bo było bardzo ślisko. Wyliczyłem sobie idealnie rozgrzewkę i kiedy już miałem startować okazało się, że start jest przesunięty. Zmarzłem przez to bardzo i wyruszyłem na trasę nie do końca rozgrzany, a raczej „wystygnięty”. Początek pobiegłem bardzo mocno i czysto. W środkowej części trasy opadłem z sił i skutkowało to błędami na 6pkt-5'', 8pkt-5'' i 9pkt-aż 20''! Reszta trasy czysto. Udało mi się wygrać 1'15'' przed Bartkiem Szurygą, ale z biegu nie jestem zadowolony do końca. Kiepsko się czułem fizycznie i generalnie miałem jakieś kiepskie nastawienie do tego biegu. Trasę 2,7km pokonałem w 15'01''. Myślę, że 14'30'' było do złamania ;)
Po południu biegałem middle. Byłem zmęczony porannym sprintem i stwierdziłem, że ruszę spokojnie starając się nie robić błędów, a później z czasem starać się wbić na odpowiednie obroty. Tak, więc zrobiłem. Start był ostro pod górę, więc spokojniutko wdrapałem się na szczyt, czysto wszedłem na 1pkt. 2,3,4,5,6 czysto. 7 pkt przebiegłem, nie doczytałem mapy i 30'' w plecy. 9 pkt kolejny głupi błąd, nie potrzebnie zbiegłem na dół i 50'' błędu. Potem do końca już czysto, także nie było źle. Udało się wygrać z przewagą niecałych 2' znów nad Bartkiem. Trasę 3,1km i 230m przewyższeń pokonałem w 29'10''.
W niedziele był start handicapowy. Nie miałem dużo przewagi bo 3'12''. Stwierdziłem, że nie będę się jakoś bardzo napinał i jeśli Bartek mnie dogoni to rozstrzygnę to na końcówce. Tak też się stało. Na 1pkt zrobiłem już 1'30'' błędu. Na 2pkt znowu 15''błędu. Na 3pkt 1'30'' błędu i Bartek już mnie miał. Do ostatnich 4pkt biegłem cały czas za nim kontrolując co jest grane. Do końca czysto, ale dosyć wolno. Był to bieg bardzo luźny dla mnie. Na końcówce gdzie zaczęła się fizyczna część stwierdziłem, że najwyższy czas się troszkę rozpędzić. Także pobiegłem bardzo mocno i odszedłem Bartkowi na jeszcze niespełna 20'' wygrywając całe zawody.
Jestem zadowolony z moich startów, no z wyjątkiem tego ostatniego... Tereny strasznie ciekawe i polecam każdemu bo naprawdę warto! Organizacja z wyjątkiem opóźnienia startu sprintu też nie była najgorsza. Generalnie uważam, że była to fajna impreza i na pewno będę chciał się tam wybrać za rok :)
Podróż do Czech rozpoczęliśmy pociągiem do Częstochowy skąd mieliśmy zapewnioną limuzynę od kumpla mojego brata z co wielkie mu dzięki! Przez pierwsze kilka kilometrów głupio było mi siedzieć w takim samochodzie bo na co dzień takimi nie podróżuję ;) Z czasem jednak przywykłem i było już całkiem sympatycznie.
Po dotarciu na nocleg numer 1, czyli do Sobótki troszkę odpoczęliśmy czekając na dotarcie ekipy znad morza i z Łodzi. Po 18 wybraliśmy się na trening, biegaliśmy na mapie z MP z 2008r. Ułożyliśmy sobie z Karolem krótką bo 4 kilometrową traskę, którą przetruchtaliśmy razem. Trening dosyć czysty. Jeden błąd Karola, ale zielone się tam troszkę rozrosło, więc wybaczam ;)
Następnego dnia, czyli w czwartek z samego rana wyruszliśmy do Doksy, gdzie mieliśmy spotkać się ze wszystkimi. Jak udało się Maćkowi odebrać mapki na trening to od razu pojechaliśmy w okolice startu. Trening bardzo mi się podobał. Ogromne skały, jeszcze większe góry i bardzo dokładna mapa co najbardziej lubię w Czechach. Jeśli chodzi o samą trasę to biegało mi się w miarę czysto, ale nie forsowałem tempa, ponieważ wiedziałem, że kolejnego dnia czekają mnie zawody i wolałem się oszczędzać. Po południu tego samego dnia mimo że nikomu się już nie chciało biegać wybraliśmy się jeszcze na jeden trening. Zaliczyłem 6pkt i wróciłem do samochodu myśląc już o starcie który był następnego dnia. Po treningu udaliśmy się do Czeskiej Lipy gdzie spaliśmy w szkole(w tej samej szkole spałem rok temu, wspomnienia ożyły
:) )
W piątek z racji, że biegaliśmy po południu mieliśmy w planach się wyspać, ale pewna pani obudziła nas przed 9 i zakomunikowała nam że mamy 10minut żeby opuścić szkołę, nieźle...;] Tak, więc wybraliśmy się na śniadanie do pobliskiego centrum handlowego gdzie koczowaliśmy przez kilka godzin, następnie pojechaliśmy nad jezioro, posiedzieliśmy chwilkę i potem już do centrum zawodów.
Do biegu podszedłem bardzo poważnie, biegałem na tej samej mapie rok temu i wiedziałem czego mam się spodziewać. Bardzo chciałem ograć kilku mocnych zawodników między innymi Thomasa Gilleta, mojego kolegę z Belgii :) Początek biegu bardzo nerwowy, na 1pkt błąd aż na 50''. Na 3pkt 5''-błąd kierunkowy. Na 4pkt 10''-kolejny błąd kierunkowy. Do 15pkt potem czysto, ale na 16pkt przeszedłem samego siebie... Myślałem już o tym, że idzie mi całkiem nieźle i przebiegłem 16pkt zacząłem szukać go w skałkach dalej i straciłem tam aż 2'45'' i po zamiatane...Potem dorzuciłem jeszcze 30'' na 21pkt i doszedł mnie na 4' Thomas. Dalszą część biegu te ostatnie kilka minut znacznie przyspieszyłem i nie chciałem dać się mu wyprzedzić. Skończyłem na 7miejscu ze stratą 4'30''. Trasę 4,7km i 300m przewyższeń biegałem 42'52''.
W sobotę czekała na mnie traska 6km i 330m przewyższenia. Nie byłem jakoś szczególnie zmotywowany, ale bardzo chciałem dojść na 6' Thomasa choć wiedziałem, że to prawie nie realne. Od samego początku zacząłem bardzo mocno i czysto. Na 3pkt 5'' błędu bo lekko go przebiegłem. Na 6pkt straciłem, ale szedłem tam bardzo powoli i uważnie. Na 8pkt zamiast iść dołem to strzeliło mi do łba żeby biec górą i zrobiłem ogromny błąd bo wbiegłem na samą górę... Kosztowało mnie to 1'15''. Następnie do końca szło już gładko. Udało się wygrać ten etap z 30'' przewagą nad Tristanem Bloemenem. Znałem go już wcześniej i widziałem, że jest dosyć mocny. Tym bardziej cieszył fakt, że udało się go ograć :) Traskę tą biegałem 43'45''.
W niedzielę kolejny już w tym sezonie handicap. Startowałem z 4 miejsca. Za mną miałem 2' luzu, a przede mną na 4' goniłem Tristana, na 1' Maga Magnus duńczyka, który też nie próżnuje i na 30'' Thomasa. Do 6pkt biegłem sam, robiąc na 3pkt 1' błędu. 6 pkt już podbijałem przed Thomasem, potem do 7 razem i do 8pkt stwierdziłem, że jest kawałek podbiegu i drogi więc jest gdzie uciec. Do 9pkt biegłem strasznie mocno cały czas oglądając się za siebie, ale jak widać popłacało bo Thomasa już nie było. W drodze na 10pkt zobaczyłem Maga i strasznie się ucieszyłem. Na 10pkt zrobiliśmy 1' błędu. Potem do 12pkt razem i na 13pkt obraliśmy inne warianty. Ja po swoim wariancie miałem 15'' przewagi co udało mi się utrzymać do 17pkt, gdzie przewaga stopniała do 3''. Do 18pkt było dosyć pod górkę więc stwierdziłem że czas rozpocząć finish widząc rywala na plecach. Po podbiciu 18 do „setki” biłem prędkości światła w lesie biegnąc ze śr. tempem 2;35/km, ale na dobre mi to wyszło bo już przy ostatnim pkt miałem 15'' przewagi nad rywalem i minąłem metę na 2 miejscu ustępują tylko Tristanowi. Dołożył mi jeszcze tego dnia 2', mocny jest... :) Odniosłem w swoim życiu pierwszy taki międzynarodowy sukces co bardzo mnie cieszy i napawa optymizmem na przyszłość :)
Wyjazd oceniam na baaaaardzo udany. Przemiła atmosfera z moją sportową rodzinką, było ekstra. Chciałbym jeszcze kiedyś powtórzyć taki miły wyjazd. Dziękuje wszystkim za miłą atmosferę i do zobaczenia na zawodach w Polsce! :) AAA i jeszcze gratuluje mojemu trenerowi- propsy Karol, zszokowałeś mnie tym co tam wyprawiałeś. Oby tak dalej...! :)
Nie posiadam niestety trzech map, z prague easter, z koziołka i z jednego treningu, także postaram się to jakoś nadrobić :)
a dla tych co nie wierzą wyniki z koziołka: http://koziolek.bnolublin.pl/wyniki.html
i z Prague Easter: http://dkp.orienteering.cz/pe/ :D
I osobiście dziękuję Hewiemu za dobre ogarnianie całego wyjazdu, bez niego mogłoby być znacznie ciężej ;)
Opiszę ten wyjazd jak uda mi się zgrać przebiegi i mapy na komputer bo niestety nie mam do nich teraz dostępu. W skrócie jednak napiszę, że na treningach czułem się bardzo dobrze i wydaję mi się, że chyba dwa udało mi się nawet wygrać, ale nie jestem pewien. Technicznie czułem się wyśmienicie, niestety jak przyszły zawody to przyszły też problemy... Przez cały wyjazd miałem problem z wyrastającymi ósemkami co niestety odbiło się na wyniki w Juniper Open, ale tak jak mówię o tym później...
Dwa dni po powrocie wybrałem się z Warszawy do Malmö i stamtąd pociągiem do znanego dosyć dobrze mi już Göteborga, tam natomiast przesiadka w kolejny pociąg, trzy stacje, wysiadka w Jonsered. Chwilka czekania na Henrika i byliśmy u niego w domu skąd kolejnego dnia ruszyliśmy do Karlsby, gdzie trenowaliśmy na terenie podobnym do tegorocznej 10mili.
Zaczęliśmy rozruchem na mapie który był dla mnie bardzo zły nie potrafiłem czytać elementów i w ogóle...
Kolejny trening to trening nocny, drugi w skandynawii w moim życiu. Bardzo udany błąd, dosyć spory błąd na jedynke, ale generalnie traska pokonana w niecałe 50'(5,8km) i dostając nie znaczny oklep od kolegów z klubu.
Następnego dnia zaczęliśmy treningiem o-linje. Polegał on na tym aby biec tak jak prowadzą nas linie przebiegu i znaleźć jak największą liczbę pkt. Mi udało się znaleźć 8 z 13, ale ogólnie to przez to, że po prostu ich nie widziałem na swojej drodze bo praktycznie nawet na chwile starałem się nie zbaczać z linii przebiegu.
Po południu trening na tej samej trasce co nocne poprzedniego dnia. Myślałem, że będę znał wszystko na pamięć, pójdzie gładko i przyjemnie, a tutaj troszkę psikus bo wcale tak nie było. Las wydawał mi się zupełnie inny... Znów błąd na 1pkt, tym razem troszkę mniejszy, potem jeszcze na 7pkt, ale ogólnie traska w 42' ze stratą 2' do Szwedasa, który biegał ze mną tą traskę.
Ostatniego dnia obozu biegaliśmy „longa”, którego sobie troszkę skróciłem, ale i tak wyszło mi 8km, także jak na mój kilometraż to znaczna ilość ;) Zrobiłem spory błąd na 1pkt, reszta w zasadzie czysto. Podobała mi się bardzo rywalizacja z Karolem od 3pkt, udało mi się go dogonić, a potem na 4pkt chciał mi cwaniaczek uciec... ;) Ogólnie traska całkiem czysto, w nie najgorszym tempie 42'29''.
Następnie wybraliśmy się z powrotem do Jonsered z Henrikiem do niego do domu, gdzie spędziliśmy czas od niedzieli do wtorku. Po przyjeździe od razu wyszliśmy na wybieganko wokół jeziora nad którym mieszkaliśmy. Było całkiem fajnie, ale przydarzyła się nam śmieszna przygoda. Mianowice chcieliśmy wyruszyć do sklepu i ja z racji tego że nie mogę robić za dużo kilometrów postanowiłem poczekać na Karola na stacji w Jonsered. Wyszło tak, że minęliśmy się z Karolem jakoś po drodze i spotkaliśmy się po godzinie dopiero w domu, nie wiedząc co się dzieje. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, oby jak najmniej tak głupich pomysłów ;)
W poniedziałek z samego rana ruszyliśmy na mapkę w pobliżu naszego domku. Traska miała 4,7km i biegałem to 36', ale kilka razy musiałem poświęcić troszkę czasu na to aby upewnić się czy rzeczywiście jestem w dobrym miejscu. Był to bardzo dobry bieg w moim wykonaniu, w zasadzie bez większych błędów się obyło.
W poniedziałek po południu natomiast biegaliśmy w parach kilka kilometrów od miejsca zamieszkania. Ja prowadziłem na pkt nie parzyste, Karol na parzyste. Kolejny trening podczas którego świetnie się czułem technicznie i miałem wrażenie, że coś pozytywnego się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy wcześniej tak dobrze nie było, więc może to jakiś znak... ;] Tak czy inaczej malutki błąd na 13 i 14pkt.
We wtorek mieliśmy w planach dwa treningi, szybka kąpiel, pakowanie i na lotnisko. Z samego rana wyjechaliśmy z Henrikiem na trening. Już po 9 byliśmy na trasie. Biegało się znowu super, zrobiłem jeden duży błąd na mój ostatni pkt. Nie wiem w zasadzie dlaczego, ale w tamtym rejonie wszystko wydawało mi się takie same... Wracają z tego pkt zahaczyłem jeszcze o ogromne półki skalne z których miałem ogromny problem zejść, na szczęście przeżyłem i udało się bezpiecznie wrócić do domu :D
Po obiedzie kolejny trening z ziomalem Karolem. Tym razem to on prowadził na nieparzyste. W zasadzie to zrobiłem jeden błąd na 10 pkt, zarzuciło mnie za bardzo w prawo przy samym wejściu. Reszta traski clear :)
Wróciłem do domu we wtorek późnym wieczorem, zmęczony, ale za to jaki szczęśliwy. Mam świadomość, że wykonałem ogromną robotę na tym obozie. Bardzo dziękuję Karolowi za miłą atmosferę i muszę powiedzieć, że imponujesz mi. To fakt na początku Ci nie szło, ale pod koniec obozu już naprawdę ogarniałeś i to całkiem nieźle. Tak trzymaj mistrzu, a zobaczysz sukces sam przyjdzie, cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość! Pamiętaj! A wracając do ogólnego odczucia obozu, było ekstra. Mili ludzie, dobrze przygotowane treningi, mimo że większość bez pkt, ale to chyba było jeszcze lepsze. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze w tym półroczu pojechać tam jeszcze dwa razy. Zobaczymy jak będzie, a teraz trzeba się skupić na najbliższych startach, czyli Mistrzostwach Polski w Przełajach. Ciekawe jak bardzo tam od nich dostane :D Potem wyjazd w skałki, czyli Prague Easter, a przed tym jeszcze Puchar Koziołka. Potem może uda mi się wyruszyć na krótki obóz w góry i w zasadzie sezon czas zacząć! :) Trzymajcie kciukole żeby zdrówko dopisało!